Po odświeżeniu dwóch pierwszych części serii w postaci
God of War: Collection, żądny zemsty Kratos w końcu ląduje w czytniku naszych konsol. Przekonajmy się czy wciąż rządzi i dzieli...
Każda historia ma swój koniec...
Każde życie kiedyś kończy się śmiercią...
A każda zemsta musi się kiedyś ziścić...
Finał trylogii rozpoczyna się dokładnie w tym samym miejscu, w którym zakończyła się
dwójka. Kratos na potężnych, przypominających jakiś górzysty krajobraz plecach Gai, wespół z innymi Tytanami wspina się na Olimp, aby obalić Zeusa. Ale bogowie olimpijscy (a raczej to co po nich zostało, wiecie, Spartiata, zemsta, te sprawy... mieszkańcy Olimpu nie mają łatwego żywota...) nie będą grzecznie czekać na śmierć i oni także rzucają się w wir walki strącając olbrzymie monstra. Nasz środek lokomocji - Gaję razem ze swoimi wodnymi bestiami atakuje Posejdon, bóg mórz i oceanów. I tutaj gra płynnie przechodzi w rozgrywkę. Ja wiem, że GoWy miały zawsze miażdżące otwarcie – czy to Hydra w jedynce, czy ożywiony Kolos z Rodos w drugiej części. Robiły ogromne wrażenie, ale nawet powtórne przejście
Kolekcji i odświeżenie sobie tych scen nie przygotowało mnie na to co zafundował tym razem Stig Asmusen (zastępujący poprzedniego reżysera – Cory'ego Barlog'a) wraz ekipą z Santa Monica. Cała walka z Posejdonem to jedna wielka jazda bez trzymanki. Autorzy zadbali o to abyśmy nawet przez ułamek sekundy nie nudzili się: walka do góry nogami, pod kątem, przeskakiwanie po różnych częściach ciała matki-ziemi, czy w końcu efektowne wykończenie brata Zeusa.
Jak już jesteśmy przy
wykańczaniu to gra jest brutalna, choć to i tak jest zbyt łagodne określenie na to co dzieje się na ekranie. Nie wiem, może to wina grafiki w HD, ale teraz to wszystko wygląda jeszcze bardziej dosadnie i krwawo. Co powiesz na scenę, w której kamera jest z perspektywy ledwo żywego przeciwnika Kratosa (czyli wszystko obserwujemy oczami tego przeciwnika), a ty naciskasz kolejne sekwencje QTE widząc jak Duch Sparty masakruje nieszczęśnika, aby potem martwego w rzucić otchłań. Czysta moc i adrenalina, choć to tylko przedsmak okrucieństw do jakich posunie się Kratos w trakcie trwania jego zemsty. Nie chcąc zbyt wiele wam zdradzić, powiem tylko, że deweloper postanowił zilustrować w grze takie powiedzenia jak:
bierz nogi za pas, póki na to czas czy
głową muru nie przebijesz...
Szkoda, że walka otwierająca GoW3 jest tak dobra, że przez dalszą część gry nie ma takiej drugiej sceny, która spowodowała u mnie szczękopad. Ba, nawet finał całej historii nie jest tak widowiskowy jak wstępniak. Oczywiście jest klimatyczny, wygląda jakby był z żywcem wzięty z jakiejś greckiej tragedii i ogólnie niewiele mogę mu zarzucić, ale po zakończeniu TAKIEJ gry mogłem spodziewać się więcej – co zresztą tyczy się drugiej połowy gry w trakcie której opowieść trochę zwalnia i wytraca ten cały impet jakim atakuje gracza na samym początku. Nie myślcie , że gra jakoś mocno słabuje pod koniec. Nic z tych rzeczy, ale po finale Zemsty Kratosa spodziewałem się więcej.
Ręka, noga, krewka kapie
Przed zagraniem w Gow3, grając w remake'i dwóch pierwszych części serii zastanawiałem się jak ludzie z Santa Monica usprawnią rozgrywkę w trzeciej części. Po zagraniu w trójkę mogę śmiało powiedzieć, że God of War nie zmienił się jakoś diametralnie. Gra się tak samo jak we wcześniejsze pozycje – szlachtujemy przeciwników w ilościach hurtowych, wykańczamy zmęczonego delikwenta
kółkiem, a od czasu do czasu rozwiązujemy jakąś zagadkę, aż w końcu z tyłka bossa robimy jesień średniowiecza w iście rzeźnickim stylu. Tak jak w poprzedniczce zbieramy różnokolorowe orby, za które ulepszamy sprzęt lub odnawiamy pasek energii, magii. Znajdujemy ukryte przedmioty wzmacniające naszą postać - pióro Feniksa, róg Minotaura. Również i tym razem Kratos straci wszystkie zapamiętane ciosy i rozwinięte bronie z części poprzednich, więc znowu trzeba wszystkiego uczyć się od nowa. Role magii przejęły teraz bronie i każda ma inną magiczną właściwość, jak na przykład Ostrza Wygnania (nowa wersja podstawowych ostrzy) przyzywają obronę złożoną ze Spartańskich tarcz lub rękawice Herkulesa potrafią wytworzyć sporą falę uderzeniową. Najciekawszą zdolnością mogą się poszczycić jednak Szpony Hadesa, które pozwalają na krótką chwilę przyzwać dusze pokonanego przez nas przeciwnika. Osobiście żałuję, że autorzy poszli na łatwiznę i wszystkie bronie - za wyjątkiem rękawic - są kopią podstawowych ostrzy trochę szkoda, bo lubiłem sobie pobiegać z wielkim młotem w
dwójce. Szkoda, że i bestiariusz oprócz paru nowych przeciwników to dobrzy znajomi ze wcześniejszych odsłon. Chyba najbardziej rzucającym się w oczy usprawnieniem jest przeniesienie wyświetlanych przycisków w trakcie QTE ze środka ekranu na jego obrzeża. Muszę przyznać, że nowy sposób wyświetlania klawiszy od razu przypadł mi do gustu, ponieważ nie przeszkadza i pozwala w spokoju podziwiać wspaniałe sekwencje. Kolejna nowinka, która została chyba wrzucona
na siłę to prąd ciepłego powietrza, w który wlatujemy na skrzydłach Ikara i omijamy kolejne przeszkody, latanie szybko się nudzi i wydaje się, że pojawiło się tylko po to, aby wskaźnik godzin potrzebnych na przejście był jak najdłuższy. A ten wskazuje, że na przejście gry będziemy potrzebować ok. dziesięciu, w zależności od poziomu trudności jaki sobie wybierzemy.
Rozgrywka w Bogu Wojny stoi na naprawdę wysokim poziome, sprawiając wręcz boską przyjemność w trakcie przebija się przez tabuny przeciwników. Gameplay jest bardzo podobny do tego z pierwszych dwóch części na leciwą
peesdwójkę, ale tak między nami – czy w przypadku tej serii ten fakt aż tak boli?
Jestem piękny i uroczy
God of War wygląda świetnie, widać, że graficy odwalili kawał porządnej roboty tworząc oprawę godną tej epickiej historii. Gra jest krwawa, piękna i ani na moment nie zwalnia, pozwalając cieszyć oczy pięknym, rzeźnickim spektaklem. Piękne scenerie, zapierające dech w piesiach monumentalne budowle i wnętrza sprawiają, że wygląda to jak antyczna laurka.
Postać samego Kratosa jest dopracowana w najmniejszym szczególe, zachwycając na zbliżeniach. Szkoda, że przeciwnicy i postacie drugoplanowe nie zostały wykonane z taką dbałością.
Strona dźwiękowa jest na poziomie największych hollywoodzkich produkcji. Nie jest nachalna, a tylko potęguje doznania. Warto wspomnieć tutaj też o kapitalnych chórkach.
SCEP postanowił z kolei spolonizować grę na nasz rodzimy język. Jak to wyszło? Nienajgorzej. Linda jako Kratos wypada bardzo przyzwoicie, jednak w jego głosie nie czuć takiego gniewu jak w głośnie oryginału (choć dalej uważam, że nikt oprócz pana Bogusława, nie nadaje się do odegrania Ducha Sparty), reszta trzyma mocny poziom, ale jak to zwykle w polskich dubbingach bywa, czuć teatralność i lekką sztuczność, niemniej granie po polsku nie sprawia jakiegoś wielkiego dyskomfortu i śmiało można wypróbować polską wersję.
Na końcu był Chaos
Nie zdradzę, czy Kratosowi udało się zemścić i ile boskich istnień straci przez niego głowę. Trzeci God of War nie jest czymś przełomowym, ani rewolucyjnym. Jest tylko rewelacyjnym kawałkiem kodu, sprawiającym multum przyjemności i potrafiącym nasycić każdego faceta odpowiednią dawką testosteronu. Najlepszy slasher na PS3. Brać i grać!