
08.02.2009 | auronix
Heviro: Witamy w nowej rubryce na kikoo! W "DEMOlition" rządzi tylko jedna zasada - być szczerym do bólu i napisać co nas wkurza, denerwuje i ogólnie wprawia nas w nastrój seryjnego mordercy. W tym tygodniu w pierwszym odcinku wspomaga mnie auronix . Auro masz chęć coś powiedzieć na dobry początek?
auronix: Na dobry początek.... mogę zapewnić, że nie oszczędzimy żadnej produkcji. Wytkniemy wiele błędów, podzielimy się z wami naszymi uwagami na temat topowych gier przez co zapewne narazimy się części fanów stawiających dla swoich ulubionych tytułów ołtarzyki. W takim razie od czego zaczynamy?
Heviro: W tym tygodniu na PSN wylądowały dema dwóch nadchodzących megahitów, Killzone 2 i Resident Evil 5. Gracze rzucili się na wersje demonstracyjne niczym wygłodniałe psy rozczłonkowując je przy tym na części pierwsze. Tysiące ściągnięć, miliony włożone w produkcje. Czy te gry mogły się nie udać?
auronix: Patrzę na listę znajomych, a ci na przemian katują dema obu wymienionych przez ciebie tytułów. Zacznę od RE 5 jawiącego się jako wielki killer, a w praktyce grę napakowaną zupełnie past genowymi rozwiązaniami. Brak strzelania poruszając się Chrisem to kpina z graczy. Tak na dobrą sprawę wielu recenzentów wybaczy to grze Capcom, jednak gdyby zmienić tytuł i wydawcę to oprócz zachwytów nad grafiką gra została by pojechana po całej linii. Są dwie możliwości: a) owy element jest taką swego rodzaju wizytówką gry, stąd też jego obecność, b) Capcom bało się zmieniać cokolwiek w systemie tak aby nie rozsierdzić fanów. Ja chłopakom podziękuję. W Lost Planet dało się strzelać w biegu. No cóż, widocznie Capcom nie potraktowało LP jako przykład kilku trafnych rozwiązań.
Heviro: Oj widzę, że mamy podobne odczucia co do Resa piątego, który co tu dużo mówić, jest kiszką. Najzwyczajniej w świecie RE4 w HD. Niestety gra nie straszy. Jak mam się bać skoro mam Hamerykańskiego bohatera napakowanego końskimi strzałami aż do granic możliwości. Chris potrafi wysłać piąchopiryną w powietrze trzy mutanty (bo jeżdżące na motorach i włażące na wszystko co się da tak zwani murzyni to już dla mnie nie są zombie) przy okazji rozwalając stragan. Przesaaada. Wielki gość z toporem, psychol z piłą. Czy ja nie mam tutaj deja vu? No bez jaj Capcom, ale dodanie co-opa i przeniesienie akcji gry w dzień kompletnie pozbawiło grę klimatu, bo jak ma mnie straszyć mieszkaniec afryki jak widzę go z daleka. Toporne sterowanie to kolejna bolączka nowej rezydencji zła. I niech mi nikt nie mówi, że to dla dobra "survivalu", bo wystarczyłoby dać to cholerne strzelanie w biegu i ustawić je tak aby trafienie z niego podczas walki było prawie nie możliwe .Gracze byliby szczęśliwi i Capcom cały. Ale drogi Auro musi być coś co ci się spodobało w nowym RE.
auronix: Hmm, no nie wiem. Może grafika? Tak, zdecydowanie. Chociaż aż prosi się o ślady po kulach w ciałach oponentów. Więcej plusów oprócz oprawy wideo nie pamiętam. Sorry Capcom, no bonus. Zaraz zaraz. Jest jeszcze Sheva. Chyba obecność tej laski zrobiła na mnie większe wrażenie niż bicepsy Chrisa.
Heviro: Ech, nie powiem laseczka fajna, ale pasuje tutaj jak pięść do oka. Pewnie, zawsze w serii były jakieś laski, ale do Shevy nie przekonałem się, chociaż faktycznie bioderka ładnie pracują. Oprócz tego dodam, że podoba mi się kooperacja mimo, że fizyka niedomaga oraz patenty są z czwórki, to i tak fajnie walczy się ramię w ramię z kumplem. Jednak zawsze tak było, że gra "na dwóch" zyskuje. Co do grafiki zgodzę się. Wygląda świetnie, ale to nie problem porobić malutkie korytarzyki i ładnie je oteksturować, tak więc żółto-niebiescy nie narobili się jakoś strasznie i oprawa jest na poziomie ciut niższym niż MGS4 (ciągłe loadingi). No to może zakończmy ten straszny temat przewidując jak się potoczą losy piątki.
auronix: W sumie nie będę oryginalny jak stwierdzę, że gra sprzeda się w ilości kilku milionów egzemplarzy. Ciągłe podsycanie atmosfery (świetnie zmontowane trailery), spora rzesza fanów i po postu magia tytułu zrobią swoje. Mnie tym demem jednak Capcom nie kupiło (invite'y to jakaś kpina). Nie nabyłem konsoli tylko dla grafiki. Słowa "next gen" powinny się odnosić do ogólnie pojętej mechaniki gry która najnormalniej w świecie w RE5 krztusi się niczym człowiek po 50 latach palenia lulek.
Heviro: Niestety, Japońce z wielkiego C nie potrafią dojrzeć, że na rynku narobiło się mnóstwo strzelanek, które korzystały z rozwiązań "czwórki", rozwijały je, udoskonalały. Podczas jednego z wywiadów facet pracujący w Capcom zapytany "Dlaczego nie zmieniacie mechaniki Devil May Cry ?" odpowiedział - "Jeżeli Devil będzie tyle lat na rynku ile był Resident do wydania czwórki to pomyślimy nad tym". To tłumaczy chyba wszystko. Żółto niebiescy nie lubią się przemęczać. Nie chcę dzielić skóry na niedźwiedziu, ale po tym co pokazali nam w demku nie wyobrażam sobie jak dopakowana musiałaby być reszta gry. Czy w piątce żeby zatrzeć złe wrażenie, będzie coś co zapamiętamy tak dobrze jak walka na noże? Wątpię. Gra na pewno się sprzeda. Zadziała magia marki, opchną te 2-3 miliony pudełek z afrykańskim shitem. Oceny w prasie będą wysokie, bo przecież "nie wypada" dać niskiej oceny TAKIEJ grze. Tak więc czekamy na chwilę gdy w nasze łapki wpadnie wersja sklepowa i wtedy ocenimy.

auronix: Jak widać "trochę" zbluzgaliśmy Capcom co jest dobrym wstępem do wrażeń z dema Killzone 2 (pełną wersję już ogrywamy w redakcji)[niestety to nie ja ogrywam-Hevir] Jakie było twoje pierwsze wrażenie, coś co ci najbardziej utkwiło w głowie po pierwszym kontakcie z grą?
Heviro: Że to jest wojna! Pierwsze co uderza (oprócz fenomenalnej grafiki) to sposób w jaki porusza się Sev. Czujemy, że gramy objuczonym żołnierzem, a nie lewitującą bronią z przyczepionymi łapami do przeładowywania magazynka. Ogólnie pierwszy wdech Helghańskiego powietrza robi wrażenie. Nasz oddział od razu jest rzucany na głęboka wodę bez żadnego przerywnika. Tym razem to dobzi przeprowadzają inwazję, to my atakujemy, to my walczymy o każdy skrawek ziemi. Każda śmierć Helga cieszy, może dlatego, że gra jest mocno realistyczna (chodź brakuje jej fanatyzmu rzeczywistości jaki cechuje np.: American Army i całe szczęście) i naprawdę nie da się przejść jej na przysłowiowego Rambo. Trzeba się kryć, chować, szanować naboje. Po wyłączeniu wszystkich wskaźników, celowników itd. poczułem się jakbym był w jakimś filmie wojennym, a nie grał w FPS'a. Coś fenomenalnego.
auronix: Ja po pierwszym kontakcie zawiodłem się. Liczyłem na wesołe parcie do przodu z uśmiechem na twarzy niczym w UT lub Quake'u. Błąd. Tak jak sam wspomniałeś- to jest wojna. Czuć w powietrzu krew oraz opór jaki nam stawiają helghanie. Na początku zamiast od razu ruszyć z pomocą kompanom przyglądałem się industrialnemu otoczeniu. Kapitalna grafika i świetnie oddane trudy walki. Świetliki cały czas się przemieszczają, nie trzymając się kurczowo jednej osłony. W fabryce gdy tylko zacząłem się wycofywać do tyłu z powodu naporu wrogich jednostek od razu stałem się zwierzyną, a nie myśliwym. Dosyć dziwne wrażenie odniosłem korzystając z cover systemu. O wiele łatwiej korzystało się z tego patentu chociażby w Syphon Filter na PSP. Z tym, że wojna rządzi się swoimi prawami. Wszystko dzieje się szybko, nie ma czasu na myślenie. Chcesz pomyśleć? To przygotuj się na spotkanie z granatem. Sev wydaje się dosyć niepewnie przylegać do zasłony, co od razu wyklucza, że jest pokryty Kropelką w celu lepszego "dolegania".
Heviro: Kropelkę to ma, ale w gaciach jak w fabryce wybiega na niego ekipa czerwonookich rządnych krwi bydlaków, a tobie zostaje jedynie rewolwer, bo strzelało się na oślep i "pestki" się skończyły hehe [auro: rozgryzłeś mnie:)]. A tak serio współczuję Guerrilla Games od 2005 roku, od tego feralnego E3, gdzie został pokazany ten teaser. Ludzie szydzili z nich, wyśmiewali, a oni pracowali w pocie czoła cztery lata, by doścignąć ten pieprzony filmik. Nie mieli łatwo, przecież powszechnie wiadomo, że chlebak nie lubi "współpracować". Nie powiem, finalny kod wygląda fenomenalnie i z miejsca zjada na obiad Gyrosy (dwie porcje) i popija Co(D)lą. Każda klatka gry zachwyca przepychem, blurami i szczegółowością. Jedynym kiepsko wykonanym elementem jest nieco rozlazłe podłoże, ale to i tak nie zabiera nic z piękna gry. Jestem pewny, że K2 przez długi czas będzie wyznacznikiem graficznym. Acha, co do trailera to graficznie GG udało się doścignąć jego poziom, ale natężenie akcji jakie w nim występuje jest nie osiągalne na tej generacji konsol. No i Helgowie nie noszą zacnych płaszczy, czego żałuję, bo w nich wyglądali jeszcze bardziej złowrogo. Auro a jak tam twój Hellgazm?
auronix: Ha, złożyłem pre ordera więc powinieneś się już domyśleć:). Udostępnione demo po części nawiązuje do słynnego rendera. Jest desant, wyrzutnia, są pięknie lecące na glebę ciała świetlików (pierwsze akcja w demie). No i markowa spluwa. Co mnie cieszy względem poprzednika to szybsze przeładowywanie broni, które było dla jedynki zarówno wizytówką jak i piątą kulą u nogi oraz sam fakt, że w oponentów nie trzeba ładować całego magazynku celem ich odesłania na drugą stronę Styksu. Gry tworzone w Europie nie zawierają charakterystycznego dla wielu amerykańskich gier tamtejszego patosu sytuacji czego najlepszym przykładem jest Killzone 2. Chłopaki nie kozaczą, nie rzucają wyświechtanymi tekstami "Whoa, ale czad. Wybijemy ich co do jednego" mając tym samym mokro w gaciach. Wszystko wygląda tak jak w rzeczywistym teatrze działań wojennych. Ciężki klimat, taktyka. Jak sam kiedyś powiedziałeś, "Helikopter w ogniu" pełną gębą.
Heviro: Ale nawet róża ma kolce czyli co nie do końca poszło po myśli holendrów i SCE? Na pewno jest to dubbing czy to angielski czy też Polski. Oba nie do końca są tym czym powinny być. Głosy są według mnie za ciche i brakuje im takiego wojennego szlifu (odnosi się wrażenie, że aktorzy za mało się wczuli). Mowa tutaj o głosach ludzi, bo już tacy Helghanie robią piorunujące wrażenie (użycie specjalnych filtrów itd.). Aż chce się im wsadzić spluwę w dupę i nacisnąć spust. Angielski dub ratują też fucki, shity i inne słowa uważane za miłe inaczej. Niestety gdy dosięgniemy polską wersję to jest mała tragedia. Głosy są dość dobrze dobrane (lecz są i tak zbyt niemęskie), ale "ponoć" czas jaki dało Sony dla grupy lokalizacyjnej na przetłumaczenie i nagranie głosów był śmiesznie krótki, co musiało się odbić na jakości końcowej. Polską wersję trapi coś jeszcze. Otóż Sev czy Garza nie przeklną swojskim k...a, co jest dla mnie niezrozumiałym posunięciem. Uznano, że w tą grę mogą zagrać nieletni i nie byłoby fajnie gdyby usłyszeli kilka nowych słów do ich słowniczka. A co ja na takie wytłumaczenie? Mam to gdzieś. Oglądam filmy wojenne, grałem w "Kompanię Braci" na PC - wszędzie tam klną jak szewc i nikt się nie obruszył. To jest wojna, a nie odpustowa zabawa z pistolecikami na wodę. No do jasnej cholery! Nie, nie klnę w życiu, ale w takiej grze panie spod latarni między słowami powinny być.
auronix: W kwestiach dubbingu nie do końca się z tobą zgodzę. Ty nazywasz to wymiocinami pijaka spod monopolowego, a ja porównam do taniego jogurtu z Biedronki (tfu, ohyda, chociaż nie taka jak wymiociny:). Angielski dubbing jest naprawdę dobry. Z kolei słysząc polskie głosy poczułem się jakbym oglądał "Pana Wołodyjowskiego". Niemniej wcale się temu nie dziwię. Żeby osiągnąć odpowiedni efekt trzeba by było zatrudnić kilku chłopaków z karkami, co jak wiadomo byłoby kłopotliwe ze względu na problemy z mową naszych Arnoldów (ale do efektu śmierci jak ulał). Ciekaw jestem jak to ostatecznie wyjdzie w pełnej wersji.
Heviro: Suma summarum Killzone 2 odpłacił z nawiązką za obietnicę jaką pochopnie złożyło GG cztery lata temu. Gra na którą gracze spod znaku czarnej skrzynki czekali prawie że od premiery maszynki, gra która pokaże na co stać komórczaka z niebieskim laserem. Oby więcej takich gier powstawało na nasze konsole. I takim oto optymistycznym akcentem zakończyliśmy pierwsze DEMOlition #1. Kolejne, jak helgan da, za tydzień, a teraz wracam do pakowania postaci w siódmym finalu:D.