
26.12.2009 | lothronik
Wiadome jest, że studio cały czas by istniało, gdyby tworzone przez nich gry przynosiły większe dochody, co na pewno nie zdarzyło się po Mercenaries 2, która była grą przeciętną. Czy więc wydawca już przed wydaniem Sabotażysty wiedział, że tytuł okaże się klapą i wolał myśleć naprzód? Tego nie wiem, ale wiem za to jaka jest gra i na pewno skłamałbym twierdząc, że jest do bani.
Saboteur to sandbox, który pełnymi garściami czerpie z dwóch wielkich produkcji - Grand Theft Auto IV oraz Assassin’s Creed. Akcja gry osadzona jest w czasie Drugiej Wojny Światowej, w Paryżu okupowanym przez Niemców. Okupowanym przez duże O, ponieważ Nazistów jest na ulicach całe mnóstwo, praktycznie na każdym rogu można spotkać patrol (pieszy lub mobilny), są też Niemcy rozlokowani na wieżyczkach czy w paru innych miejscach. Każde podejrzane zachowanie (skradanie, noszenie broni) zwraca ich uwagę, a niezaniechanie zakazanego zachowania skutkuje uruchomieniem alarmu i ucieczką. Na całe szczęście, ludność Paryża jest po stronie bohatera i kiedy na ich oczach zabijemy Niemca, ta uda, że nic nie widziała.
Bohaterem jest Irlandczyk, Sean Devlin, który na skutek dość nieszczęśliwych dla niego wydarzeń (część jest grywalna podczas prologu) trafia ostatecznie do Paryża, żądny zemsty na Dierkerze, Naziście, który jest głównym sprawcą wszystkich nieszczęść. Aby jej dokonać, i przy okazji dokopać nieprzyjacielowi, Devlin przyłącza się do paryskiego ruchu oporu. I to w sumie tyle o fabule, bowiem większość misji polega na wykonywaniu zleceń dla Paryżan, którzy chcą za wszelką cenę uprzykrzyć życie okupantowi. Choć większość misji jest dość liniowa, tzn. pojedź i zabij/wysadź/przynieś/chroń, zdarzają się również naprawdę ciekawe, np. ucieczka z niemieckiej bazy czy pogoń w palącym się szybowcu. Co się chwali to fakt, że dużą część zadań można ukończyć na kilka sposobów - poza stylem Rambo, czyli wybiciem wszystkich przeciwników, robiąc przy tym niemiłosierny hałas, można przebrać się za Niemca (uprzednio pozbawiając go życia) i załatwić wszystko po cichu, lub odwrócić uwagę wrogów podkładając paręnaście metrów dalej bombę zegarową i wykorzystać moment, w którym pójdą oni sprawdzić przyczynę eksplozji, aby uwolnić sojusznika z celi.
Jeszcze parę słów o rozgrywce. Nie wiadomo po kim Sean odziedziczył niesamowitą sprawność, ale niezaprzeczalnym faktem jest, że wspina się niczym Ezio z Asasyna. Bohater może wspiąć się praktycznie na każdy budynek, w bardzo zwinny sposób łapiąc się wszelakich gzymsów czy balkonów. Do tego, nosi przy sobie dwa rodzaje broni + materiały wybuchowe i granaty, w które zaopatrywać się można na czarnym rynku, za uzbieraną kontrabandę (rodzaj waluty). Nic też nie stoi na przeszkodzie, aby Sean zabrał dowolny samochód/motor, poprzedniego właściciela traktując podobnie jak Niko z dzieła Rockstar (za fraki i na ulicę). Pojazdów trochę jest, wszystkie przypominają te z lat czterdziestych poprzedniego wieku i odwzorowano je z należytą starannością, choć oczywiście, oczopląsu od ilości detali raczej nie ma co się obawiać. Dla znudzonych misjami, autorzy przewidzieli też inne atrakcje - wyścigi, wysadzanie niemieckich konstrukcji czy odwiedzanie miejsc widokowych/zbieranie widokówek. Do roboty jest więc sporo, a na szczęście samo przejście misji fabularnych zajmuje przynajmniej kilkanaście godzin.
Z powyższego opisu wynikać by mogło, że Saboteur to gra bez wad, ale tak wcale nie jest - te da odnaleźć się zarówno w samej rozgrywce, jak i w stronie technicznej, o której za moment. Jeśli chodzi o rozgrywkę to nie podszedł mi przede wszystkim system wspinania, który potrafi czasem naprawdę zirytować, szczególnie w momencie, kiedy Sean nie chwyta się gzymsów, które widać wyraźnie, że bez problemu by dosięgnął, poza tym cała wspinaczka jest jakaś taka toporna - Pandemic nie dopracowało tego elementu. To samo jest ze sztuczną inteligencją wrogów, często nie dostrzegają, że przed chwilą jeden ich z kolegów został zamordowany tuż za ich plecami lub nic nie robią sobie z tego, że przeszedł obok nich człowiek, który przed chwilą wysadził fabrykę, w której produkowali broń.
Jakoś tak wyszło, że dopiero na końcu wspominam o elemencie, który tak naprawdę wyróżnia tę grę spośród wszystkich innych tytułów - chodzi oczywiście o efekcie czarno-białego świata, który występuje w miejscach, gdzie ruch oporu jest zbyt słaby i wyraźnie dominują naziści. Wraz z postępem w grze, świat zaczyna nabierać barw. Znajdując się jednak w czarno-białym świecie, wszystko rzeczywiście występuje w takich barwach, za wyjątkiem dosłownie paru elementów, m. in. nazistowskich symboli (flagi, swastyki na ramionach żołnierzy). Ogólnie rzecz biorąc, grafika w Saboteur prezentuje się nieźle, choć nie jest to z pewnością szczyt możliwości konsoli, brak tutaj powalającej ilości szczegółów, a razić może niezbyt duży zasięg widzenia (dalsze obiekty są rozmyte) czy doczytywanie się obiektów - widok z Wieży Eiffla nie zapiera dechu w piersiach i osobiście czułem się z tego powodu lekko rozczarowany.
Świat gry jest na szczęście zróżnicowany i spory, i jak już wspomniałem, oprócz Paryża (gdzie naturalnie odwzorowano najbardziej reprezentatywne elementy, jak Łuk Triumfalny czy Luwr) dostępne są również tereny wiejskie, Hawr czy nawet dwie wioski niemieckie. Przyczepić się muszę do animacji, która sprawia wrażenie trochę sztywnej i topornej, nie tylko podczas poruszania się po mieście, ale też w trakcie przerywników dialogowych, gdzie cudem jest, że postacie w ogóle starają się ruszać ustami. Może przesadzam, ale bez wątpienia jest to kolejny niedopracowany element. Drażni też trochę fakt, że przechodnie Paryżanie na ulicach tylko spacerują, nie wchodząc w żadną inną interakcję - obce im rozmowy, palenie papierosów czy czytanie gazet, które widzieliśmy w prawie już dwuletnim GTA IV. Podobnie jest z reakcją na otaczające wydarzenia - o ile brak reakcji na zabójstwo Niemca jest oczywiste (o czym wspomina też sama gra) to już brak reakcji na zabójstwo współmieszkańca trochę dziwi, podobnie jak np. przejeżdżanie ludzi na chodniku. Cóż, inne czasy... Jeśli ktoś jednak naprawdę chce się ubawić, radzę udać się na farmy, gdzie przejechana krowa rozlatuje się zawsze na kilka takich samych, kwadratowych bloków mięsa. Designer za to odpowiedzialny miał chyba naprawdę gorszy dzień. Na całe szczęście, muzyka w grze zasługuje na uwagę, ponieważ pierwsze skojarzenia jakie wywołuje to te z dźwiękami lecącymi właśnie w pierwszej połowie poprzedniego wieku, co z połączeniem przemieszczania się po czarno-białym Paryżu naprawdę buduje klimat. Gratulacje należą się też osobom odpowiedzialnym za polską wersję językową, bo choć są to tylko napisy widać profesjonalizm, a mocniejszych zwrotów również nie brakuje.
Saboteur to gra niezła, chyba pierwszy sandbox poruszający tematykę Drugiej Wojny Światowej. Choć warto wspomnieć o tym, że co prawda gra osadzona jest w czasach okupacji niemieckiej i występują pewne nawiązania do wydarzeń z tamtego okresu, to jednak tło historyczne nie jest wyraźnie zarysowane i chodzi przede wszystkim o zwalczanie ruchu oporu i zemście głównego bohatera. Nie wiem czy w grze pada choć raz nazwisko Hitlera - chyba nie. Nie mogę jednak powiedzieć, że przejście tej gry było dla mnie męczarnią i wolałbym w tym samym czasie robić kilkanaście zgoła odmiennych rzeczy (choć pewnie niektóre bym wolał ;). Mimo swoich niedoróbek gra się naprawdę przyjemnie, choć jest to gra raczej na jeden raz. Odniosłem wrażenie, że gdyby Pandemic miało jeszcze trochę czasu, a nad studiem nie wisiałaby groźba zamknięcia, gra byłaby naprawdę dobra, mogąca kandydować nawet do miana gry roku. A tak jest to sandbox drugiej kategorii, przyjmując, że do pierwszej należą gry, na których Saboteur się wzorował - Grand Theft Auto i Assassin’s Creed.