Avatar
Witaj Gościu
Seria Burnout, której cztery pierwsze części ukazały się na Playstation 2 jest doskonałym przykładem ewolucji jaka się może dokonać na pojedynczej platformie.
12.01.2008 | daniru
Nie inaczej jest tym razem - przejście na nową generację zrewolucjonizowało serię niemalże pod każdym aspektem.

Zapomnijcie raz na zawsze o zamkniętych trasach, czy ustawionych do bólu crashach. Tym razem wszystko jest spontaniczne a esencją gry jest eksploracja. Od samego początku gry macie dostęp do całego Paradise City, wszystkich jego zakamarków. Oczywiście nie wszystkie wyścigi są od razu dostępne - w miarę postępów w grze nasze prawo jazdy jest aktualizowane co pozwala brać udział w niedostępnych wcześniej eventach. Będzie ono także zawierało nasze najlepsze wyniki i będzie swego rodzaju wizytówką podczas gry online. Powracając do free roamingu, wszystko jest tutaj dostępne "od ręki", bez żadnych loadingów. Aby rozpocząć wyścig wystarczy na jednej ze 120 sygnalizacji świetlnych wcisnąć L2+R2. Zainicjuje to rozpoczęcie wyścigu lub Road Rage. Niestety, Burnout utracił trochę swojego arcadowego feelingu i w wypadku przegranej nie ma mowy o restarcie. Jeżeli więc w trakcie wyścigu przejechaliście pół miasta to musicie wrócić na sam początek trasy. Ten aspekt wzbudza wiele kontrowersji i sam przyznaję, że nie jestem z tego zadowolony, ale nic nie jest przesądzone, być może taka możliwość pojawi się w finalnej wersji gry.

Kolejną ofiarą przejścia na next-geny padł tryb Cash. Teraz nazywa się on Showtime i to nie jest jedyna zmiana jakiej tutaj doświadczymy. Teraz można go uruchomić kiedykolwiek, nawet w trakcie wyścigu czy gry online, nie ma odgrywania przygotowanych wcześniej akcji, wszystko odbywa się w czasie rzeczywistym. Osoby, które miały okazję przetestować ten tryb osobiście nie były nim zachwycone na początku, ale w miarę zdobywania umiejętności przysparzał więcej radości. Ponownie pojawią się fikcyjne pojazdy a twórcy wymyślili nietypowy sposób na ich zdobycie. Otóż w miarę postępów w grze, będziemy odblokowywać nowe pojazdy, lecz nie będą się one od razu pojawiały w naszym garażu. Taki pojazd trzeba będzie wytropić na mieście i zrobić na nim Takedown, dopiero wtedy będzie można zasiąść za jego kierownicą. Na szczęście takie auta będą się cały czas kręcić niedaleko nas, więc nie będzie kilkugodzinnych poszukiwań. Będąc przy samochodach, nie możemy ich tuningować poza zmianą koloru. Jeżeli samochód będzie bardzo zdewastowany, można zajechać do serwisu. Na mieście są także stacje benzynowe, które uzupełnią pasek boosta.

W poprzednich częściach Burnouta, twórcy w każdej części wprowadzali pewne modyfikacje które wywoływały wśród fanów burze i spięcia. Tym razem dostaniemy wybór np. jak ma się zapełniać pasek boosta, czy tak jak w części 1, 2, 3 czy Revenge. Taki sam los spotka Traffic Checking czyli uderzanie w tył pojazdów używając ich jako broni znane jedynie z Revenge. Możemy sobie tą opcję wyłączyć albo zostawić - co kto lubi. Nie wiadomo jak się to będzie odnosić do rozgrywek online, prawdopodobnie zostanie to ujednolicone. Jeżeli już jestem przy multiplayerze to po krótce opiszę grę online.
Pojawił się tutaj bardzo wygodny i podręczny system uruchamiania gry i zapraszania przyjaciół "w locie" co tutaj nazywa się Easy Drive. Wystarczy wcisnąć prawy przycisk na D-padzie i uruchomi się okienko zastępujące online lobby. Można tutaj zapraszać przyjaciół i wybierać przeróżne zmagania. Uzyskujemy także możliwość utworzenia dowolnej trasy wyścigu zaznaczając na mapie punkt startu i metę. Bardzo ciekawym patentem jest wykorzystanie PS Eye. Przyda się ona nie tylko do zrobienia swojego avatara online czy zdjęcia do prawa jazdy ale także podczas rozgrywek online. Grając z przyjaciółmi, przy każdej kraksie kamerka robi nam zdjęcie i wysyła innym graczom. Mugshoty, to świetny pomysł, zwłaszcza że wiemy jakie miny robią gracze podczas takedowna.


Grafika jest nie do opisania - to trzeba zobaczyć na własne oczy. Jak zwykle największe wrażenie robią kraksy i karambole, nie inaczej jest tutaj. W momencie uderzenia ekran nabiera ostrości, włącza się czarno-czerwony filtr i w zwolnionym tempie możemy obserwować jak auto rozpada się na setki części, kawałki szkła latają w powietrzu. Jest to niesamowity widok, w żadnej samochodówce nie znajdziecie czegoś takiego. Oczywiście wszystko śmiga w 60 fps i to wszystko dzięki nowemu silnikowi. Pozwala on na niesamowitą grę świateł i cieni co potęguje wrażenia. Sam system zniszczeń jest dużo bardziej realistyczny a samochody mają znacznie więcej stref które ulegają destrukcji. Jedyne co mnie do końca nie urzekło to samo miasto. W porównaniu do poprzednich części jest strasznie monotonne, może i jest wielkie ale mam wrażenie że jadę cały czas w tym samym miejscu. Brakuje mi tutaj takiej różnorodności jaka była w Revenge - włoskie miasto, las i złomowisko, miasteczko w górach. Być może w pełnej wersji pojawią się bardziej charakterystyczne dzielnice.

Jeżeli jest coś, co obyło się bez zmian to jest to kwestia audio. Powróci po chwilowej nieobecności radiostacja Cash FM. Soundtrack typowy dla serii i efekty dźwiękowe w systemie 5.1 - tego możemy się spodziewać. Twórcy obiecują także downloadable content wypuszczany systematycznie po wydaniu gry. Oby nie skończyło się tak, jak z Burnout Dominator na PSP gdzie udostępniono raptem dwie dodatkowe trasy.

Burnout Paradise zbliża się wielkimi krokami, premiera już 25 stycznia. Czy te wszystkie wprowadzone zmiany wyszły Burnoutowi na dobre dowiecie się z recenzji na kikoo do przeczytania której serdecznie zapraszam już niebawem.

Opinie naszych Czytelników

Zaloguj się lub otwórz nowe konto w wortalu, aby zostawić komentarz...