
21.07.2009 | mtz
Trzy tygodnie temu na Penn Station w Nowym Jorku ktoś uwolnił śmiercionośnego wirusa, a ty obudziłeś się w kostnicy – bez pamięci, jednak z nadprzyrodzonymi zdolnościami. Teraz, wśród szalejącej po całym Manhattanie zarazy musisz się dowiedzieć, kim tak naprawdę jesteś i co się wydarzyło. Czy zdołasz jednak odkryć prawdę zanim cała wyspa zmieni się w jedno wielkie piekło?
W świecie gier video okrutnie długie okresy produkcji to standard i każdy o tym wie - wystarczy wspomnieć chociażby o Half-Life 2, czy owianym ponurą już legendą Duke Nukem Forever. Nie inaczej było z najnowszym dzieckiem Radical Entertainment – "Ciąża" Prototype trwała około trzech lat. Dosyć czasu na kilka przesunięć daty premiery, zorganizowanie potężnej kampanii reklamowej i doprowadzenie graczy na całym świecie do szału. Bo widzisz, drogi Czytelniku – Prototype nie miał być zwykłą grą. Prototype miał być grą absolutnie rewolucyjną, która odmienić miała oblicze komputerowej rozgrywki raz na zawsze. Wciągająca fabuła, bohater o super-mocach, potężny, otwarty świat do zwiedzania i absolutna swoboda w roku 2007 brzmiały wielce intrygująco i zwiastowały nadejście czegoś, co w końcu da nam odpocząć od dominującej na rynku tzw. "sandboxów" serii Grand Theft Auto. Jak to wszystko prezentuje się jednak w połowie roku 2009?
W sieci kłamstw
Rozgrywkę zaczynamy osiemnastego dnia kwarantanny, którą objęty został Manhattan, gdy tylko wspomniany już wirus zaczął się rozprzestrzeniać. Przebijając się przez Times Square mamy okazję przetestować niektóre zdolności Alexa jak na przykład przeistaczanie dłoni w gigantyczne szpony, czy konsumowanie ludzi. Po pokonaniu hordy żołnierzy i zainfekowanych mieszkańców, zamienionych w stworzenia bliższe żywym trupom aniżeli ludziom, włącza się cut-scenka, w której Alex opowiada niezidentyfikowanej postaci jak to wszystko się zaczęło – i to jest właściwy początek rozgrywki, kiedy zszokowani, bez żadnych specjalnych zdolności musimy uciekać kilkanaście przecznic przed ścigającymi nas marines.
Przedstawiona w Prototype historia jest raczej sztampowa – wielka infekcja opanowująca Nowy Jork, próbujące walczyć z nią wojsko, a pośrodku tego wszystkiego bohater, który niczym postać komiksów Marvela, Wolverine, próbuje odzyskać swoją pamięć, a jak wiadomo droga do odzyskania pamięci jest tylko jedna. To ta usłana trupami. Na szczęście twórcy gry wpadli na świetny pomysł konsumowania ofiar i przejmowania ich wspomnień. Po zjedzeniu takiego jegomościa, włącza się krótki film zdradzający nam pewne informacje dotyczące wirusa, wojskowych, czy też nas samych. Celów tej "sieci intryg" jest 131, a jako, że większość z nich musimy znaleźć samemu, nikt nie powinien się nudzić. Niestety, to zapewne również jedyny pozytywny aspekt fabuły – cała reszta, od nie potrafiącego się przyzwoicie ubrać herosa z pięcioma tysiącami zabójstw na koncie, przez niewyraziste postacie, aż do przewidywalnych zwrotów akcji jest zwyczajnie nudna, nie wspominając już o takich absurdach jak absolutne zignorowanie dwójki kluczowych bohaterów po wykonaniu jednej z misji. Jeśli więc szukasz, drogi Czytelniku, gry o sensownej treści, przygody Alexa Mercera sobie podaruj.
Down the rabbit hole
Jakkolwiek fabuła w grach nie byłaby jednym z najistotniejszych elementów, w przypadku Prototype lepiej o niej na chwilę zapomnijmy i skupmy się na faktycznym mięsku gry, a więc rozgrywce.
Zdolności Mercera polegają na zmiennokształtności. Czysto teoretycznie Alex potrafi zmienić komórki swojego ciała dosłownie w cokolwiek; W praktyce twórcy musieli ograniczyć trochę jego możliwości, ale i tak jest z czego wybierać: Szpony i ostrza najefektywniejsze będą przeciw grupom przeciwników, jednak walcząc z pojazdami opancerzonymi, wygodniej przełączyć się na olbrzymie pięści ("Hammerfists"). Męczy Cię jakiś helikopter? Rzuć w niego samochodem, po co się cackać! Albo jeszcze lepiej – wykorzystaj zdolność rozciągliwej ręki – "Whipfist" żeby wskoczyć na upierdliwy śmigłowiec i przejąć go samemu. Tak tak, Alex nie ogranicza się do swoich własnych umiejętności, kiedy trzeba, przejmie ciężkie działa wroga i obróci je przeciwko niemu. Poza maszynami latającymi, skorzystać możemy z kilku rodzajów pojazdów opancerzonych, których siła ognia robi naprawdę kolosalne wrażenie, a które niezbędne będą do wykonania niektórych z zadań. Oczywiście przejmowanie uzbrojenia nie ogranicza się jedynie do wehikułów – od czasu do czasu Alex skorzysta również z broni ręcznej, choć tu twórcy się nie popisali, ograniczając arsenał do karabinu, granatnika i wyrzutni rakiet.
Żeby nie wyszło na to, że Prototype skupia się jedynie na nieustannej "rozwałce", wspomnieć należy o momentach, gdzie wymagane jest od nas działanie po cichu. Korzystając ze zdolności konsumowania ludzi, Alex może także się w nich przemieniać, co niejednokrotnie okazuje się nieopisaną pomocą w gubieniu "ogonów", czy przy infiltracji wojskowych baz – a infiltrować je warto, gdyż w środku często znajdziemy dodatkowe cele sieci intryg, czy żołnierzy ze specjalną wiedzą na temat dostępnego uzbrojenia, którą po zjedzeniu jegomościa możemy z łatwością przejąć. Żeby nie było zbyt łatwo – bazy otoczone są na ogół będącymi w stanie Alexa wykryć czujnikami, które najlepiej po cichu sabotować. Gorzej z posiadającymi podobne właściwości latającymi robotami i "super-żołnierzami" – z tymi bez rozwiązań siłowych się nie obędzie, nic więc dziwnego, że dorwanie posiadającego wejściówkę do wojskowej siedziby dowódcy w takich warunkach proste nie jest.
Na szczęście jeśli coś pójdzie nie tak i wybuchnie alarm, Alex wie jak szybko dać nogę. Możliwości poruszania się w Prototype dosłownie sprawiają, że szczęka opada. Podczas gdy Cole McGrath z konkurencyjnej produkcji, inFamous mozolnie wspinał się po gzymsach i klął siarczyście za każdym razem, kiedy skądś spadł, Mercer zwyczajnie ignoruje prawa grawitacji i wbiega po pionowych ścianach. Dodać do tego potężne skoki i możliwość szybowania na bardzo długie dystanse i w efekcie otrzymujemy jeden z najciekawszych i sprawiających największą frajdę systemów poruszania się w grach video – dawno tak dobrze się nie bawiłem po prostu biegając po mieście i zdobywając drapacze chmur!
Hunter & Hunted
Zabawa zabawą, wykonując jednak kolejne zadania postawione nam na drodze do rozwikłania tajemnicy Mercera, zaczyna odnosić się wrażenie, że twórcom bardziej zależało na stworzeniu i dopieszczeniu do perfekcji unikalnego mechanizmu rozgrywki, niż nadaniu fabule chociaż śladowej ilości sensu. Z 31 przygotowanych misji góra trzy lub cztery naprawdę zapadają w pamięć. Większość polega na prostym "idź i zabij/idź i zniszcz/idź i zjedz". A więc Alex biega, eliminuje wojskowe patrole, kradnie czołgi, niszczy gniazda infekcji i wojskowe bazy, konsumuje naukowców i tak w kółko – graczowi pozostaje zastanawianie się "po co?", gdyż sensu niektóre z czynności zwyczajnie nie mają, zwłaszcza powtarzane po pięć razy.
Nieco lepiej sprawa stoi z misjami pobocznymi. Podzielone na kategorie Kill, Movement, Glide, War i Consume, często oferują ciekawą odskocznię od tego, co do zaproponowania ma historia Mercera, i choć brakuje tu wątku oczyszczania miasta znanego ze wspomnianego już inFamous, i tak jest co najmniej dobrze. Na szczególną uwagę zasługują przywodzące na myśl Mirror's Edge "eventy" Movement, polegające na jak najszybszym pokonaniu usianego punktami kontrolnymi odcinka drogi. Tras jest wiele, a każda z nich inna i wymagająca innych zdolności – jak szybko będziesz w stanie wspiąć się na Empire State Building, a jak szybko przebiec po dachach kampusu uniwersyteckiego? Dla fanatyków bicia rekordów czasowych, Prototype okaże się istnym rajem, tym bardziej, że prywatne osiągi panów z Radical są niemalże niemożliwe do pokonania!
It's autumn in New York...
Miasto, jakie przyjdzie nam zwiedzić w Prototype jest zapewne jednym z wierniejszych wirtualnych odzwierciedleń Nowego Jorku (a w zasadzie samego Manhattanu) jakie do tej pory mieliśmy okazję podziwiać. Mimo niekiedy powtarzających się budynków, widać, że ekipa z Radical się postarała – turyści bez problemu odnajdą lokacje takie jak Empire State Building, Times Square, Chrysler Building, czy ogromny Central Park.
Mimo to, cierpi ono na kilka poważnych bolączek: Zacznijmy chociażby od tego, że nie mamy wrażenia poruszania się po wirtualnej metropolii, a po wirtualnej makiecie metropolii. Kolejne budowle sprawiają wrażenie wykonanych z tektury, a fakt, że Alex w dziesięć sekund jest w stanie dostać się na najwyższy punkt Manhattanu z góry wyklucza charakterystyczny dla Nowego Jorku efekt przytłaczania swoją wielkością. Dużo lepiej wypada tutaj Algonquin – adaptacja głównej wyspy Big Apple z innego "sandboxa" – Grand Theft Auto IV. W Prototype zwyczajnie nie obchodzą nas biegające bez celu po ulicach klony i zabawkowe samochodziki. Cały czas odnosimy wrażenie siedzenia na planie pełnym statystów, którym nawet nie chce się odgrywać swoich ról.
Byłbym zapewne w stanie to przeboleć, gdyby wynagradzała to oprawa wizualna, jednak i tu dzieło Radical przegrywa z konkurencją. Jest zwyczajnie zbyt nierówno – miejscami krzywimy się na przeciętne modele, czy nijakie i powtarzające się tekstury, żeby zaraz z uznaniem pokiwać głową obserwując dziesięć malowniczych eksplozji i rozczłonkowanie szesnastu zainfekowanych na raz – bez jakiegokolwiek spadku klatek na sekundę. Nie zmienia to jednak faktu, iż mimo niektórych dobrych efektów, grze bliżej jest do poziomu Grand Theft Auto: San Andreas, niż do aktualnych standardów. Nie odpycha to może, jednak ani razu nie zatrzymałem się by podziwiać jakikolwiek widok. Brak tu filtrów, gry światła i cienia, zapierających dech w piersiach panoram – jest po prostu nijako.
Również oprawa audio nie powala, choć trzeba uczciwie przyznać, że nie należy też do najgorszych. Ze świecą szukać tu porywającej muzyki, czy zapadającego w pamięć voice-actingu, jednak większość odgłosów otoczenia jest co najmniej przyjemna dla ucha i nie drażni – ot spełnienie normy, jednak bez ekscesów.
Rozrachunek
Komu mógłbym polecić Prototype? Na pewno nie ludziom nie przepadającym za rozlewem krwi, gdyż tej płynie tu rzeka za każdym razem, gdy Alex wychodzi na miasto. Również fani porządnie opowiedzianej historii nie znajdą tu dla siebie niczego ciekawego, a miłośnicy dopieszczonej grafiki lepiej niech kontynuują wojaże w Killzone 2.
Mimo to, Prototype to gra świetna – bez bicia przyznaję się, że czekałem na nią od dłuższego czasu i choć nie opętała mnie ona jak tytuły pokroju Mirror's Edge lub BioShock, jestem pewien, że nieraz do niej wrócę. Otwarty świat, system poruszania się i super-moce – mnie tyle zadowala. Mimo pewnych wad, jest to tytuł warty uwagi, zwłaszcza jeżeli nie przypasował Ci, drogi czytelniku, nastawiony na nieco wolniejszą rozgrywkę inFamous. I chociaż w pewnym sensie Prototype na pewno nie spełnił pokładanych w nim nadziei i oczekiwań, jestem w stanie przymknąć na to oko – w końcu nie co dzień mamy okazję wcielić się w półboga i jednym ruchem ręki zmieść z powierzchni ziemi trzy czołgi, nieprawdaż?