Naughty Dog, wraz z zapowiedzią nowej części, ustawiło sobie poprzeczkę bardzo wysoko, gdyż po prostu nie wypada, aby trzecia wyprawa Drake'a okazała się słabsza od poprzedniej. Ja mam już tę przygodę za sobą i mogę stwierdzić bez cienia wątpliwości, że Uncharted 3 spełnia oczekiwania, dostarczając wspaniałą historię, od której wręcz ciężko się oderwać.
KOLEJNA PRZYGODA NATHANA: FABUŁA
Fabuła rozpoczyna się Londynie, gdzie Nathan wraz ze swoim mentorem i przyjacielem Sullym udają się do pubu, aby przeprowadzić interes życia - sprzedać stary pierścień Sir Francisa Drake'a za walizkę wypakowaną po brzegi brytyjskimi funtami. Jak się pewnie domyślacie - bo przyzwyczaiły nas do tego poprzednie odsłony - nie wszystko idzie zgodnie z planem i bohaterowie tracą zarówno cenny przedmiot jak i kasę, którą mieli za niego dostać. Osobą, której tak bardzo zależało na błyskotce okazuje się Katherine Marlowe, bardzo bogata przywódczyni tajnej organizacji, mającej swoje korzenie jeszcze w XVI wieku. Po co jej jednak przedmiot, pozbawiony wartości innej niż historyczna? Okazuje się, że ów pierścień może okazać się pomocny do odnalezienia zaginionego wieki temu miasta Ubar, zwanym też Iremem Filarów (
za Wikipedią). I myślę, że tyle informacji wystarczy, aby przedstawić ogólny zarys historii a jednocześnie nie psując Wam zabawy z jej poznawania. Historia bowiem stoi na bardzo wysokim poziomie, jest spójna, emocjonująca i posiada zaskakujące zwroty akcji, czyli wszystkie elementy, do których przyzwyczaiły nas dwie pierwsze wyprawy Drake'a, nie zapominając też o doskonałym humorze sytuacyjnym. Na uznanie zasługuje kreacja bohaterów, z którymi przez cały wątek fabularny gracz się identyfikuje i odczuwa emocje towarzyszące wirtualnym postaciom. Powraca Elena oraz Chloe, ale pojawią się też nowi - Charlie, o którym wiadomo niewiele więcej ponad to, że pomaga Drake'owi (a szkoda) oraz protagoniści, czyli wspomniana Marlowe i jej
prawa ręka, Talbot. Jest jeszcze jedna
nowa postać, pojawiająca się w pierwszych rozdziałach historii, jednak jej opisanie z pewnością zepsułoby wam niespodziankę przygotowaną przez dewelopera, dlatego musicie sprawdzić sami, kto to taki. Nadmienię też, że jako w tej części Sully bardzo często towarzyszy Nate'owi, przedstawiono bliżej relacje łączącą tych dwóch bohaterów. Ogólnie rzecz ujmując, przedstawiona historia jest iście filmowa - zarówno jeśli chodzi o treść jak i jej przedstawienie (niektóre ujęcia kamery to majstersztyk) - i nawet hollywoodzkie produkcje by się jej nie powstydziły. To właśnie ona stanowi jeden z tych elementów, powodujący, że ciężko odłożyć pada.
STRZELAJ, WSPINAJ SIĘ I MYŚL: ROZGRYWKA
Drugim jest rozgrywka, która praktycznie nie zmieniła się względem
dwójki, co nie znaczy, że nie dostarcza odpowiedniej dawki przyjemności z niej płynącej. Co ważne, autorzy posłuchali fanów i w tej części znalazło się więcej miejsca dla elementów chodzono-zręcznościowych oraz zagadek, choć to jednak strzelaniny cały czas stanowią główną oś zabawy. Są jednak bardzo emocjonujące - wymiany ognia odbywają się zarówno w cienkich korytarzach jak i na otwartych przestrzeniach, gdzie istnieje kilka możliwości taktycznych podejścia wroga, wykorzystując przy tym rozstawione osłony. Jeśli natomiast chodzi o dostępny arsenał, nie wprowadzono praktycznie żadnych zmian a Nathan może nosić przy sobie dwa rodzaje broni (lekką i ciężką) oraz granaty. Tutaj zastosowano ciekawe rozwiązanie, gdyż odrzucenie granatu wyrzuconego przez przeciwnika łączy się z prostą mini gierką wymagającą refleksu. Drobnej zmiany doczekał się również system walki wręcz, który oparto na ataku z pięści (kwadrat) i uniku (trójkąt) i połączono z wykorzystaniem elementów otoczenia - np. można wrogiem rzucić o ścianę czy rozbić na jego głowie szklaną butelkę. Wygląda to naprawdę efektownie i wymaga czujnego oka, aby odpowiednio zareagować na zamiary przeciwnika. Co ciekawe, niektóre fragmenty można rozegrać na dwa sposoby - albo wywiązując strzelaninę albo podchodząc wrogów po cichu i tak samo ich zabijając.
Jeśli chodzi o elementy zręcznościowe, tych w grze też trochę się znalazło i nie raz zdarzy się, że Nathan będzie musiał wspiąć się po rurach i gzymsach i wykorzystać siłę rąk i nóg, aby dostać się do wysoko położonego przełącznika czy drabiny. Deweloperzy pozytywnie zaskoczyli mnie natomiast w kwestii zagadek, gdyż tych jest więcej niż w poprzedniej części a przy dwóch czy trzech musiałem dłużej pomyśleć, aby ruszyć dalej. Choć pomocną dłonią służą zarówno towarzysze jak i dostępne pod SELECTEM notatniki i umieszczone w nich wskazówki, wcale nie podają rozwiązania jak na dłoni i zmuszają do główkowania. Co jednak najważniejsze, gracz w całej rozgrywce nie uświadczy uczucia nudy a dodając do tego fragmenty pościgów oraz kilka innych oryginalnych rozwiązań, o których z wiadomych powodów nie chcę pisać, odnosi się wrażenie, że Uncharted 3 jest grą, która zawiera wszystkie elementy cechujące gatunek
akcja/przygoda i do tego wykonane na najwyższym poziomie.
PUSTYNIA I BOBEREK: AUDIOWIZUALIA I POLONIZACJA
O oprawie graficznej i ogólnie o całym zapleczu technicznym serii pisano już nie raz a zachwytom - szczególnie w przypadku Uncharted 2 uważanym przez wielu z najładniejszą grę na konsolach w historii - nie było końca. Nasuwa się wam pewnie pytanie czy w takim razie Uncharted 3, wydany dwa lata później, przebił fenomenalnie wyglądającego przeciwnika? Najlepszą odpowiedzią będzie chyba taka, że obydwie produkcje wyglądają tak samo pięknie i obie - na równi - są bezapelacyjnie najładniejszymi grami na Playstation 3. Ciężko je porównać choćby dlatego, że akcja tych dwóch tytułów ma miejsce w różnych zakątkach świata - w
dwójce zwiedzaliśmy Nepal czy Tybet, natomiast trzecia część przenosi gracza do Syrii i Jemenu. Tam był najbardziej realistyczny wirtualny śnieg, tutaj natomiast autorzy ponownie dokonali niemożliwego programując niesamowity piasek. Zresztą fragment, w którym bohater przemierza samotnie rozpaloną od słońca pustynię, spragniony i nie mający pojęcia, w którym kierunku się udać pozostaje na długo w pamięci. Inne poziomy również zachwycają, zarówno jeśli chodzi o ich przemyślaną konstrukcję, jak i ogromną ilość szczegółów czy przepiękne widoki w tle (panorama nocnego Londynu wygląda zjawiskowo) a to wszystko okraszone ostrymi teksturami i fantastycznie wykonanymi efektami - grą światłem czy też realistycznymi płomieniami i wodą. Całości dopełniają szeroki wachlarz płynnych animacji, szczegółowo oddane modele postaci czy budująca klimat ścieżka dźwiękowa. Produkcja jest naprawdę piękna i wręcz grzechem byłoby nieobejrzenie jej na własne oczy.
Jestem zobowiązany też wtrącić kilka słów o polskim tłumaczeniu, gdyż - jak to polski oddział SCE ma ostatnio w zwyczaju - Uncharted 3 doczekał się pełnej lokalizacji, zarówno jeśli chodzi o tekst jak i dubbing. Co jest oczywiste, ten drugi nie może równać się z oryginalnymi głosami z Nolanem Northem na czele, jednak nasi aktorzy spisali się bardzo dobrze. Ponownie usłyszeć możemy Jarosława Boberka jako Nathana, zaś w rolę Katherine Marlowe wcieliła się Krystyna Janda, która wydaje się wręcz stworzona do tej roli - nie tylko od strony dźwiękowej, ale również wizualnej, gdyż obie panie są na pierwszy rzut oka do siebie podobne. Większych wpadek nie uświadczyłem, czasem delikatnie raziła zła intonacja, ale całość wyszła bardzo w porządku i przejście gry w języku polskim nie odbiera jej uroku.
W GRUPIE RAŹNIEJ: MULTIPLAYER I KOOPERACJA
Podobnie jak miało to miejsce w poprzedniej części, autorzy zadbali o tryb wieloosobowy, zarówno sieciowy jak i dla osób preferujących rozgrywkę na jednej kanapie. Jak spora część graczy mogła się przekonać za sprawą beta testów, multiplayer w Uncharted 3 jest podobny do swojego poprzednika, jednak bardziej rozbudowany. Autorzy udostępnili siedem standardowych trybów - jest deathmatch tradycyjny oraz drużynowy, drużynowe cele zmieniające się dynamicznie podczas rozgrywki, walka trzech dwuosobowych teamów, unchartedowa odmiana capture the flag czy też tryb hardkor, w którym liczą się tylko umiejętności gracza. Map natomiast jest jedenaście - większość wyciągnięto z poziomów dostępnych w trybie dla pojedynczego gracza, jest jednak kilka innych, jak np. wieżowiec czy opuszczony dok na łodzie podwodne. Aby zapewnić różnorodność rozgrywki, zadbano o szereg możliwości kustomizacyjnych dla graczy. Jeśli chodzi o wygląd postaci, można wybrać jedną z tych dostępnych na liście (są też postacie z poprzednich części) lub stworzyć swoją własną wybierając kolor skóry, ubranie czy barwę głosu. Pobawić się można również w tworzenie własnego emblematu, który wyświetla się na planszy a także wybrać swoją cieszynkę, czyli animację, która uruchamia się po zabiciu przeciwnika, najczęściej prowokującą. Jedna z nich nazywa się
Pocałuj mnie w..., więc pewnie domyślacie się o czym piszę. Jednak wygląd nie jest tak ważny, jak wyposażenie, więc i w tej kwestii istnieje spore pole do popisu. Oprócz wyboru broni długiej i pistoletu, istnieje możliwość dobrania dwóch dopalaczy oraz medalowego kopa. Dopalacze - jak sama nazwa wskazuje - są to dodatkowe umiejętności ułatwiające nieco rozgrywkę, jak szybsze poruszanie i regeneracja, niewykrywalność na radarze lub dodatkowe miejsce na granat. Wszystkich jest około czterdziestu. Natomiast medalowe kopy to jednorazowe ulepszenia, które aktywują się po zdobyciu określonej liczby medali podczas jednego meczu. Medale z kolei zdobywa się za wykonywanie różnych czynności, np. za zabicie kilku wrogów pod rząd, zepchnięcie przeciwnika z krawędzi, asystowanie czy zabicie kogoś granatem z odległości 50 metrów. A to tylko przykłady, bo wszystkich gratyfikacji jest ponad siedemdziesiąt. Wracając jednak do medalowych kopów, wybierać można spośród wyrzutni rakiet, możliwości wyrzucenia trzech granatów na raz, odkrycia pozycji przeciwników na radarze, stania się praktycznie niezniszczalnym na krótki czas w zamian za spowolnienie ruchów czy w końcu... zamianę w rój pająków, aby uciec spod ostrzału. Wszystkie wyżej wymienione modyfikatory nie są oczywiście dostępne od początku - trzeba kupić je za pieniądze zdobywane podczas rozgrywki oraz posiadać odpowiedni poziom doświadczenia. Widać więc jak na dłoni, że tryb sieciowy w Uncharted 3 jest naprawdę sporych rozmiarów a każdy gracz bez wątpienia stworzy postać pasującą do jego stylu gry i będzie się przy tym świetnie bawił. Szczególnie, że rozgrywka jest bardzo zbliżona do tej z trybu fabularnego, z drobnymi różnicami jak uproszczona walka wręcz czy możliwość sprintu na krótkich dystansach. Dodano też okno, w którym można przeglądać filmy, m. in z najlepszymi meczami z ostatniego tygodnia.
Wspomniałem na początku poprzedniego akapitu o trybie kooperacji i chciałbym tę - ostatnią już - kwestię w kilku zdaniach rozwinąć. Od razu uprzedzam, że tryb ten nie daje możliwości przejścia trybu fabularnego z kolegą. Autorzy przygotowali zestaw kilku fabularnych misji, w których występują protagoniści znani z poprzednich części (np. Lazarevic), podobnie jest z dostępnymi mapami - historia toczy się zarówno na terenie Syrii jak i Borneo, czyli jednej z plansz w Uncharted 2. Jest to z pewnością oryginalne rozwiązanie, które nie dość, że przedłuża zabawę z tytułem to pozwala uczestniczyć w niej dwóm osobom jednocześnie. Drugim kooperacyjnym trybem jest Arena, w której z grubsza chodzi o przetrwania fal napierających wrogów i wykonywanie pomniejszych misji, jak np. dostarczenie antycznego posążku we wskazane miejsce. Oczywiście, wszystkie opisane we wcześniejszym akapicie usprawnienia w kooperacji również obowiązują.
LEPSZEJ PRZYGODY NIE PRZEŻYJECIE: PODSUMOWANIE
Jeśli przeczytaliście wszystko co wyżej napisałem, doszliście pewnie do wniosku, że Naughty Dog stworzyło grę perfekcyjną, pozbawioną jakichkolwiek wad. A tak nie jest: sztuczna inteligencja wrogów czasem nie działa tak jak powinna, przez co przeciwnicy nie reagują na celującego do nich Nathana. Podczas rozgrywki parę razy doczytywały mi się tekstury i wyłapałem kilka wpadek technicznych, jak nienaturalne animacje postaci czy przenikanie przez rzeczy martwe. Są to jednak tylko drobnostki, kompletnie nie mające znaczenia przy przyjemności płynącej z rozgrywki i niesamowicie wciągającej, filmowej historii, którą chce się przeżywać wraz z bohaterami od początku do końca. I właśnie te dwa elementy w Uncharted 3 są perfekcyjne, dlatego ocena nie mogła być inna niż maksymalna. I choć pewnie część osób zarzuci tytułowi pewną schematyczność rozwiązań, o odcinaniu kuponów nie może być mowy, gdyż gra dostarcza takich samych przeżyć zarówno tym, którzy grali w poprzednie części jak i osobom, które z Nathanem zetkną się po raz pierwszy. I to jest właśnie małe mistrzostwo producenta, gdyż przez całą rozgrywkę ani przez moment nie pomyślałem, że
gdzieś to już widziałem.
W trzeciego Uncharted po prostu trzeba zagrać, gdyż jest to jeden z ostatnich, wielkich tytułów na tę generację konsol.