Avatar
Witaj Gościu
Yakuza jest niezwykle chwytliwą marką, przynajmniej w Japonii, a przy okazji dla wielu fanów Shenmue zapełnia pustkę jaka pozostała po braku kolejnej części przygód Ryo Hazukiego.
21.02.2010 | auronix
auronix: Yakuza jest niezwykle chwytliwą marką, przynajmniej w Japonii, a przy okazji dla wielu fanów Shenmue zapełnia pustkę jaka pozostała po braku kolejnej części przygód Ryo Hazukiego. Dotychczas wszystkie części, poza epizodycznymi 50 tysiącami Yakuza 2 w USA, ukazały się wyłącznie u skośnookich braci, powodując tym samym ogromną chęć wypróbowania chociażby trzeciej części przez zachodniego odbiorcę. Jako, że Yakuza 3 ma mocne poplecznictwo w Sony, SEGA postanowiła wydać grę także w Europie co dla wielu osób jest niesamowitą szansą na osobiste doświadczenie niezwykle egzotycznego japońskiego półświatka przestępczego. Dzięki dostarczonemu na PSNetwork demo możemy o grze dowiedzieć się już nieco więcej. Czy jest na co czekać i przede wszystkim czy ryzyko podjęte przez "niebieskich" się opłaci?

mtz: "GTA-killer", "Najlepsza gra gangsterska ever", "Niesamowicie grywalny tytuł" - z takimi określeniami spotkałem się po raz pierwszy usłyszawszy o Yakuzie 3. Przez długie miesiące płakali na forach gracze, którzy nie mogli zrozumieć, czemu przygody Kazumy Kiryu nie zostaną udostępnione poza Azją. W końcu jednak nadszedł ten dzień: Sony ogłosiło wersję nowej Yakuzy dla "białasów". Już 12 marca roku bieżącego wcielić będziemy mogli się w twardziela z najsłynniejszej japońskiej mafii i przetrzepać skórę kilku oprychom. Zamieszczone na PSS demo przekonać nas miało, że warto wyciągnąć spod poduszki ostatnie grosiki i wykosztować się na Yakuzę 3. Tymczasem okazuje się, że to może być najbardziej specyficzny tytuł, który ukaże się na przełomie tej zimy i wiosny.

auronix: Mówiąc "specyficzny tytuł" od razu rozwiewamy wszelkie wątpliwości - porównania Yakuzy do GTA mają się do siebie nijak. SEGA stawia w o wiele większym stopniu na aspekt przygodowy aniżeli Rockstar'owa rozpierducha. Nie pośmigamy Kazumą po mieście na rowerze, samochodem czy też motocyklem, jak i również nie ma szans na oklepanie michy każdemu napotkanemu NPC. W demie wszystko sprowadza się do eksploracji pewnej części fikcyjnego miasta Kamurocho. Na początku możemy trochę pozwiedzać jedną z dzielnic lub też od razu przejść do meritum związanego z fabułą i wziąć udział w incydencie w klubie Stardust. Kazuma zupełnie przypadkowo zostaje wplątany w bijatykę, którą zapoczątkowali członkowie jednej z rodzin mającej aspiracje zrobienia sobie z klubu bazy wypadowej do mających się odbyć w przyszłości krwawych walk o wpływy. O ile o samej historii nie możemy się dowiedzieć zbyt wiele, oprócz tego co jest stawką starć, o tyle poznamy sam system walki, który wydaje się być mocnym punktem produkcji.

mtz: Kwadratem wyprowadzamy cios standardowy, trójkątem tzw. "finisher", kółkiem stosujemy rzuty, a krzyżykiem uniki. Wszystko to składamy w kombosy, dające nam premie do obrażeń. Żeby nie było zbyt nudno, Kazumę wyposażyć możemy w różne rodzaje broni: Nasz heros zawalczy nie raz laską, kastetami, czy nunczakiem. Jeśli akurat nie mamy niczego w ekwipunku, nic nie stoi na przeszkodzie, żeby posłużyć się otoczeniem. Wspomniany klub Stardust pozwala nam na wykorzystanie puf, taboretów i lamp, natomiast na ulicach nie raz skorzystamy z rowerów, bądź też koszy na śmieci. Ten aspekt rozwiązany został naprawdę po mistrzowsku. Może brakuje tu powalających animacji rodem z Batman: Arkham Asylum, ale wśród wspaniałych kombosów i latających wokół mebli nikt nie zwróci na to uwagi.

auronix: W pierwszym starciu po naszej stronie staną właściciele klubu jednak ich przydatność wydaje się być żadna. Można śmiało powiedzieć, że robią bardziej za statystów co jest o tyle zaskakujące, że w walkach znajdziemy także znany system QTE, którego wykorzystanie w takich momentach byłoby jak najbardziej na miejscu (magiczna kooperacja). Wypada mieć nadzieję, że w pełnej wersji takowy patent został zaimplementowany. Wspomniana przez Ciebie możliwość użycia elementów otoczenia przywołuje od razu na myśl staroszkolne chodzone bijatyki 2D, co w połączeniu z dzisiejszymi standardami (wspomniane QTE) daje naprawdę masę frajdy. Innym ważnym elementem, obok fabuły i systemu walki, jest eksploracja miasta. Tętniące życiem ulice czy tłumy przechodniów, którzy momentami pojawiają się znikąd. Czyżby SEGA pozazdrościła Star Trek'owi motywu z teleportacją? Dzisiejsze konsole pozwalają na naprawdę wiele więc podobne rzeczy nie powinny mieć miejsca. Wracając jednak do tematu. Na mapie kolorami oznaczono miejsca które możemy odwiedzić.
Z oczywistych względów demo pozwala na spenetrowanie tylko niektórych lokacji, wśród których znajdziemy... Club SEGA czyli nic innego jak salon gier z automatami "niebieskich".

mtz: Miasto idealnie oddaje klimat Japońskich metropolii: na jednej ulicy znajdziemy tu więcej neonów, światełek, lampionów i innych świetlistych atrakcji, niż w całej Warszawie w okresie świątecznym. Do tego tłumy pijanych biznesmenów, niewinnych dziewczynek w kusych spódniczkach i szukających zaczepki chłystków... Choć ci ostatni mogą denerwować. Zamysłem twórców było niewątpliwie zapewnienie graczowi trochę akcji podczas przemieszczania się między istotnymi dla fabuły miejscówkami, w efekcie jednak głośno przeklinałem już przy trzecim starciu z próbującym skroić mnie grubaskiem. Wyzwanie to żadne, a takie przerywniki tylko przeszkadzają w spokojnej eksploracji [auro: za pokonanie dostajemy kasę plus punkty potrzebne do podbicia statystyk Kazumy]. Z drugiej strony, gdy już się pozbędziemy wszelkich natrętów, nie pozostanie nam wiele do roboty. Kazuma nie może zaatakować zwykłych przechodniów, wejść do większości budynków, czy gdziekolwiek się wspiąć, co sprowadza zwiedzanie miasta do bezmyślnego człapania i podziwiania prawie identycznych uliczek. Naturalnie nie można powiedzieć, że Yakuza 3 jest nieprzyjemna dla oka, bynajmniej. Modele wykonane nienagannie, światła i tekstury trzymające się na przyzwoitym poziomie, również animacje niczego sobie; Zaryzykowałbym, że to trochę bardziej kolorowe i "kanciaste" GTA IV. Poziom oprawy wizualnej stoi na naprawdę przyzwoitym poziomie, choć do Uncharted, czy Heavy Rain oczywiście tu daleko.

auronix: I to wszystko tylko potwierdza, że mamy do czynienia z zupełnie innym kalibrem produkcji, zupełnie abstrakcyjnym do tego co oferują dzisiejsze sanboxy. Czy to źle? Oczywiście, że nie. Gra dzięki temu ma swój charakter i nie próbuje na siłę udawać innych popularnych produkcji. Minusem są wspomniane przez mtz'a archaizmy czy też niewidzialne ściany jednak SEGA musiała jakoś wybrnąć z sytuacji. W Yakuza 3 przede wszystkim ma się liczyć fabuła, cała historia oraz sposób jej prowadzenia. Różne mini gierki jak strzelanina w którą możemy zagrać w Club SEGA, czy karaoke z laską nie powinny przysłaniać całego pomysłu na rozgrywkę. Tak jak wspomnieliśmy na początku - 12 marca otrzymamy tytuł specyficzny, którego nie pokochają masy. Niestety. Grę docenią starzy wyjadacze, mający do czynienia z Shenmue oraz fani japońskiej kultury. Przeciętny gracz, nie orientujący się w realiach rynku, mając do wyboru Yakuze 3, Uncharted 2 czy Modern Warfare 2 na pewno nie wybierze tej pierwszej. Oczywiście to przekonanie zweryfikuje pełna wersja. I obym się mylił. Podzielasz mój „entuzjazm” mtz?

mtz: Przez pewien czas bardzo interesowałem się Japonią i wschodnim modelem postrzegania rzeczywistości i tak naprawdę głównie dzięki temu postanawiam dać Yakuzie szansę. Rozgrywka nie podejdzie masom i jestem przekonany, że przeciętny Europejczyk albo sobie tę grę podaruje, albo długo będzie się krzywił, zanim w końcu zaakceptuje to, co proponuje SEGA. Przyznaję się bez bicia: pierwsze moje zetknięcie z tą grą pozostawiło po sobie bardzo mieszane uczucia, zaczynam jednak wierzyć, że w świecie powielanych schematów, właśnie Yakuza może okazać się grą naprawdę unikalną. Wymaga ona po prostu od gracza otwarcia umysłu na zupełnie inny sposób interpretacji rzeczywistości.


Opinie naszych Czytelników

Zaloguj się lub otwórz nowe konto w wortalu, aby zostawić komentarz...