Avatar
Witaj Gościu
Kikoo poleca
Sony w 2005 roku strzeliło gola do własnej bramki. Pokazali ludziom renderowany film z gry, która... nie była jeszcze w produkcji.
13.02.2009 | tytacz
Sprawdźmy zatem czy 4 lata wystarczyły, aby zetrzeć plamę na honorze japońskiego giganta.

Nie będę owijał w bawełnę - honor Sony i Guerilla Games został uratowany i to z nawiązką. W 2004 roku Sony wraz z Holendrami wydało grę, którą sami określili jako "Halo-killera". Szerokie promowanie tytułu jako wybitnego dzieła spotkało się z dość krytyczną reakcją recenzentów jak i samych graczy. Słaba inteligencja przeciwników i mnogość niedoróbek sprawiły, że tytuł ten trafił do kategorii: polubisz lub znienawidzisz. Gracz został wrzucony w sam środek wojny. Jako przedstawiciel sił zbrojnych ISA musiał obronić planetę Vekta przed inwazją Helghastów. Bardzo dobra sprzedaż zachęciła producentów do stworzenia kolejnej gry w tym świetnym uniwersum. W 2006 roku na PSP światło dzienne ujrzało Killzone: Liberation, będące tytułem o niebo lepszym od poprzednika ze starszej siostry, co tylko udowodniło, że Sony uczy się na błędach.

Tym razem to siły ISA szturmują rodzimą planetę Helghan w jednym celu: pojmanie Visariego, przywódcy Helghastów. Czy ta niezwykle trudna misja na terenie wroga ma szanse powodzenia?

Grafika i dźwięk

W kwestiach audiowizualnych można by rozpływać się w zachwytach w nieskończoność. To co widzimy na ekranie przez całą grę powoduje mimowolny uśmiech na naszej twarzy połączony z przyjemnym mrowieniem na plecach. Zadajemy sobie pytanie "Na co jeszcze stać PS3?". Znakomita animacja wyznacza standardy praktycznie w każdym aspekcie. Przeładowanie broni, poruszanie się postaci, pośmiertne upadki; wszystko to wykonane jest wręcz z mistrzowską precyzją. Oczywiście nie samą animacją człowiek żyje. Efekty specjalne takie jak wybuchy, wiatr czy efekty cząsteczkowe w postaci unoszącego się pyłu i kurzu to obecnie najwyższa półka wśród FPS'ów. Czym jednak byłaby wojna bez żołnierzy i ich narzędzi zniszczenia. Modele postaci wykonano bardzo ładnie, są pełne szczegółów i widać na nich każdy drobny detal (ach, ta mimika!). Jeśli chodzi o bronie to Holendrzy osiągnęli kolejne mistrzostwo. Tak realistycznie wyglądających narzędzi mordu jeszcze nigdy nie spotkałem. PS3 nieraz udowodniło, że w temacie oświetlenia nie ma sobie równych (zapewne wielu z Was grało w Uncharted czy MGS4). To co widzimy w Killzone 2 nieraz powoduje zachwyt nad kunsztem producenta. Narzekaliście na poziom z dema? Niepotrzebnie, bo to co się dzieje w dalszej części gry wygląda świetnie. Majestatyczna burza z piorunami, wystrzały oraz wybuchy powodują, że widzimy na ekranie prawdziwą świetlną magię.


Guerilla nie odpuściło także kwestii udźwiękowienia. Wszystkie odgłosy brzmią niezwykle realistycznie. Nawet żelazne drzwi przy otwieraniu wydają charakterystyczny zgrzyt. Podczas zabawy miałem przyjemność używania zestawu 5.1 i muszę stwierdzić, że Killzone jest stworzone dla dźwięku przestrzennego. Świszczące wokół głowy kule oraz okrzyki kompanów sprawiają, że czujemy się tak jakbyśmy trafili w sam środek wojennej zawieruchy. Z wszelkimi odgłosami idealnie współgra świetnie dobrana do każdej sytuacji muzyka. Co prawda żaden utwór (oprócz genialnej piosenki z menu) nie zapada w pamięć, ale kto sobie nuci piosenki gdy nad głowami latają granaty?

Oprawa jako całość tworzy niepowtarzalny wojenny klimat; zniszczone budynki, pustynie nękane wiatrem czy pędzący pociąg skutecznie wprowadzają nas w ten wspaniały, stworzony przez Guerilla Games, świat.. Tu po prostu nie można się nudzić.

Gameplay

Rozgrywka nie należy do najdłuższych (ok. 6h na średnim poziomie trudności), ale jest szalenie intensywna. Cały czas przemy przed siebie i wycinamy w pień czerwonookich. Od czasu do czasu musimy wykonać pomniejsze zadania w postaci wysadzenia wrażliwych instalacji czy otwarcia przejścia dla naszych kompanów. Grę można z powodzeniem uznać za symulator żołnierza. Mamy wrażenie, że sterowana przez nas postać (Tomas Sevchenko, dla przyjaciół Sev) jest naprawdę objuczona kilkunastoma kilogramami sprzętu. Koniec z "pływającymi" broniami i bezproblemowymi, długimi skokami. Sterowanie wymaga przyzwyczajenia i gdy je opanujemy poczujemy się jak ryba w wodzie. Zabijanie wrogów jeszcze nigdy nie było tak przyjemne, bo wreszcie czujemy, że strzelamy do napakowanego żołnierza, a nie drewnianej kukły (z kolei w przeciwieństwie do jedynki, krótka seria wszystko załatwia, koniec z długą zmianą magazynka podczas bezpośredniego ostrzału). Fizyka, za którą odpowiada Havok pozwala nam na ujrzenie świetnego zachowania kończyn podczas strzelania w dowolny element ciała. Możecie mieć pewność, że długo nie zobaczycie identycznych animacji śmierci. Z kolei niezwykle ciekawie, a przede wszystkim rajcująco przedstawia się zabawa butlami gazowymi. Widzicie w pobliżu "świetlika" jakąś butlę? Szybka droga do zakończenia sprawy gdy ten skutecznie chowa się za zasłoną - seria i obserwowanie jak ulatniający gaz wprawia ją zwariowany ruch, czego następstwem jest piękny wybuch. Skoro jesteśmy już w temacie strzelania to wypada również wspomnieć o świetnym systemie ukrywania się za osłonami nieraz ratującego nam skórę podczas szybkiej wymiany ognia. Można przylgnąć do każdego elementu, który uznamy za odpowiedni, w celu ochrony przed helghańskim ołowiem. Jeśli chodzi o uzbrojenie to jest to raczej standardowe wyposażenie w każdym FPS'ie. Mamy nóż, podręczny rewolwer, dwa rodzaje granatów, różnej maści karabiny (lekkie i ciężkie), wyrzutnię rakiet, miotacz płomieni, granatnik. Nie zabrakło również egzotycznego elementu w postaci broni energetycznej paraliżującej wrogów (na stałe gdy ich dłużej "popieścimy") oraz kołkownicy strzelającej wybuchającymi prętami (hell yeah!). Warto zaznaczyć, że w danej chwili możemy mieć przy sobie tylko 3 granaty, rewolwer i jedną broń dodatkową. W grze zasiądziemy ponadto za stacjonarnymi karabinami, jak i również będziemy siać zniszczenie za pomocą pojazdów.


W pierwszej części narzekano na SI przeciwników. Tym razem mamy do czynienia z dość inteligentnymi oponentami. Gdy ostrzelamy ich pozycję zaczną się wycofywać, z kolei gdy my zaczniemy ulegać to możemy być pewni, że w niedługim czasie zostaniemy otoczeni i z pewnością unieszkodliwieni. Pojawiają się mniejsze i większe wpadki, gdzie np. szybko podbiegając do wroga sprawimy, że ten nie będzie wiedział co robić, ale są to sporadyczne problemy [auro: strach przed gnatem robi swoje:)]. Oczywiście nie jesteśmy osamotnieni w walce, bardzo często towarzyszą nam nasi kumple z oddziału Alfa.
Zdarza się, że w czasie wymiany ognia oberwą za mocno i będą potrzebować naszej pomocy, której jak najbardziej możemy udzielić (swoją drogą, "leczniczy" promień wygląda brzydko). Szkoda jednak, że działa to tylko w jedną stronę. My obrywamy, a pomocy nie ma, co mimo wszystko rekompensuje system odnawiania zdrowia. Inteligencja sprzymierzeńców również stoi na dobrym poziomie. Starają się nie narażać na większy ostrzał oraz rzadko wchodzą nam pod celownik. Jeśli chodzi o przeciwników to mamy ich kilka rodzajów, od zwykłych żołnierzy, przez jednostki specjalne, a na mini bossach kończąc. "Ostateczna walka" może dać nam w kość, szczególnie na wyższych poziomach trudności. Ciekawą rzeczą jest prowadzenie statystyk z naszej rozgrywki, gdzie możemy znaleźć ogrom informacji i tu należy zaznaczyć, że system nie podlicza czasu potrzebnego na powtórzenie sekwencji (spowodowane naszą śmiercią), więc wspomniane 6h na przejście gry tak naprawdę wydłuża się do jakichś 8h (w zależności od poziomu trudności). Nie mogło zabraknąć też pucharków, które są obecne w ilości 51 sztuk.

Fabuła

W tek kwestii można powiedzieć tak - nie rozczarowuje. Jest filmowo i widowiskowo, ale losy oddziału Alfa rozkręcają się zdecydowanie zbyt wolno. Nie zabrakło nieoczekiwanych zwrotów akcji jak i smutnych momentów (dla co bardziej wrażliwych, którym jest nawet szkoda Helghastów:). Opowiedziana historia jest na tyle ciekawa, że mamy ochotę grać dalej aby przekonać się jaki będzie finał. Zakończenie jest dobre i raczej nikt nie będzie na nie kręcił nosem. Można trochę ponarzekać na to, że jesteśmy rzucani z jednego miejsca w drugie bez jakichś dłuższych wstawek filmowych [auro: a co ty myślałeś, że to jRPG?:)], jednak jeśli już się pojawiają to są wyreżyserowane bardzo dobrze (i chodzą na silniku gry, oprócz intra, które jest renderowane).

Sprawy techniczne i polska lokalizacja

Gra się nie instaluje (zgodnie z zapowiedziami), a przed każdym z 10 poziomów mamy ekran z napisem "Wczytywanie" na którym mamy parę zdań o celach misji. Każdy poziom składa się z kilku sekcji, które oddzielone są mini loadingami występującymi w bezpiecznych miejscach (na dodatek w tle), więc nie przeszkadzają w rozgrywce. Animacja trzyma stałe 30 klatek na sekundę i naprawdę w niewielu momentach dostanie zadyszki co udowadnia nam, że wewnętrzne studia Sony to mistrzowie kodu. Sporym zaskoczeniem była zapowiedź polskiej wersji językowej, która jest ukłonem w stronę polskich graczy za dobrą sprzedaż pierwszej części Killzone w naszym kraju (Liberation także było w PL). Cóż, wykonanie dubbingu nie każdemu przypadnie do gustu, bo brak ostrzejszych słów w czasie wojny jak i zbyt miłe głosy bohaterów mogą wkurzyć. Głosy są również nagrane zbyt cicho i czasami nie pasują do danej sytuacji. Zupełnie niezrozumiałym przeze mnie elementem jest brak możliwości miksowania ścieżki dźwiękowej i napisów (np. polskie napisy i angielskie głosy) oraz przypisanie wybranego języka do naszego profilu na konsoli, przez co zmieniając język jesteśmy zmuszeni usunąć save'a. Mimo wszystko należy docenić starania Sony za sam fakt istnienia polonizacji.


Wady

Postanowiłem napisać trochę o wadach, bo takowe są. Jak już wcześniej wspominałem, SI przeciwników czasami się zagubi lub spowoduje idiotyczne zachowania. Niekiedy animacja śmierci jest sztuczna, a jeśli już jesteśmy w tym temacie to denerwuje fakt, że nie możemy otrzymać pierwszej pomocy od kompanów. Dla sporej części graczy ból może wywołać brak kampanii co-op, co jest dziwnym posunięciem, bo raczej rzadko chodzimy sami, a poziomy są dość rozbudowane i mają kilka różnych ścieżek. Nieraz napatoczy się jakaś słabsza tekstura, czy przenikanie elementów, ale uwidacznia się to dopiero gdy chodzimy wpatrując się w każdy zakamarek planety. Warto dodać, że wszystkie mniejsze niedoróbki mogą zostać naprawione, gdyż wersja recenzencka nie jest tą jaka ostatecznie trafi do sklepów.

Nie ma co ukrywać. Killzone 2 jest najlepszym i najładniejszym FPS'em dostępnym na PS3, jednym z najdoskonalszych przedstawicieli tego gatunku w ogóle. Może i nie jest innowacyjny, ale nadrabia to świetnym wykonaniem i dynamiczna akcją, i do tego robi to z nawiązką. Nowy Killzone potrafi zachwycić, i jestem pewien, że Wy też będzie zachwyceni.

9.59.5 9.59.5
  • oprawa audiowizualna
  • fizyka
  • animacja
  • wartka akcja
  • SI
  • system osłon
  • klimat
  • brak co-op
  • wykonanie polonizacji
  • pomniejsze błędy i niedoróbki

Opinie naszych Czytelników

23.08.2009 | 13:47 | zackpp ocenił tę grę na 9
» bardzo dobra gra niestety tylko tyle nie jest grą wybitną tak jak mgs
23.02.2009 | 13:12 | choody ocenił tę grę na 10
» A gdzie tam po sklepach będę chodził, od miesiąca gra zamówiona i sama do mnie przyjdzie :) Tego co-op trochę żałuję bo miło by było zagrać w to cudo z kimś obok przy piwie
13.02.2009 | 16:23 | alexx-1
» mi tam nie potrzeba co-op, wolę sam grać, co do polonizacji - widziałem na filmikach i nie jest tak źle. A małych błędów i nie doróbek nie ma co liczyć, w takim GoW 2 jest ich w chuj i jakoś nikt nie płacze. W gre nie grałem, ale 10 ma ode mnie, jak jest tylko lepsza od jedynki. ;]
13.02.2009 | 14:21 | zvarownik
» Kto to pisał? Tytacz? No, spoko ziommmm:D Co-op i polonizacja to dla mnie nie wady, ale masz szczęście, że ocena wysoka:) Fajna recka. Ludzie do sklepów zapier... i kupować!
Zaloguj się lub otwórz nowe konto w wortalu, aby zostawić komentarz...