Tak jak w większość sal konferencyjnych nie wybijała się niczym specjalnym, pokój, w którym przedstawiciele Irrational Games przedstawili nową odsłonę BioShocka zdawał się wręcz przenosić nas do świata gry – jasna sprawa, że nie latał w chmurach, czerwone draperie, eleganckie sofy i plakaty prosto z gry wystarczyły jednak, by zrobić wrażenie. Po krótkim streszczeniu fabuły, zaprezentowano znany już wszystkim trailer, po czym rozpoczęto pokaz gameplay’a. Pierwsze, co rzuca się w oczy, to nowy silnik gry – Unreal Engine 3, przez wielu nazywany najbardziej plastikowym silnikiem w historii gier, tu ponownie pokazuje swoją moc. Słoneczne ulice Columbii stanowią perfekcyjny kontrast dla przeciekającego Rapture – jest jasno, pozornie radośnie i nawet nie wszyscy przechodnie rzucają się na nas z niczym furiaci. Trwający około 10-15 minut gameplay dobitnie udowodnił, że nie zabraknie ani wartkiej akcji, ani absurdalnych, przerażających sytuacji. Widok polityka przemawiającego w słoneczny dzień do rzędów pustych ławek, człowieka karmiącego obsiadające go ptaki, czy karczmarza, który w wypełnionym ludźmi lokalu wyciąga strzelbę i strzelając krzyczy „Zamknięte!”. Chwilę później rozpoczęła się wielka batalia ze znanym z pierwszego trailera odpowiednikiem Big Daddy’ego – tu wsparciem dla gracza okazuje się główna bohaterka żeńska, Elizabeth dysponująca imponującymi mocami telekinezy. Co ciekawe, walka bardziej przypominała pojedynki znane z renderów pierwszych dwóch Bioshocków, niż dotychczasowe potyczki z samych gier – ewidentnie na plus! BioShock: Infinite zapowiada się naprawdę smakowicie – zarówno pod względem stylistyki, problematyki (niektóre plakaty zdają się sugerować problem rasizmu), grywalności, jak i fabuły. Rzecz jasna czekamy.
Autorem tekstu jest mtz.