Avatar
Witaj Gościu
Kikoo poleca
Cieknąca zewsząd woda, mrok i niepokojące dźwięki dobiegające z oddali... Porośnięte koralowcami, zdewastowane, podwodne miasto.
13.02.2010 | mtz
Na ścianie, namazane białą farbą: "Upadł, upadł Babilon!"

Nie będę ukrywał, że gdy w roku 2007 po raz pierwszy usłyszałem o BioShocku, moje nastawienie było raczej sceptyczne. Podwodne miasto i walka z wyposażonymi w wiertła nurkami? Deweloperom faktycznie nudzą się tropikalne plaże i międzygwiezdne konflikty...

Naturalnie, gdy w rok później pobrałem z PlayStation Network demo spóźnionej konwersji na PS3, zmuszony byłem nieco zrewidować mój pogląd na twór 2K Games. BioShock okazał się bowiem być wszystkim tym, co w grach najlepsze.

Atlas shrugged

Pierwszy BioShock był Sztuką. Sztuką możliwą do interpretowania na wiele różnych sposób, jak i postrzegania z wielu różnych punktów widzenia. Można go było określić mianem świetnej strzelanki o bogatym arsenale i zastosowanych nowatorskich rozwiązaniach, jednocześnie jednak żaden FPS nie przykładał nigdy takiej wagi do miejsca akcji i kunsztu, w jakim zostało ono wykonane. Podwodna utopia, Rapture, zachwycała swoimi utrzymanymi w stylu Art. Deco budowlami i rzeźbami, plakatami rodem z lat czterdziestych XX wieku, czy wszechobecną muzyką z epoki. I, naturalnie, ciężkim, gęstym i melancholijnym klimatem, który przykuwał do konsoli na długie godziny.

W końcu, BioShock opowiadał też porywającą historię. Historię o snach, które siłą rzeczy musiały się kiedyś skończyć. Historię o ludziach, ich naturze i ich marzeniach – tych spełnionych, jak i tych, które legły w gruzach na dnie oceanu. Akcja sequelu toczy się w dziesięć lat po słynnej noworocznej rewolucji 1959 – gdy Jack, protagonista pierwszej części, przybył do miasta, wciąż było ono jednym z największych osiągnięć człowieka – zaniedbanym, mimo to wciąż wspaniałym. Dekadę później, gdy w skórze jednego z prototypowych Big Daddy'ch budzimy się w luksusowym kurorcie Adonis, naszym oczom nie ukazuje się już utopia. Na początku BioShocka 2 zostajemy skonfrontowani ze snem przemienionym w koszmar.

Pairbond

Jesteś prototypowym Tatuśkiem – opancerzonym obrońcą małych dziewczynek, Little Sisters, zbierających ADAM – substancję pozwalającą na genetyczne modyfikacje ludzkiego ciała. Substancję, która w dużej mierze przyczyniła się do upadku Rapture przed dziesięcioma laty. Nie wiadomo, kto Cię obudził, nie wiadomo, czemu. Wiesz tylko, że musisz odnaleźć Siostrzyczkę, do której zostałeś przed laty przypisany – ona cię potrzebuje. A ty szybko zdajesz sobie sprawę, że w Rapture dzieje się coś niedobrego – do miasta ktoś zaczął sprowadzać dziewczynki z powierzchni i zamieniać je w Little Sisters, a ulice pełne są wizerunków motyli i kapliczek poświęconych tajemniczej kobiecie, Sofii Lamb...

Nie można się było spodziewać, że sequel będzie szokował tak samo, jak część pierwsza. Fabuła BioShocka była prawdopodobnie jedną z lepszych, jakie kiedykolwiek pojawiły się w grach video, a jej siła w znacznej mierze oparta została na porażających zwrotach akcji. 2K nie popełniło błędu – zamiast iść tą samą drogą, deweloperzy napisali scenariusz o wiele bardziej stonowany i tajemniczy, jednocześnie jednak tak samo dający do myślenia, jak w przypadku poprzedniczki, a że grze wyszło to niewątpliwie na dobre, chyba dodawać nie trzeba?

W BioShocku 2 nie stawiamy już czoła filozofii obiektywizmu, na której twórca i założyciel Rapture, Andrew Ryan, oparł wszystkie swoje działania. Minęło w końcu dziesięć lat, a marzenia Ryana pogrzebane zostały przez szalejących wszędzie, zmutowanych mieszkańców. Tym razem poznajemy miasto od całkowicie innej strony – trafiamy do najstarszych rewirów, które nawet w złotej erze tego podwodnego świata nie były najchętniej odwiedzanymi przez elitę miejscówkami. Zamiast burżujskich Fort Frolic i Arcadii, mamy tu przygnębiające Siren Alley (dzielnicę czerwonych lampionów) i Dionysus Park (całkowicie zdemolowany sektor handlowo-artystyczny). Nawet domy dla biedoty z Apollo Square wyglądają przyzwoicie przy zgniliźnie, na którą gracz trafia w Pauper's Drop – dystrykcie, który w założeniu miał być jedynie tymczasową placówką dla robotników, a stał się ostatecznie jedynym miejscem, w którym mogli oni opłacić mieszkania.

Każde z miejsc, jakie przyjdzie nam odwiedzić w trakcie naszej podróży do tej jedynej Siostrzyczki, jest świadectwem pełnej degradacji moralnej człowieka. To raj utracony – zaniedbane, porośnięte podwodną roślinnością lokacje przeciekają, lub też są całkowicie zalane, a ich mieszkańcy troszczą się tylko i wyłącznie o siebie samych. Ich historie ponownie poznajemy dzięki nagranym pamiętnikom, choć tym razem dużo częściej, niż miało to miejsce podczas przygód Jacka, spotkamy się z dziennikami zwyczajnych, szarych obywateli. Naturalnie zdarzy nam się usłyszeć nazwiska znane z jedynki, jak McDonagh, czy Fontaine, choć niejeden fan będzie zapewne rozczarowany praktycznym brakiem nawiązań do kilku innych, równie kultowych postaci.

Choć wyzwanie do najprostszych nie należało, twórcom udało zachować się mroczny, paranoiczny klimat. Rapture się zmieniło, owszem, jest jednak tak samo fascynujące i przerażające, jak w pierwszym BioShocku. Tak jak uprzednio trafimy na przepełnione smutkiem i goryczą historie, przerażające sceny i tragicznych bohaterów. Widać, że autorom nie zależało na kopiowaniu wzorców z poprzedniczki – niemal wszystko, z czym spotykamy się w dwójce jest unikalne i jednocześnie wiarygodne, doskonale pasujące do świata przedstawionego. Fanów uspokajam – atmosfera i fabuła nie powinny was zawieść. 2K stanęło na wysokości zadania.

Mr. Bubbles! No!

Big Daddies byli najpotężniejszymi przeciwnikami w BioShocku i jednocześnie służyli za maskotkę i wizytówkę całej gry. Gdy rozniosła się wieść, że w drugiej odsłonie dzieła 2K sami staniemy się Tatuśkiem, niejeden sceptyk z miejsca dostrzegł zagrożenia, jakie niesie za sobą takie rozwiązanie – Big Daddy jednym machnięciem ręki potrafił powalić co słabszych agresorów, czy więc dawanie takiej mocy graczowi nie będzie przesadą?

Uspokajamy: Subject Delta (bo takie miano nosi nasz bohater) jest jedynie prototypem. Oczywiście jest o wiele silniejszy od przeciętnego mieszkańca Rapture, bliżej mu jednak do splicera w zbroi, niż do faktycznego molocha, jakimi są finalne wersje Big Daddy'ch. Rapture jest diabelnie niebezpiecznym miejscem dla każdego bez wyjątku, nigdy więc nie możemy czuć się bezpieczni, a już zwłaszcza, gdy otoczy nas chmara wrogich mutantów – na nadmiar mocy narzekać wtedy nie sposób.

Większość standardowych przeciwników przypomina tych z jedynki – powracają splicerzy posługujący się bronią białą i palną, po sufitach wciąż, niczym pająki, przemieszczają się Ci najbardziej zdeformowani, miotający żelaznymi hakami, a gdy za plecami usłyszymy charakterystyczny trzask, możemy być pewni, że za chwile ogniem poczęstuje nas jakiś teleporter. Ponadto powraca system ochrony w postaci dział, kamer i fruwających robotów.

Do nowości zaliczyć należy przede wszystkim tzw. Brute Splicerów – zdesperowanych obywateli, którzy zbierając i wstrzykując sobie resztki po plazmidach i tonikach przemienili się w wielkie, przerośnięte bestie. Na drodze spotkamy również nowy rodzaj Big Daddy'ego, Rumblera – nieporównywalnie twardszego od Rosie'ch i Bouncerów, wyposażonego w rakietnicę, oraz rozstawiane mini-działka. W końcu, nie raz zmierzymy się ze słynną Big Sister – Siostrzyczka, która wyrosła z roli zbieracza ADAMu i przemieniona została w superszybką i superzwinną, żeńską wersję Tatuśka. Poza tym, że lubi rzucać przedmiotami i posługiwać się plazmidami, charakteryzuje się powalającą skutecznością w walce w zwarciu, a starcia z nią są jednymi z najbardziej emocjonujących momentów w grze, nawet, jeśli okazują się niekiedy prostsze, niż byśmy to sobie wyobrażali.

Little Sisters w pierwszym BioShocku były małymi, przerażającymi dziewczynkami. Od gracza zależało, czy wykorzysta je do własnych celów, czy też uratuje i da szansę na nowe życie. Gra z sumieniem i moralnością odbiorcy powraca i tu, jako że jednak wcielamy się w rolę opiekuna Siostrzyczek, te nie wydają się już tak dziwne i odpychające, jak uprzednio. Do tego, poza opcjami Save i Harvest otrzymujemy trzecią – Adopt. Zostaje nam dana wtedy możliwość zbierania ADAMu z rozsianych po Rapture ciał, by jednak nie było zbyt prosto – przyciąga to zawsze całe chmary przeciwników, bez odpowiedniego przygotowania odradza się więc zabawę w zbieracza.

All spliced up

Mechanika rozgrywki uległa pewnym zmianom, a nazwanie ich kosmetycznymi niewątpliwie mijałoby się trochę z prawdą. Chociaż silnik gry jest ewidentnie ten sam, deweloperzy postarali się, by nikomu się nie nudziło.

Zmiany zaszły przede wszystkim w dostępnym arsenale i plazmidach. Zniknęły słynny klucz francuski i rewolwer, zastąpione przez broń kojarzoną z oryginalnymi Tatusiami – wiertło i olbrzymią nitownicę. To pierwsze szybko stanie się ulubionym narzędziem każdego maniaka – można się nim zamachnąć, można je rozkręcić, można z jego pomocą szarżować.
Kuszę zastępuje harpun i pełni on bardzo podobną funkcję, choć jego użycie sprawia nieporównywalnie większą frajdę – przykuwanie przeciwników do ścian to w ostatnich latach hit FPS'ów (Painkiller, F.E.A.R., Killzone 2...). Praktycznie niezmienione zostały jedynie granatnik i karabin maszynowy, choć dostały oczywiście nowy design.

Co się tyczy modyfikacji genetycznych, zrezygnowano z podziału na różne rodzaje toników – wszystkie podpadają teraz pod kategorię gene tonics, możemy za to korzystać z dużo większej ich ilości na raz. Wiele znanych ulepszeń powraca, a towarzyszą im nowe, bardziej przystosowane do środowiska drugiej części. Wyrzucono z gry kilka niepotrzebnych plazmidów, każdy z dziesięciu dostępnych ma jednak aż trzy stopnie rozwoju i tak na przykład telekineza w swoim pierwszym stadium jest raczej rozczarowująca, w trzecim pozwala jednak nawet na podnoszenie żywych przeciwników.

Ponownie otrzymujemy multum możliwości taktycznych. Oczywiście nikt nikomu nie broni przejść gry ziejąc ogniem na lewo i prawo, czy nie ciekawiej jednak byłoby zainwestować w bardziej defensywne plazmidy i oprzeć swoje działania na shakowanych maszynach, atakach z zaskoczenia i wodzeniu przeciwnika za nos? A może w ogóle zrezygnować z broni, ograniczyć się tylko do wiertła i plazmidów? Fenomenalnym rozwiązaniem okazuje się być możliwość korzystania zarówno z naszego arsenału konwencjonalnego, jak i tego genetycznego jednocześnie. Nie tylko podkręca to temperaturę na polu walki, daje też ogromne pole do popisu dla fanatyków łączenia sposobów walki i projektowania combosów.

Aphrodite walking the halls

Unreal Engine 2.5 starzeje się, nie ma co do tego żadnych wątpliwości. BioShock w momencie premiery wyglądał prześlicznie; Dech w piersiach zapierały krajobrazy podwodnego Rapture, oświetlenie i wspaniale wymodelowana woda. W BioShocku 2 wygląda to wszystko oczywiście jeszcze lepiej: gra światła i cienia, rozmazane widoczki zniszczonego Rapture za szybami, w końcu jeszcze bardziej dopieszczone modele i animacje, oraz słynne już, reklamowane specjalnymi trailerami, rwące, wodne potoki. Niejednokrotnie zdarzyło mi się zatrzymać gdzieś na dłużej, by popodziwiać kunszt, z jakim artyści wykonali poszczególne fragmenty, bądźmy jednak uczciwi: Nie jest to jakość, do jakiej przywykł dzisiejszy gracz. Dzisiejszy gracz oczekuje grafiki wypalającej gałki oczne, a takiej BioShock 2 zaoferować nie może. Zdarzają się tekstury w przerażająco niskiej rozdzielczości, zbyt wolno doczytujące się modele; Brakuje piętnastu wyszukanych filtrów, które czyniłyby obrazki z gry bardziej podobnymi do zdjęć.

Na szczęście, wszystko to zrekompensowane zostaje pracą włożoną w design Rapture. Art. Deco powraca, wraz z wspaniałymi plakatami, maszynami, rzeźbami, architekturą... Czy naprawdę trzeba wymieniać dalej? Pomysłowość, z jaką zaprojektowane zostały lokacje, postacie, czy nawet broń, wprawia w absolutne osłupienie. Zniszczone, pełne neonów, pływających za oknami morskich stworzeń i czyhających za każdym rogiem niebezpieczeństw Rapture jest jednym z najwspanialszych i najbardziej unikalnych środowisk, jakie można spotkać nie tylko w grach video, lecz ogólnie w dziełach kultury popularnej.

Obrazu dopełnia cudowna ścieżka dźwiękowa, napisana przez Garry'ego Schymana i zrealizowana przez filharmonię Los Angeles. Schyman, odpowiedzialny również za fantastyczny soundtrack części pierwszej, ponownie staje na wysokości zadania. Kawałki znajdujące się na płycie Sounds from the lighthouse to arcyklimatyczny mix melancholii, smutku i refleksji z niepokojem, lękiem i agresją. Rzadko zdarza się, żeby muzyka z gry wywarła na mnie aż takie wrażenie, ale w przypadku BioShocka 2 muzyka idealnie wkomponowuje się w całość, jest jej integralną częścią. Niekiedy nie zdajemy sobie nawet sprawy, jak bardzo wpływa ona na nasz odbiór tego, co dzieje się na ekranie. Wielkie brawa. Nie muszę chyba dodawać, że poza orkiestrą Schymana uświadczymy w grze masę pochodzących z epoki kawałków prawdziwych wykonawców, w tym chociażby znany utwór The Boogie Man w wykonaniu Todda Rollinsa.

The "I" In Team

Multiplayer. Gdy pierwszy raz gracze usłyszeli o tym, że do gry opierającej się w stu procentach na przygodzie dla pojedynczego gracza, dołączony zostanie multi, na forach internetowych rozpętało się istne piekło. Ponownie uspokajamy: Multiplayer w BioShocku 2 daje radę.

Daję radę nie tylko dlatego, że gra się w niego przyjemnie, pełen jest ciekawych rozwiązań, a ze znalezieniem meczu nie ma na ogół większych problemów. Prawdziwą siłą trybu dla wielu graczy jest to, że jest on częścią historii Rapture. Akcja multiplayera toczy się w roku 1959, na samym początku wojny domowej. Wybieramy jednego z sześciu (bądź ośmiu, jeśli grę zamówiliśmy w pre-orderze) bohaterów, konfigurujemy nasz ekwipunek (wybierając broń, ulepszenia do niej, plazmidy i toniki), wygląd naszej postaci i ruszamy do gry. Każdy z bohaterów ma własną historię, którą poznajemy poprzez pamiętniki audio, które odblokowujemy wraz z kolejnymi poziomami doświadczenia, rodzajami broni i modyfikacji genetycznych, a ekrany ładowania pełne są nagłówków z gazet i cytatów znanych postaci, jak chociażby Atlas, czy szef ochrony Sullivan.

Multiplayer jest wielkim ukłonem w stronę fanów pierwszego BioShocka – levele oparte są na miejscówkach, które odwiedziliśmy w skórze Jacka, zawalczymy więc chociażby w Neptune's Bunty, Arcadii, czy Point Prometheus; Również projekty broni to te doskonale znane z jedynki. Tryby gry natomiast opierają się głównie na walce o ADAM, Little Sisters i terytorium – pokonując przeciwników i wykonując zadania zdobywamy ADAM, który pozwala nam na awansowanie na wyższe levele.

Warto zauważyć, że jedynie w multiplayerze naprawdę wejdziemy w skórę pełnoprawnego Big Daddy'ego. Na mapach czasem pojawia się zbroja Rosie'go, a po jej założeniu znikną nasze plazmidy i broń. Zamiast tego dostaniemy miny, nitownicę, gruby pancerz i możliwość wstrząśnięcia ziemią. Wrażenia po zagraniu takim molochem? Niezapomniane.

Tomorrow's promise kept today

Tak się powinno robić kontynuacje. Żeby uniknąć nieporozumień: BioShock 2 ma wady. Absolutnie nie powinno się go włączać, jeżeli nie zna się, a chce się poznać, fabułę części pierwszej. Wprawdzie historie są bardzo luźno powiązane, zwiedzając Rapture można mimo to trafić na zatrważającą ilość spojlerów. Ponadto główny wątek fabularny zdaje się być zdecydowanie krótszy, niż w BioShocku, a grafika, jak już wyżej wspomniałem, nie każdego zadowoli.

Mimo to, gra ponownie udowadnia, że to medium jak najbardziej jest sztuką. Głęboka historia, połączona z doskonałym wyczuciem artystycznym i intensywnym gameplayem czyni drugiego BioShocka jednym z niewątpliwych kandydatów do tytułu gry roku. Po prostu nie co dzień spotykamy się z grą, która zmusi nas do myślenia i każe zadać sobie pytania: Jakie konsekwencje poniosą za sobą moje czyny? Jakim człowiekiem jestem?

9.89.8 9.39.3
  • powrót do Rapture po 10 latach
  • bardzo dobra fabuła i zachowany klimat poprzedniczki
  • fenomenalna ścieżka dźwiękowa
  • odświeżony, świetny gameplay
  • wciągający tryb multiplayer
  • dyskusyjna kwestia grafiki
  • nieco krótka i raczej nie dla nowych w świecie BioShocka

Opinie naszych Czytelników

21.03.2010 | 15:58 | mtz ocenił tę grę na 10
» Nie kupisz, bo Cię nie interesuje, więc nie opowiadaj bzdur.
20.03.2010 | 00:15 | tytacz
» Kicz dwa wylądował. Po średniej jedynce kupię dwójkę w promocji za góra 50zł :).
15.02.2010 | 15:07 | zvarownik ocenił tę grę na 9
» Ale, co jak co, to w porównaniu do innych miałkich FPS'ów Bio 2 wypada znakomicie. Największą wadą tej gry jest to, że miała genialnego poprzednika, czyli krótko mówiąc, swietna pozycja :)
14.02.2010 | 15:39 | mtz ocenił tę grę na 10
» Gameplayowo faktycznie jedynkę chyba przebija (jest na pewno dużo szybciej), fabularnie jednak Bioshock był trochę ciekawiej zbudowany - dużo więcej niedomówień, no i te twisty..
14.02.2010 | 11:05 | ico72 ocenił tę grę na 9
» jak dla mnie lepsz niz jedynka
14.02.2010 | 10:41 | kanasta11
» waham się nad zakupem ale pewnie kupie w późniejszym okresie jak już ogram ff13
13.02.2010 | 20:29 | zvarownik ocenił tę grę na 9
» Swietna gierka, ale mimo wszystko gorsza od "jedynki"
13.02.2010 | 18:05 | ico72 ocenił tę grę na 9
» REWELACJA!!!!!!!!!!
Zaloguj się lub otwórz nowe konto w wortalu, aby zostawić komentarz...