Avatar
Witaj Gościu
Kikoo poleca
W ostatnich latach byliśmy zasypywani całą masą różnorodnych gier FPP. Niektóre pozwalały nam wziąć udział w historycznych konfliktach zbrojnych, inne w futurystycznych konfliktach zbrojnych.
16.11.2008 | mtz
Część przekonywała nas do siebie rajskimi widokami wysepek na Pacyfiku, a część oferowała przejęcie kontroli nad postacią posiadającą nadprzyrodzone zdolności. Wszystkie jednak w gruncie rzeczy sprowadzały się do jednego - do ciągłej walki.
Ekipa DICE (Digital Illusions CE) obiecywała, że Mirror's Edge to zmieni, zrewolucjonizuje gatunek. Czy dotrzymała obietnicy?

W grze wcielamy się w tzw. "runnerkę" - Faith. Jej zadaniem jest przenoszenie przesyłek z punktu A do punktu B - żeby jednak nie było wątpliwości, zwyczajna poczta nie jest alternatywą dla jej klientów. Otóż miasto, w którym przyszło żyć naszej bohaterce jest całkowicie opanowane przez kamery i aparaturę podsłuchującą - rząd kontroluje każdy ruch obywateli, każdy kanał informacyjny i każdy środek transportu. Jedynie sieć runnerów pozostaje poza ciągłą obserwacją i to ona jest jedyną drogą przekazu dla tych, którzy wciąż sprzeciwiają się totalitarnemu reżimowi.

Wbrew pozorom fabuła nie skupia się jednak na walce o wolność - Faith nie należy do żadnej bojówki i chociaż nie sympatyzuje z władzami, nie należy też do zepchniętych na margines społeczny buntowników. Żyje na tytułowej "krawędzi lustra" - pomiędzy oboma światami.
Historia skupia się głównie na próbach oczyszczenia siostry Faith (policjantki) z zarzutu zamordowania kandydata na burmistrza, Roberta Pope'a - jedynego człowieka, który mógł coś w tym mieście zmienić. Z biegiem czasu, Faith odkrywa, że za jego morderstwem kryje się dużo więcej, niż tylko pozbycie się niewygodnej dla rządzących konkurencji, nie będę zdradzał jednak nic więcej, ponieważ fabuła, choć może nie przełomowa, na pewno warta jest poznania samemu.
Godne wspomnienia są również przerywniki filmowe - stworzone przez brytyjskie studio Chase kreskówkowe animacje, z pozoru uproszczone, idealnie wpasowują się w klimat całości, a oglądanie ich daje dużo frajdy. Są również jedynymi momentami w całej grze, kiedy widzimy wszystko z perspektywy osoby trzeciej.

Rozgrywka proponowana przez DICE w istocie różni się od tego, co do tej pory widzieliśmy w grach FPP. Do dyspozycji gracza zostaje oddana cała gama ruchów pomagających w przemieszczaniu się po dachach miasta - Faith potrafi skakać, wspinać się, robić wślizgi, biegać po ścianach, stosować amortyzujące przewroty - wszystko, czego dusza zapragnie. Jedną przeszkodę możemy pokonać zwykle na przynajmniej dwa-trzy sposoby, co jeszcze bardziej zwiększa grywalność, a satysfakcja z pokonania trasy bez zbędnego zatrzymywania się jest przeogromna.
Jeżeli ktoś ma problemy z odnalezieniem drogi do celu, z pomocą przychodzi "runner's vision" - opcja zaznaczająca na czerwono elementy otoczenia, które można wykorzystać do przedostania się dalej. Nie jest ona naturalnie obowiązkowa, tak samo jak obowiązkowy nie jest celownik (mający w założeniu zapobiegać odczuwaniu przez gracza nudności) - szybko wyłączyłem obie te możliwości, by móc cieszyć się grą całkowicie pozbawioną jakiegokolwiek HUDa. Wrażenia? Niesamowite. Osobiście jeszcze nigdy tak bardzo nie wczułem się w postać jak udało mi się to w Mirror's Edge - Termin "First Person Perspective" nabiera tu całkowicie nowego znaczenia. Dokładnie widzimy każdy ruch bohaterki, każdą kończynę, słyszymy jej oddech jakby był to nasz własny - wymieniać można długo, jest to jednak jeden z aspektów gry do tej pory nigdzie w takim stopniu niespotykany - wielkie brawa dla DICE.
Mirror's Edge nie ogranicza się naturalnie jedynie do biegania i skakania - Faith od samego początku ma na pieńku z policją i chociaż lufy "niebieskich" zwykle służą jako motywacja do jak najszybszej ucieczki, czasami będziemy zmuszeni do bezpośredniej konfrontacji. Wtedy kluczową dla zwycięstwa zasadą staje się "każdy z osobna" - szanse na poradzenie sobie z dwoma-trzema dobrze uzbrojonymi przeciwnikami na raz są małe, lepiej więc zajmować się nimi pojedynczo. Najszybciej pozbędziemy się adwersarza rozbrajając go - od tyłu, co wymusza na nas skradanie się, lub od przodu, co z kolei wiąże się z perfekcyjnym wyczuciem czasu - odebrać broń możemy jedynie, gdy ta podświetlona jest na czerwono, co w wielu przypadkach trwa nie więcej niż sekundę. Pomaga tu słynny bullet-time (przydatny również przy wymierzaniu co trudniejszych skoków) - trwa on jednak bardzo krótko, a uzupełnia się on tylko podczas sprintu. Alternatywą jest zwyczajna walka wręcz - Faith na pewno nie można nazwać słabą. Kopniaki z wyskoku, z wślizgu, z rozbiegu po ścianie - ruchy, jakich nie powstydziłby się niejeden mistrz to dla niej chleb powszedni.
Trzecią opcją jest skorzystanie z broni palnej, w przeciwieństwie do standardowych shooterów jednak, Mirror's Edge wręcz zniechęca do ich wykorzystywania. "Pukawki" spowalniają bohaterkę i przeszkadzają jej w poruszaniu się - znacznie większą przyjemnością jest przejście gry bez ich używania, co ponadto zostaje nagrodzone trofeum.

Tym, co rzuca się w oczy od samego początku gry jest specyficzna stylizacja miasta. Sterylność i kolorystyka przedstawione za pomocą zmodyfikowanego Unreal Engine 3 tworzą środowisko, które mało wspólnego ma z typową aglomeracją miejską - wszystko jest tu czyste i jasne. Twórcy zrezygnowali z szarości i brązu, ograniczyli również zieleń (największy szok można przeżyć natrafiając na rośliny) - dominują biel, czerwień i niebieskość, zaraz potem żółć i pomarańcz, a okazjonalnie natykamy się również na kilka innych barw - kolorystyka w Mirror's Edge to jeden z najważniejszych elementów budujących klimat całości. Podczas gry mamy okazję zwiedzić wiele zróżnicowanych miejscówek i to właśnie ich kolory sprawiają, że zapadają nam one w pamięć na długi czas. Mamy tu pomarańczowe centrum handlowe, czerwone magazyny, niebiesko-biały wieżowiec - lokacje, w których rozgrywa się akcja zwyczajnie oczarowują dokładnością, z jaką zostały wykonane, a grafika świetnie z nimi współgra - modele są szczegółowe, tak samo tekstury. Widoki szklanych drapaczy chmur i odbijające się w nich promienie słońca zwyczajnie zapierają dech w piersiach. Przyczepić można się jedynie wody w przepływającej przez miasto rzece - zdaje się mieć gęstość rtęci i nie pasuje nieco do całości, na szczęście jednak narażeni na kontakt z nią jesteśmy bardzo rzadko.

Dźwięk w Mirror's Edge bez wątpienia również zasługuje na pochwałę. Sama muzyka jest albo nieobecna, albo cicha i zlewająca się z tłem. Przyspiesza jedynie, gdy Faith ma kłopoty, nie przeszkadza jednak, ani nie pomaga w odbiorze całości. Wyjątkiem jest motyw przewodni w wykonaniu Lisy Miskovsky'iej - Still Alive, który od razu wpada w ucho i doskonale pasuje do świata przedstawionego.
Dużo bardziej przykuwają uwagę inne dźwięki - głosy i gra aktorska są po prostu poprawne i raczej się nie wybijają, oczarowuje jednak cała reszta - nie dlatego, że brzmi po prostu dobrze, a dlatego, że brzmi realistycznie - oddech Faith, odgłosy wystrzałów, upadków, samochodów na ulicach - dokładnie coś takiego możemy usłyszeć na co dzień w prawdziwym życiu.

Naturalnie o Mirror's Edge nie można rozpływać się w samych superlatywach. Wątek fabularny gry jest ekstremalnie krótki - jeśli się postarać, można go ukończyć jednego wieczoru, a później zostają już tylko trasy czasowe i zdobywanie trofeów, które chociaż ratują żywotność produktu (i są niekiedy nielichymi wyzwaniami!), bez zastrzyku nowych torów do ściągnięcia również długo sobie nie poradzą. Przeszkadza nieco fizyka otoczenia - wszelkiego rodzaju komputery w biurowcach i wiadra są nietykalne, nici więc z psucia sterylnego środowiska gry. Zniszczyć da się jedynie szyby, a to i tak nie wszystkie.
Ponadto należy zaznaczyć, że gra DICE nie jest produktem dla każdego - świat przedstawiony jak i rozgrywka są bardzo specyficzne i z pewnością nie spodobają się wszystkim, do tego wielu ludzi podaruje sobie grę, którą można ukończyć w kilka godzin.

Mimo drobnych niedociągnięć, Mirror's Edge jest bez wątpienia jedną z najbardziej nowatorskich gier, jakie ukazały się w 2008 roku, a nazwanie jej rewolucją nie jest wcale zbyt dużą przesadą. Zasób ruchów Faith, charakterystyka rozgrywki, klimat - to wszystko wnosi pewien powiew świeżości do świata gier FPP i chociaż gra niewątpliwie nie każdemu się spodoba, nie można odmówić jej uroku.
A plotki głoszą, że to dopiero pierwsza część trylogii...
9.09.0 9.19.1
  • Le parkour...
  • ... w ślicznym mieście...
  • ... z ciekawą historią...
  • ... i bardzo ładną oprawą graficzną.
  • Długość wątku fabularnego...
  • ... i przyklejone na stałe do podłoża przedmioty.

Opinie naszych Czytelników

18.11.2008 | 17:46 | auronix
» Rozwój- to bardzo szerokie pojęcie. Już kiedyś wypowiadałem się szerzej na ten temat i nie chce mi się powtarzać za bardzo lecz wszystko mocno sparafrazuje (bardzo mocno)- gdyby nie lepsza fizyka, grafika itp nadal byś uważał ME za zupełnie nowe doświadczenie? Po prostu rozwój technologiczny ma olbrzymi wpływ na każdy aspekt, nawet na to jak bardzo będzie rozbudowana gra. I uwierz mi, że gdyby ME wyszło na PS2 nie byłoby tak samo fajną grą bo najnormalniej w świecie technikalia by wszystko utrudniły.

PS: Np takie Uncharted też jest rewelacyjnym doświadczeniem a tak naprawdę to grę Naughty Dog należy określić słowami "więcej, lepiej i ładniej" sprawdzonych pomysłów.
Ale generalnie zgadzam się z Tobą MAUPA. Po prostu jest to temat rzeka.
18.11.2008 | 16:34 | daniru
» zgadzam się z MAUPĄ. No i z mtzem wygląd miasta jest NIESAMOWITY.
18.11.2008 | 16:33 | mtz ocenił tę grę na 9
» Tyle, że ME nie jest raczej FPS'em - mi jakoś do tej gry określenie First Person SHOOTER nie pasuje, to tak jak nazwanie Tomb Raidera strzelanką z perspektywy osoby trzeciej - a to jednak nie o to w TR chodzi tak do końca ; )
18.11.2008 | 14:45 | MAUPA ocenił tę grę na 10
» auronix - wszystko zależy od tego co uważasz za rozwój, bo jeśli tylko lepszą grafikę, destrukcję otoczenia, fizykę, lepsze AI i inne takie to masz rację. Dla mnie jednak rozwój = zupełnie nowe doświadczenie a tego właśnie dostarcza mi wśród FPS-ów tylko ME.
17.11.2008 | 22:29 | auronix
» Może nie tyle skostniały MAUPA (gatunek FPSów rozwija się najdynamiczniej z wszystkich) lecz schemat ubij hitlerowca/kosmitę/mutanta/ gangola/ czy co tam jeszcze chcemy mógł się trochę przejeść. W sumie wiele zależy od tego jak jest poprowadzona rozgrywka i jaka otoczka wszystkiemu towarzyszy, np. takie The Darkness technicznie nie zabijało ale dawało kopa w ryj gęstym klimatem.
17.11.2008 | 18:16 | mtz ocenił tę grę na 9
» Mnie zastanawia na ile rewolucyjną grą byłoby ME bez swojej stylizacji.. Wciąż zastanawiam się, czy bardziej poruszyła mnie rozgrywka, czy miasto. Ale chyba jednak rozgrywka.. ; )
17.11.2008 | 15:51 | MAUPA ocenił tę grę na 10
» Moim skromnym zdaniem ME wręcz zrewolucjonizowało mocno już skostniały rynek gier FPS. Chwali się takie świeże podejście developerów do tego silnie już wyeksploatowanego segmentu gier video ! MUST-HAVE jak dla mnie.
17.11.2008 | 10:56 | auronix
» Zawierze twojej ocenie i nabędę swój egzemplarz na własnośc (demo naprawdę mnie rozgrzało).
Zaloguj się lub otwórz nowe konto w wortalu, aby zostawić komentarz...