Mówię tu chociażby o Start the Party!, Sports Championships czy Kung Fu Rider. Były to takie tytuły, które miały zapewnić posiadaczom Playstation 3 kilka godzin zabawy z wykorzystaniem większej ilości kończyn aniżeli tylko palców i choć spełniły swoją rolę, nie oferowały nic więcej ponad to. Teraz mamy listopad roku 2011 i firma uderza z kolejną ofensywą tytułów korzystających wyłącznie z Move’a a jednym z nich jest recenzowany tutaj Carnival Island.
Gra jest zestawem mini-gierek, stanowiących odpowiednik tych, które na ogół znaleźć można w wesołym miasteczku. Jest więc rzucanie piłką w odpowiednio punktowane otwory, pierścieniem, aby trafił na butelki, zbijanie puszek, trafianie do kosza, rzucanie monetą czy celowniczek, w którym z pistoletu na korek trafiać do makiet bandytów pojawiających się na planszy. Wszystkich konkurencji jest siedem a każda z nich posiada kilka odmian, co daje łącznie około trzydziestu pięciu gier. Aby nieco wydłużyć zabawę, każda z gier posiada wyzwania, jak np. zdobycie określonej liczy punktów czy zbicie przedmiotów z konkretnego miejsca, zaś ich zaliczenie, poza satysfakcją, pozwala odblokować kolejne konkurencje oraz wirtualne zwierzaki, towarzyszące nam na ekranie przy ponownej zabawie. Pozostałymi atrakcjami, jakie znaleźć można w wesołym miasteczku, są dwa sklepy, w których można - za zarobione na konkurencjach bilety - albo zakupić baloniki albo różne przedmioty, które bohater (chłopiec albo dziewczynka) mogą dzierżyć w dłoni. Zaznaczę jednak, że jest to tylko dodatek, bo wspomniane przedmioty są kompletnie do niczego nieprzydatne, jeśli chodzi o rozgrywkę. Ostatnim zakamarkiem, który można odwiedzić jest pokój luster, gdzie za pomocą kamerki można sobie pstryknąć zabawne zdjęcie i zapisać je na konsoli lub opublikować na portalu społecznościowym. Całość okraszona jest prostą historią z ładnie wykonanymi rysunkowymi przerywnikami, w której właściciel podupadłego wesołego miasteczka prosi dwójkę dzieciaków, aby przez udział w kolejnych konkurencjach pomogli przywrócić je do życia.
Co jednak ważne w takich produkcjach, gra nie frustruje i przechodzenie kolejnych konkurencji potrafi sprawić frajdę, jednak tylko na krótką metę, szczególnie grając samotnie. Moja luba wszystkie konkurencje przeszła w półtorej godziny i choć na co dzień nie obcuje z konsolami, nie miała większych problemów z zaliczeniem dwóch wyzwań w każdej z nich, potrzebnych do odblokowania kolejnej gry. Wyraźnie widać, że produkt został wypuszczony z przeznaczeniem dla dwóch lub większej ilości osób, które bawić mogą się kilkoma kontrolerami lub jednym, na zmianę. Wtedy gra dostarczyć może kilka chwil emocji i dobrej zabawy, szczególnie wśród dzieciaków. Co jednak jest bolączką gry, loadingi trwają zdecydowanie za długo a kolejnych konkurencji nie można odpalać jednej po drugiej, gdyż po zaliczeniu każdej trzeba przebić się przez ekrany z podsumowaniami.
Carnival Island: Wesołe Miasteczko polecam więc osobom, które mają już dość wycierania kurzu z kontrolera Move i chcą za jego pośrednictwem pobawić się wspólnie z przyjaciółmi lub rodziną. Samotny gracz natomiast, choć przez godzinkę lub dwie dobrej zabawy też może uświadczyć (szczególnie za sprawą wspomnianych już wyzwań), potem najpewniej tytuł wyląduje na półce i przeleży na niej do kolejnej wizyty młodszej części rodziny. Jest to po prostu jedynie niczym niewyróżniający się tytuł po raz kolejny ukazujący potencjał kontrolera Move, nie oferujący jednak nic więcej.