
04.06.2008 | Heviro
Na szczęście nie zapomniano i o nas, konsolowcach, przez co mieliśmy już szansę pobawić się z tą serią w grze o podtytule : Modern Combat. Tym razem czas przyszedł na Bad Company.
Podziwiam developerów, którzy po Call of Duty 4 biorą się za tworzenie FPS'ów w naszych realiach. Dlaczego? Stąpają po miękkim gruncie, gdyż nie ma siły by nowa strzelanka z SAS'ami i Rangers'ami na pokładzie nie została porównana do gry Infinity Ward, w której grafika, kampania i tryb wieloosobowy jest wykonana fenomenalnie. Dlatego też dla większości zespołów, stworzenie czegoś co przewyższy, bądź też zbliży się nieco do poziomu Modern Warfare, jest nierealne. Jednak można też obejść żmudną drogę do sukcesu krótszą drogą, i tą właśnie ścieżkę obrało szwedzkie DICE przy tworzeniu nowego Battlefield'a.
Wesoła kompania.
DICE chwali się, że Bad Company jest pierwszą grą z całej serii, która będzie posiadała rozbudowany tryb dla pojedynczego gracza, dlatego postarajmy się skupić na tej przechwałce, ok? Mamy konflikt we współczesnej Europie, na polu bitwy staje Zachód przeciwko Wschodowi, koniec. I teraz zaczynają się nowości, po primo nie ganiamy bezimiennym chłopakiem, nasz protoplasta nazywa się Preston Marlow i jest żółtodziobem, który został przydzielony do B-Company. Gość ma ciekawe podejście do wojny, dosyć cyniczne. Ogólnie swoisty cynizm i towarzyski klimat mają być jedną z sił napędowych kompanii, ale powróćmy do obsady. Tak jak napisałem wcześniej, nasz bohater dołącza do drużyny, która nie składa się tylko z jednej osoby. Głównym dowodzącym jest Serge (czy będzie standardowo, gburowatym szefem? Tego się jeszcze dowiemy), kolejnym naszym kompanem jest Haggard (jegomość można krótko opisać - świr, maniak któremu się aż gotuje, gdy zobaczy jakiś domek, murek, czy wychodek. On musi sobie strzelić z granatnika i zmienić budynek w pierzynę), ostatnim członkiem naszej grupy jest wyszczekany Sweetwater, który zawsze ma własne zdanie na każdy temat. Jak widzicie, nasza kompania jest bardzo "ciekawa" i nietuzinkowa. Oczywiście wszystkie działania wojenne wykonujemy w zespole, ale nie łudźcie się, że pokierujecie poczynaniami tej trójki wydając im jakieś proste rozkazy. To nie wycieczka do Vegas, a wojna, więc nasi towarzysze będą sami myśleć i odpowiednio działać, no prawie... bo pojazdami, które są wizytówką serii, będziemy musieli pokierować własnoręcznie.
Złoto - złota gorączka
Mamy już nasz dream team, mamy wojnę, więc dlaczego B-Company jest nazywana "złą"? Otóż nasi chłopcy doszli do wniosku, iż "armia daje nam wspaniały powód do walki, ale my znaleźliśmy lepszy...", a co może być "lepsiejsze" od bronienia amerykańskiego stylu życia? Złoto, a dokładniej wypchane złotem skrzynie. Goście z DICE wpadli na świetny pomysł konstrukcji kampanii, a pisząc dokładniej, każda z misji rozgrywa się na sporych rozmiarów mapach (dla fanów Battlefield'a to nic nowego, seria zawsze słynęła ze sporych rozmiarów pól bitew), od dowództwa dostajemy rozkaz, np.: wyparcia Rusków z pewnej wioski. Od tego momentu możemy ruszyć prosto do celu, jak w innych fps'ach, bądź też pozwiedzać mapę i poszukać owych skrzyń ze złotem. Oczywiście złoto swoją wartość ma, więc nierzadko czekać nas będą zacięte walki o jej prawowitą własność, a pomyślcie sobie ile takich skrzyń może być poukrywana na planszy? Na pewno sporo, więc znalezienie ich wszystkich na pewno wydłuży czas zaliczenia kolejnych zadań, zleconych przez "górę". Mimo, że działamy w drużynie, nie napalajcie się na co-op'a, bo go tutaj nie ma, co ze względu na klimat gry, może trochę boleć.
Keine muren.
Dzięki wysokiej mocy obliczeniowej najnowszych konsol i stworzeniu, specjalnie na potrzeby gry, nowego silnika o nazwie Frostbite (mroźne dziabnięcie, brzmi jak dobry drink), Bad Company umożliwia nam rozpirzenie wszystkiego co jest tylko w zasięgu naszego wzroku. Wyobraźcie sobie taką akcję, szturmujesz dom pełny uzbrojonych po zęby przeciwników, przebijasz się ciężko, centymetr po centymetrze, aż nagle w oknie złowieszczo błyska lufa CKM'u. W takiej chwili nie myślisz o niczym innym, jak znalezienie bezpiecznej kryjówki,
z której powoli się wychylając, czekasz na okazję ustrzelenia operatora karabinu. Nagle patrzysz, a w rogu ekranu miga ikona granatnika, informująca, że został ci jeszcze jeden granat. No to na co czekasz? Strzelasz prosto pod "balkon", na którym stoi irytujący CKM i po chwili możesz już się cieszyć widokiem zawalającej się ściany. Czyż to nie może być piękny widok? Mało tego, wkurzają cię drzewka, bo nie możesz spokojnie sobie namierzyć celu? A od czego masz granat czy też wyrzutnię? Pobaw się w nowoczesnego drwala i z zagajnika uczyń prawie, że amerykańską prerię. Oczywiście nie wszystko da się zniszczyć, czasami trafiają się ściany toporne na nasz arsenał, a trzeba przyznać, że w naszym ekwipunku nie uświadczymy czegoś specjalnego. Ot wojenny standard. A pewnie sami przyznacie mi rację, że gdy jest możliwość niszczenia otoczenia, to liczba( i różnorodność) dostępnej broni powinna być większa. Zresztą z uzbrojeniem jest związana mała afera, ale o niej wspomnę na końcu. Cieszy mnie to, że każda z broni ma inną siłę przebicia, co urozmaica radochę z totalnej destrukcji. Pozwolę pominąć sobie opisanie dostępnych pojazdów, bo tu na rewolucję raczej się nie zapowiada. Reasumując, szykuje się rajcująca zabawa dla pojedynczego gracza, a co z multi?
Zabawa w grupie
Co do wieloosobowej kampanii, to nasuwa się tylko jedno pytanie. Czy w "wielograczotrybie" (profesor Miodek, po odczytaniu tego słowa, dostałby palpitacji serca) gracz będzie mógł rozpirzyć otoczenie jak w singlu? Jak myślicie, jaka jest odpowiedź? Twierdząca! Teraz kamperzy będą mieli poskładane, tzw. "no place to hide".hehe To będzie prawdziwa wojna na 20-24 graczy. Oczywiście jak przystało na Battlefield'a, mamy kilka klas specjalistów, m.in. szturmowiec, medyk, czy zwiadowca. Każdy z nich ma swoje drzewko rozwoju, które wraz ze zdobywaniem doświadczenia, odblokowuje nowe bronie czy zdolności. Za specjalne zasługi na polu bitwy otrzymamy medale.
Czas na te dwie aferki, o których wspomniałem wcześniej. Pierwsza z nich dotyczy broni, mianiowicie podczas bety, gracze z 360-tki odkryli napis, że kilka broni otrzymać można tylko zakupując je na market place. Z jednej strony, nie ma się czemu dziwić, to przecież Electronic Arts, z drugiej jednak balans broni, który jest tak ważny, a jednocześnie tak trudny do osiągnięcia bierze w łeb cały system. Bo żeby gracz cokolwiek kupił, musi wiedzieć, że broń wyróżnia się czymś więcej jak tylko wyglądem. Po tej burzy, jaką wywołali gracze, EA cofnęło swój pomysł, dzięki temu nowe bronie trzeba odblokować, a nie kupić... i dobrze. Drugi zgrzyt to tryb wieloosobowy, a dokładniej brak ,ulubionego przez fanów trybu, conquest. Twórcy zastąpili go nową odmianą, tzw. gold rush, tylko pytanie brzmi, o co w nim chodzi? Wyjaśniam, chodzi w nim o to by drużyna atakująca w czasie rozgrywki zdołała wykraść przeciwnikowi dwie skrzynie ze złotem, oczywiście przeciwna drużyna ma do tego nie dopuścić broniąc skrzynki z całych sił.W kolejnej rundzie następuję zamiana atakująca broni a broniąca atakuje . Taki udziwniony team deatchmatch, niestety podczas bety, gracze niezbyt pochlebnie wypowiadali się na jej temat, dlatego ku zaskoczeniu, EA/DICE obiecało wszystkim, że niedługo po premierze gry, użytkownicy Battlefield'a otrzymają bezpłatny dodatek, zawierający flagowy tryb serii, czyli wcześniej wspomniany conquest.
Koniec odprawy
Na koniec mogę w paru słowach wspomnieć o grafice i oprawie dźwiękowej. Otóż strona graficzna prezentuje się bardzo dobrze, może nie jest tak porywająca jak w Call of Duty 4, ale patrząc prze pryzmat możliwości silnika, to i tak gra nie odbiega od standardów. Dym, otoczenie, sypiący się gruz, czy postacie, jest na co zawiesić oko. Za to oprawa dźwiękowa to poezja, lektorzy też spisali się na medal, a udźwiękowienie broni, cóż, nie mogę się doczekać by usłyszeć te piękne brzmienie. Powiadam wam, kupujcie zestaw głośników, bo inaczej wiele stracicie. Po prostu szykuje się porządna, męska przygoda, doprawiona czarnym humorem (tak, zawleczki naprawdę mają te kozackie uśmieszki) i całą masą destrukcji. Czas założyć wojskowe buty i wyruszyć na front, przygotujcie się, nasza wojna rozpocznie się 23 czerwca.