Avatar
Witaj Gościu
Kikoo poleca

Grand Theft Auto: Episodes From Liberty City

Miliardy dolarów nie pomogły. Nieuniknione nastąpiło. Dodatki do jednej z najgłośniejszych gier roku 2008, Grand Theft Auto IV, w końcu udostępnione zostały posiadaczom PlayStation 3.
22.04.2010 | mtz
Liberty City. Miasto, które nie bez powodu otrzymało przydomek najgorszego w całej Ameryce. Miasto, w którym rzekomo spełniają się sny. Jako Niko Bellic, imigrant i protagonista Grand Theft Auto IV, mieliśmy już okazję się przekonać, że LC wcale nie musi być krainą mlekiem i miodem płynącą. Jak jednak wygląda to z perspektywy bohaterów dodatków do jednej z najgłośniejszych gier tej dekady - Johnny’ego Klebitza i Luisa Lopeza?

The Lost and Damned

Stare, amerykańskie motocykle, skórzane kurtki, wiatr we włosach i brak poszanowania dla jakichkolwiek zasad - tym scharakteryzować by można bractwo Lost, którego vice-prezesem jest główny bohater, Johnny Klebitz. Podczas nieobecności Billy’ego, pełnoprawnego szefa gangu, Johnny prowadził opierającą się na paktach i sojuszach politykę, która pozwoliła klubowi utrzymać stabilną pozycję na ulicach Liberty. Jednak Billy wraca - i wcale nie spodoba mu się „spokojne” życie, do jakiego przyzwyczaił swoich ludzi nasz protagonista.

The Lost and Damned ukazuje dobrze znane nam z GTA IV miasto i historię z całkowicie nowej perspektywy. Dla Johnny’ego liczą się przede wszystkim jego bracia i honor, jednak doskonale zdaje on sobie sprawę z tego, że czasy świetności Lost już dawno minęły, a w XXI wieku ich bunt jest po prostu śmieszny.

Fabularnie TLAD od samego początku zazębia się z wątkiem Niko Bellica. Do czynienia mamy z niektórymi znanymi już postaciami, również sam Niko kilkukrotnie tu i tam przemyka. Poznajemy więcej detali dotyczących niesławnego wątku diamentów, ale co najważniejsze, poznajemy tragiczną historię gangu Lost. Dawno scenarzyści z Rockstar nie napisali tak przygnębiającego i zarazem klimatycznego scenariusza - wielkie brawa!

Pewnym zmianom uległa strona techniczna gry. Najważniejszą jest niewątpliwie modyfikacja modelu jazdy jednośladów - tak jak Niko ryzykował życiem za każdym razem, gdy tylko się dotykał motocykla, tak Johnny ze swojej maszyny praktycznie nie jest w stanie spaść. Do naszej dyspozycji oddano również zupełnie nowy arsenał. Podczas jazdy motocyklem niejednokrotnie życie uratuje nam sawn-off shotgun, podczas gdy wszyscy entuzjaści walki pozycyjnej, niewątpliwie docenią bomby i pistolet automatyczny.

Większym zmianom nie uległa oprawa graficzna, choć by lepiej oddać klimat gangu motocyklowego, na Liberty nałożony został ziarnisty filtr, a wszystko wokół wydaje się być jeszcze bardziej ponure, niż dotychczas. Skombinowane z nowym, przybrudzonym hudem i nowym fontem, tworzą niezwykłą mieszankę.

The Ballad of Gay Tony

Z brudnych i ponurych zaułków Alderney, TBOGT zabiera nas w bogate kręgi Algonquin. Jako Luis Lopez, współpracownik i ochroniarz klubowej legendy LC, Anthonego „Gay Tony’ego” Prince’a, mamy okazję spojrzeć na miasto nie z perspektywy małego gangstera, a z perspektywy faktycznej elity. Jednak nocne kluby, łatwe panienki i przelewające się litry szampana to tylko jedna strona medalu, gdyż Gay Tony przeżywa poważny kryzys - zarówno finansowy, jak i życiowy, a uporanie się z problemami szefa spocznie naturalnie na barkach Luisa.

Ballada jest już trzecią interpretacją najgorszego miasta Ameryki w uniwersum IV, tym razem jednak Rockstar postawiło na celowe przejaskrawienie - TBOGT aż kipi od akcji, krzykliwych barw (HUD!) i nieprawdopodobnych akcji. Walka z czterema śmigłowcami na szycie wieżowca? Jasne! Kradzież pędzącego wagonu pociągu? Tylko Luis tak potrafi!

Liberty widziane oczyma Luisa bardziej przypomina Vice - jest jasne, radosne i optymistycznie nastrajające. W tajemniczych okolicznościach zniknął również efekt rozmycia obiektów na horyzoncie, czyniąc świat przedstawiony jeszcze ostrzejszym i wyraźniejszym niż przedtem, a cukierkowego obrazu dopełniają jaśniejsze i bardziej bijące po oczach neony i dyskotekowa muzyka, która opanowała połowę stacji w mieście.

TBOGT oferuje nam całą masę nowości, które niewątpliwie szybko zdobędą serce niejednego gracza. Najważniejszą jest niewątpliwie oddanie do dyspozycji gracza spadochronów - tego brakowało wszystkim od czasów San Andreas. Teraz również i Luis może pobawić się w szybowanie po niebie - wrażenia niezapomniane.

Dalszemu rozwojowi uległ także arsenał, choć zdawać by się mogło, że tutaj panowie z Rockstar przedobrzyli. Ciężka broń maszynowa i ładunki C4 to jedno, ale strzelba z wybuchowymi nabojami i wytłumiony karabinek zakrawają już na sprzęt ze space opery, nie opowieści gangsterskiej.

Nie inaczej ma się sprawa nowych pojazdów - potrafiący zrównać z ziemią dosłownie wszystko śmigłowiec bojowy jest jedynie preludium do całej serii abstrakcyjnych
wehikułów - oczekujcie również super sportowych bryk, złotej limuzyny i czołgu oddziałów specjalnych. Wszystko to podczas wykonywania misji fabuły...

...A fabuła, co może zdziwić, nieco rozczarowuje. Mimo świetnych postaci i genialnie napisanych dialogów, historia Tony’ego specjalnie nie wzrusza. Może to wina charakteru Luisa, ale ciężko się zżyć z którymkolwiek zleceniodawcą, a misje przypominają mocno przesadzony film akcji - nie raz łapałem się na kręceniu głową widząc, jaki to absurd w kolejnym z rzędu zadaniu panowie z Rockstar dla mnie przygotowali. Ciekawą innowacją jest za to procentowe ocenianie sposobu wykonania misji i danie graczowi możliwości ich powtarzania po ukończeniu fabuły. Chociaż same noty mogą się wydawać zbędne, powtarzanie konkretnych zadań to coś, na co czekaliśmy w GTA od lat.

An open letter to NYC

Mimo wszystkich nowych możliwości, otwarcia klubów i zatrzęsienia wciągających mini-gier, epizody z LC cierpią na kilka bolączek.

Pierwszą jest niewątpliwie ich długość - większość graczy niewątpliwie podchodzi do epizodów po uprzednim ukończeniu GTA IV i dla nich zarówno TLAD jak i TBOGT są niczym więcej, jak tylko mission packami, które ukończyć można w jeden weekend.

Dziwi trochę brak pewnych stacji radiowych znanych z oryginału, zmiana profilu słynnego Vladivostok FM na muzykę dyskotekową, oraz zastąpienie istniejących stacji innymi, grającymi identyczny rodzaj muzyki. Po raz pierwszy w przypadku Grand Theft Auto można stwierdzić, że ścieżka dźwiękowa nieco rozczarowuje - naturalnie wciąż pełna jest wpadających w ucho utworów, to jednak nie to samo, co do tej pory.

Mimo drobnych niedociągnięć i typowego marudzenia fana serii, przyznać trzeba, że nie ma jednak na rynku lepszego DLC, niż epizody uzupełniające ostatnią wielką część Grand Theft Auto. Sposób, w jaki oba łączą się z fabułą podstawowej wersji i możliwości, jakie oferują są naprawdę godne uznania, a wydanie ich w wersji pudełkowej to znakomite posunięcie, które powinno usatysfakcjonować każdego miłośnika płyt, pudełek i plakatów. I chociaż EFLC raczej nie pojawi się w podsumowaniach branżowych roku 2010, nie zmienia to faktu, że dla posiadaczy platform PlayStation 3 i PC to jedna z najważniejszych tegorocznych premier.
9.09.0 9.89.8
  • świetnie uzupełnienie fabuły GTA IV
  • nowe postacie i znakomicie napisane dialogi
  • nowa broń, pojazdy i możliwości
  • morze wciągających mini-gier
  • niekoniecznie satysfakcjonująca długość rozgrywki
  • stosunkowo przeciętna ścieżka dźwiękowa

Opinie naszych Czytelników

04.05.2010 | 10:16 | sdr ocenił tę grę na 10
» Nie odpaliłem jeszcze Ballady, więc nie wiem dlaczego niektórym tak się TLaD nie podoba. Może to dlatego, że grali w obydwa dodatki bez żadnego odstępu czasowego i samoczynnie ujawnia się nam tutaj efekt porównania. Może faktycznie _w_porównaniu_ z TBoGT historia The Lost jest mniej atrakcyjna, ale czy to automatycznie znaczy, że jest fe? Nie sądzę.

Ja sobie "dawkuję" te dodatki coby je poczuć, a nie tylko przelecieć. Jestem w 3/4 TLaD i muszę przyznać, że Rockstar udało się wywrzeć na mnie na tyle duże wrażenie, że nie mogę sobie wyobrazić Johnny'ego podróżującego czym innym niż swoim Hexerem i nie mogę w czasie tych podróży słuchać niczego innego niż LCRR albo LCHC - mimo, że bardzo czekałem na VCFM i ten sexi głos Fernando Martineza; cóż będę musiał odłożyć to jeszcze do TBoGT ;) Jedyny minus to w zasadzie świadomość bliskości końca fabuły oraz fakt zarzucenia wątków blisko związanych z samym gangiem The Lost mniej więcej od połowy gry. Nie wiem, może w ostatniej ćwiartce ten motyw powróci - tak wnioskuję po tekstach w stylu "tragiczna historia The Lost" i "końcówka mocno przyśpiesza" co też mtz gdzieś tam napisał ;)
26.04.2010 | 21:47 | zpn ocenił tę grę na 10
» ja tam do ścieżki dźwiękowej nic nie mam, szczególnie muzyka klubowa pasuje do klimatu ballady.
ogolnie kawal dobrej roboty. :)
26.04.2010 | 09:52 | lothronik ocenił tę grę na 10
» Dokładnie takie same odczucia. Klimat TLaD kompletnie mi nie podpasował, natomiast od TBoGT nie mogłem się oderwać i po przejściu czułem się całkowicie spełniony. Podobały mi się zarówno misje jak i ten luzacki klimat.
25.04.2010 | 16:49 | neo_angin
» TLATD już jestem dość daleko i mogę stwwierdzić że jest straszne. Tylko i wyłacznie ze względu na te wszechobecne motory, których to nie cierpię z wielu powodów. Kupiłem go bo się wsdzyscy zrzucali no i to wciąż jest GTA.

TBOGT spodobało mi się od samiusieńkiego początku, a dopiero zrobiłem ze 3 misje ;]
Zaloguj się lub otwórz nowe konto w wortalu, aby zostawić komentarz...