Avatar
Witaj Gościu
Nie będę owijał w bawełnę: po Devil May Cry 4 spodziewałem się naprawdę wiele. Trzecią cześć diabelskiej serii wspominam bardzo miło.
17.02.2008 | Heviro
Odpalając DMC 4, miałem nadzieje, że i tym razem Capcom zaserwuje nam danie z najwyższej półki, czy tak właśnie jest? No cóż nie do końca ,ale nie uprzedzajmy zdarzeń. Wszystko po kolei.

Między piekłem a niebem

Młody Rycerz Zakonu Mieczy, Nero właśnie pędzi ulicami miasta Fortuny (przebijając się przy okazji przez zgraje Demonów) by zdążyć na msze, na której zgromadzeni modlą się o zbawcę, który ocali ich przed Demonami jak niegdyś Sparda (tatuś Dantego wszędzie się wkręci). Gdy chłopak (mimo jednej ręki w gipsie) leci niczym nóż przez rozgrzane masło przez kolejnych przeciwników w świątyni rozbrzmiewa głos Kyrie, ukochanej Nero. Ostatecznie wyżej wymieniony melduje się na Sali i po zakończonym występie dziewczyny daje jej prezent. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nagle przez witraż nie wpadł mężczyzna w czerwonym płaszczu i nie wypłacił soczystego ‘headshota' prowadzącemu msze kapłanowi (który jednocześnie jest przywódcą Zakonu). Wśród zgromadzonych wybucha panika i wszyscy zaczynają uciekać. Credo, brat Kyrie wraz z członkami Zakonu rzuca się na napastnika, którym (jak się później okazuje) jest sam Dante (bohater poprzednich części DMC). Oczywiście dla syna Spardy nie są oni jakimś szczególnym wyzwaniem i szybko zostają pokonani, a na placu boju zostaje tylko Nero.

I tu wkracza Gracz. Trzeba przyznać że fabuła Capcom'owi się udała, mamy multum powrotów, znanych bohaterów (Trish i Lady), jak i pojawiają się całkowicie nowe twarze (trzepnięty naukowiec Agnus czy tajemnicza Gloria). Może scenariusz na miarę Oskara to nie jest, ale potrafi wciągnąć. Do tego fabułę ilustrują genialne filmiki (może nie wyglądają one tak jak te z udziałem Nariko, ale i tak mogą się podobać), których efektownością (albo jak ktoś woli - słodkim przesadyzmem) dałoby się obdzielić jeszcze parę innych gier, a wszystko przyprawione specyficznym dla serii humorem.

Ja se teraz poszlachtam, a ty se odpoczywaj

Nero (który wyglądem przypomina bardzo Vergila, brata Dantego) gra się prawie tak samo jak Dantem, czyli wybijamy przeciwnika w powietrze przy użyciu miecza, okładamy go kombosikiem i ‘na do widzenia' pakujemy kulkę z pistoletu, ale... ‘prawie robi wielką różnice'. Otóż chłopak ma Devil Bringera, diabelskie ramię, które pozwala mu złapać ‘za chabety' przeciwnika i wgnieść go w posadzkę, a gdy walczymy z jakimiś potężniejszymi bestyjkami (np. bossami) odpala się specjalna animacja pokazująca jak Nero ‘znęca się' nad przeciwnikiem w widowiskowy sposób (wywala w powietrze, robi przegląd dentystyczny itd). Podczas gry Devil Bringer dostanie trochę ‘uprade'ów', a później jego używanie stanie się konieczne, aby ładować Devil Trigera, czyli Demoniczną postać (raczej Demoniczną poświatę). Drugą nowością jest tryb Exceed - pod L2 znajduje się manetka od miecza Nero ‘Red Queen', która działa niczym manetka gazu motocyklowego (ma nawet podobny odgłos) dzięki czemu ‘gazując' można dopalić atak mieczem, który oprócz tego, że będzie silniejszy to zostawi po sobie fachową smugę. Naprawdę miło wymiata się białowłosym w niebieskim płaszczu, lecz cały czas miałem uczucie, że Nero nie jest do końca dopracowany, może to przez to, że ma tylko jeden styl walki? Tylko dwie bronie? Devil Bringer genialnie sprawowałby się w jakimś wykręconym stylu, a tak trochę nudno. Ulepszenia jakie Devil Bringer dostaje przeważnie nie przydają się walce np.: gdy pokonałem wielkiego żabona i oderwałem od niego jedną rusałkę, ta po wchłonięciu przez ramię sprawiła, że ręka zaczęła świecić, gdy w pobliżu była specjalna misja czy ukryte orby. Wolałbym jakąś nową broń, ale Kaboyashi razem z zespołem widzieli to inaczej. Szkoda, bo czuć tę młodzieńczą furię i miażdżącą siłę, gdy gra się Nero. Mam nadzieję, że jak Nero wystąpi w DMC 5 (ktoś wątpi, że powstanie?) to zostanie odpowiednio ‘dopieszczony'.

Mniej więcej od połowy gry do momentu, gdy Nero nie daje już rady, do akcji wchodzi stary wyjadacz, ulubieniec tłumów... Dante. Tak, Panowie i Panie, o Synu Spardy Capcom nie zapomniał - powrócił odmieniony, bardziej stonowany. Poważny Dante? Hell no! Jak zwykle ma na podorędziu jakąś ciętą ripostę i ogólnie ‘lajtowo' podchodzi do życia. Jego postać nie zmieniła się prawie w ogóle od czasów DMC3, ale jak wiecie ‘prawie robi...'. Otóż Dante jako doświadczony wyga dostał możliwość zmiany stylów podczas gry! Wystarczy wcisnąć któryś z kierunków na d-padzie, a natychmiastowo zmieni się styl walki. Daje to niewyobrażalne możliwości. Na przykład walcząc z ‘anielskimi' rycerzami, którzy mają kopie i tarcze, biegniecie na jednego z nich, kiedy zaczyna swój atak przenosicie się za jego plecy (Trickster), po czym zanim on się odwróci wybijacie go w powietrze mieczem (Swordmaster), tam szatkujecie delikwenta, a mocarnym strzałem z shotguna odprawiacie go z kwitkiem (GunSlinger). Fajnie, nie? A to tylko mały przykład.
Oprócz wymienionych są jeszcze dwa style - RoyalGuard polegający na odbijaniu i parowaniu ciosów oraz Dark Slayer, którym posługiwał się brat Dantego, Vergil. Cud, miód i poemat. Aż nie mogę się doczekać jakie cuda będą wyczyniać tą postacią prawdziwi wymiatacze. Wydaje mi się, że mają teraz większe pole do popisu niż w trzeciej części, pewnie już teraz można znaleźć filmiki z koszącymi zady akcjami, a co będzie dziać się dalej... strach się bać. Dante w odróżnieniu od młodszego kolegi za ubitego bossa dostaje nowe bronie. Z nowych zabawek najbardziej podoba mi się walizka-pudełko Pandory, gdyż zależnie od tego jak jej użyjemy może zamienić się w karabin, rakietnice, bumerang, czy pojazd (!?), który wystrzeliwuje rakiety. Arcyciekawy pomysł. Reszta broni też jest niezła, ale nie zapadła mi w pamięci jak owa Pandora. Na końcu dodam, że czerwone orby służą już tylko do kupowania przedmiotów. Do kupowania zdolności i kombosów posłużą Proud Souls, które otrzymujemy za przejście misji - im wyższa ocena (rank) za misje, tym więcej PS wpada do kieszeni Gracza. Nieskomplikowane, ale ciut utrudniające ‘proste podbijanie postaci' (ale i tak nie za bardzo :).

Reasumując, mimo tych modyfikacji, gameplay nie doczekał się jakiś gruntownych zmian, bo dodanie nowej postaci, Devil Bringera, Exceda i zmiany styli w locie to zamało.

Jestem jaki jestem

Jak na wstępie napisałem od Devila na nowej konsoli oczekiwałem wiele, między innymi orgazmu narządu wzrokowego z powodu genialnej grafiki jak i dopracowanej animacji postaci. Demo walki z ognistym Demonem dało mi nadzieję, że trochę porozwalamy otoczenie. Lecz jak to zwykle bywa: chcieć a móc to dwie różne sprawy. Po pierwsze graficznie ta gra nie masakruje: miejscówki, po których się ruszamy, różnią się od siebie dość znacznie nie tylko klimatem (zamek, miasto Fortuna, zimowa sceneria, dżungla), ale i wykonaniem. O ile wnętrze zamku Fortuna są zaprojektowane świetnie tak np. zimowa sceneria wygląda średnio, a dżungla mimo uzasadnienia tego w fabule wygląda jakby ktoś ją wrzucił na ‘chama', drzewa mnie nie przekonują, a cienie, które we wnętrzach dają radę w dżungli są paskudne. Oczywiście grafika ma swoje mocne strony, cieszą efekty, dobrej jakości tekstury, umiejętnie zastosowany blur. Ogólnie o wyglądzie Devila, mogę powiedzieć tyle, że nie jest piękny, jest co najwyżej świetny lub raczej bardzo dobry.

Trzeba pochwalić silnik, na którym hula gra - mimo iż na ekranie dużo się dzieje to trzyma mocno stałe 60 klatek i nigdy się nie krztusi. Ale miedzy piekłem a niebem postaciom przydałoby się więcej animacji, gdyż do gracji jaką poruszają się w filmikach jeszcze sporo brakuje. Wiem, taki styl serii, ale nie obraziłbym się jakby podciągnęliby ją do poziomu zbliżonego w Uncharted. Do tego znikoma interakcja z otoczeniem, niby można obrócić w perzynę skrzynki, niektóre meble itd., ale to za mało. Chciałbym czegoś takiego jak w demie tylko w dużo większej ilości. Przeciwwagą dla nie do końca udanej strony graficznej jest genialna oprawa dźwiękowa. Muzyka jest świetna, wpada w ucho. A przede wszystkim pasuje do wydarzeń na ekranie. Dubbing jest najwyższych lotów (teatralny wstęp do walki Dantego z Agnusem, mniam!), widać, że robili to zawodowcy.

'Masz coś jeszcze do dodania?'

Mimo tego, że gra stoi jeszcze bardzo mocno w poprzedniej generacji to gra się naprawdę miło, a kolejne poziomy trudności miło łechcą dumę hardcorowca. Gra na pewno wynagradza spędzony z nią czas wrzucając nam uśmieszek zadowolenia, gdy Nero odkłada diabelski pomiot swoja mocarną diabelną łapą. Daję taką ocenę, gdyż zabolał mnie brak nowych, miażdżących patentów. Lecz cytując słowa Dantego: (...) A reszta niech pozostanie milczeniem.
8.08.0 8.18.1
  • satysfakcjonujące walki
  • klimat
  • udoskonalenia
  • 60 klatek animacji
  • archaizmy
  • zbyt mało nowości
  • animacja postaci

Opinie naszych Czytelników

Zaloguj się lub otwórz nowe konto w wortalu, aby zostawić komentarz...