Kilka zdań o trofeach i osiągnięciach w grach ogólnie

Byłoby nadużyciem, gdybym napisał, że trofea, które zostały wprowadzone w 2008 roku na konsoli PlayStation 3, wzbudzały kontrowersje, ale na pewno podzieliły graczy na ich zwolenników i przeciwników. Teraz wszyscy przywykliśmy już do charakterystycznego dźwięku zdobywanego pucharku, ale czy słusznie co poniektórzy krzyczeli, że trofea zabijają przyjemność z grania?

Wzięło się to stąd, że gracze zaczęli ogrywać tytuły, na które normalnie by się nie spojrzeli. Kupowali takie „perełki” jak Terminator: Salvation ze średnią ocen na poziomie 40%, gdzie za samo przejście gry wpadało trofeum platynowe, na które składało się 11 złotych pucharków – każdy, co oczywiste, za ukończenie jednego poziomu. Inny przykład to Hannah Montana, gdzie osoby mające na karku setki przegranych godzin w Call of Duty lub FIFĘ ubierały się w spódnicę i podkolanówki, aby jako nastolatka pośpiewać na koncertach – byli w stanie znieść to upokorzenie, aby tylko dopisać do swojego konta kolejną platynę. Podobnych przykładów można byłoby wymienić jeszcze kilkanaście – podobny schemat działał w przypadku niektórych gier opartych na licencji filmów animowanych, np. Klopsiki i inne zjawiska pogodowe czy Epoka Lodowcowa 3. Doszło nawet do tego, że przypuszczano, że autorzy niektórych produkcji specjalnie dodawali do produkcji łatwą platynę, aby sprzedać tytuł komukolwiek, choćby grą zainteresować mieli się tylko łowcy trofeów. Jasne, jest to lekka przesada, ale na pewno był to sposób, aby grą zainteresowało się szersze grono odbiorców. Takie coś należy traktować jednak marginalnie i uważam, że trofea to uatrakcyjnienie współczesnego grania, a już na pewno – w niczym nieprzeszkadzający dodatek do niego.

Na początek cofnijmy się trochę w przeszłość. Jeśli wydaje się Wam, że system osiągnięć to trend zapoczątkowany przez poprzednią generację konsol, to nie, pojawiały się one w grach wcześniej. PlayStation 3 oraz inne platformy przyczyniły się jedynie do rozpowszechnienia systemu osiągnięć dzięki dwóm czynnikom – zamkniętym systemom i stałemu podłączeniu do sieci. Owszem, pecety podłączenie do Internetu miały od dawna, ale zanim zadebiutowała platforma Steam, nie było systemu, który przypisywałby osiągnięcia do indywidualnego konta.

Pierwsze „trofea” pojawiły się w grach firmy Activision w 1982 roku, kiedy na rynku były takie sprzęty do grania jak Atari 2600, Intellivision, Collecovision czy w końcu Atari 5200. Osiągnięcia, po ich zdobyciu, nie wyskakiwały jednak w lewym, górnym rogu ekranu, a… przychodziły pocztą w postaci fizycznej naszywki do mieszkania gracza. Jak to możliwe? W instrukcji do gry (obecnej wówczas w pudełkach) znajdowała się lista wyników, które trzeba osiągnąć, aby dane osiągnięcie zdobyć – głównie trzeba było zdobyć odpowiednią ilość punktów. Kiedy się to udało, należało wykonać zdjęcie telewizora, na którym wyświetlany jest zdobyty wynik, a następnie przesłać fotografię do Activision. Firma, po weryfikacji nadesłanej fotografii, przesyłała listownie pożądaną odznakę. Activision jednak szybko zrezygnowało z tego pomysłu (może źle oszacowało ilość zgłoszeń) i w grach, które wydano pod koniec 1983 roku i później nie było już fizycznych osiągnięć. Przyznacie jednak, że gdyby obecnie w ten sposób kolekcjonować trofea, trudno byłoby wytłumaczyć domownikom, czemu trzymamy w szufladach kilka tysięcy kolorowych odznak. Choć w sumie, znaczków się nie czepiano…

Potem – w 1990 roku – na Amidze zadebiutował strategiczno-logiczny E-Motion, który był pierwszą grą z wbudowanym systemem osiągnięć. Było ich pięć i polegały m. in. na przejściu planszy bez obracania się w prawo lub nie przechodzeniu przez krańce ekranu. Tytuł prezentował się tak:

Bardziej współczesny – i bliższy sercu posiadacza PlayStation – przykład gry z osiągnięciami to wydany w 2002 roku Ratchet & Clank i szereg skill pointów do zdobycia – np. za zniszczenie wszystkich bombowców na mapie lub za ślizganie się po szynie bez draśnięcia. Nagrodą za wypełnianie tych zadań był szereg bonusów, choćby odblokowywanie kodów urozmaicających rozgrywkę. Zresztą, skill pointy były obecne także w pozostałych grach serii.

Osiągnięcia, jakie znamy obecnie pojawiły się w 2005 roku wraz z nową konsolą Microsoftu – Xboxem 360. Amerykańska firma zaczęła wymagać od twórców gier, aby implementowali w swoich tytułach osiągnięcia, które dopisywać się będą do konta gracza, powiększając jego dorobek punktów Gamescore. Graczom od razu przypadło do gustu to rozwiązanie, które umożliwiało chwalenie się ogranymi tytułami i wykonaniem zadań wymagających niejednokrotnie zręczności i cierpliwości. Pomysł szybko podłapały inne firmy i zaczęły wprowadzać osiągnięcia na swoich systemach – Valve w 2007, Sony w 2008, a Apple w 2010 roku.

Osiągnięcia na PlayStation 3 pojawiły się więc niecałe dwa lata od premiery konsoli, co skutkowało tym, że nie wszystkie gry wydane na PS3 je posiadały. Niektórzy producenci postanowili nadrobić zaległości i dodawali osiągnięcia do już wydanych gier – dzięki temu można było zdobywać je w takich tytułach jak Burnout Paradise, pierwszy Uncharted czy Grand Theft Auto IV. Niestety, nie wszyscy deweloperzy wysłuchali próśb graczy i np. Heavenly Sword – jeden z pierwszych tytułów ekskluzywnych na PlayStation 3 – nigdy nie doczekał się osiągnięć.

W przeciwieństwie do systemu punktowego zaproponowanego przez Microsoft, gdzie w grach płytowych można było rozdysponować 1000 punktów na poszczególne osiągnięcia (+ dodatkowe punkty na dodatki), Sony wymyśliło system trofeów. Trofea podzielono na cztery rodzaje, w zależności od ich wagi lub trudności ich zdobycia – brązowe, srebrne, złote i to najważniejsze, platynowe, które wpada za zdobycie wszystkich pozostałych w danym tytule. Platyny nie znajdziemy jednak we wszystkich grach, a tylko w tych płytowych i największych pozycjach z PlayStation Store.

Wbrew pozorom, pod przykrywką lśniących pucharków kryje się jednak także system punktowy, który przelicza się na poziomy postępu – im więcej mamy trofeów, tym większy poziom ma nasze konto na PlayStation Network. Punkty przelicza się w następujący sposób: pucharek brązowy to 15 punktów, srebrny – 30, złoty – 90, a platynowy aż 180. Ogólnie, gra może mieć maksymalnie ok. 1200 punktów, a więc niemożliwa jest sytuacja, kiedy jeden tytuł ma platynę i 50 pucharków brązowych, a inny – platynę i tyle samo złotych. Punkty z kolei przeliczają się na poziomy w następujący sposób:

Kolejne poziomy, poczynając od 7., wymagają zdobycia 2000 punktów więcej, a od 13. – 8000 punktów.

Jednym jest zdobywanie punktów dla przyjemności, a czym innym – dla zawodów lub… pieniędzy. W zeszłym roku pisano o pewnym użytkowniku z PlayStation Network, któremu – jako pierwszemu na świecie – udało zdobyć się maksymalny, setny poziom postępu oraz milion punktów. Hakoom, bo tak nazywa się gracz, potrzebował do tego 35.220 pucharków, w tym: 22.971 brązowych, 8.501 srebrnych, 3.047 złotych oraz 701 platyn. Gość, żeby osiągnąć taki wynik, przechodził wszystko, co się dało, przede wszystkim ograł mnóstwo tytułów z Kraju Kwitnącej Wiśni (bo platyny nie były wymagające), a także przechodził kilka razy tą samą grę tylko z różnych regionów – np. amerykańska i niemiecka wersja Dead Space 2 posiadały oddzielne platyny. Część graczy próbowała doszukać się w tak wysokim wyniku Hakooma oszustwa lub podejrzewała, że na jednym koncie grało kilka osób, które równocześnie zdobywały pucharki. W tym momencie Hakoom ma już 41.000 pucharków zebranych na PS3, PS4 i PS Vicie – jego profil przejrzycie tutaj.

Co więcej, Hakoom posunął się nieco dalej i oprócz zdobywania pucharków dla siebie i czerpania z tego (wątpliwej) przyjemności i satysfakcji, zdobywa też trofea dla innych graczy, oczywiście za pieniądze. A przynajmniej takie ogłoszenia znaleźć można w sieci. Cena? W zależności od czasu potrzebnego na zdobycie platyny, waha się od $50 do… $500. Dostępne są też pakiety – np. trzy platyny z trzech części Uncharted to koszt $250, zaś splatynowanie całej sagi God of War kosztuje jedynie $475, czyli półtora tysiąca złotych. To jeszcze nic. Najwięcej pieniędzy wydamy na bardzo trudne platyny z dwóch odsłon Ninja Gaiden – równy 1000 dolarów. Jeśli jesteście zainteresowani ofertą, wystarczy, że zajrzyjcie na tę stronę. Pamiętajcie też, że ceny podlegają negocjacjom…

Poważnie jednak pisząc, płacenie za trofea, które powinny być potwierdzeniem naszych umiejętności, jest bezsensowne. Uważam, że idea osiągnięć jest dobra, o ile zdobywamy je dla własnej satysfakcji i aby pokazać twórcom, że gra bardzo nam się spodobała zdobywając w niej platynę. Zdobywanie trofeów na wyścigi, a tym bardziej płacenie za nie można porównać do kolekcjonera pocztówek, który zamiast zbierać kartki z odwiedzanych miejsc lub przechowywać te przesłane przez znajomych, kupuje je masowo przez Allegro. Niby ma coraz większą kolekcję, ale nie uwierzę, że czerpie ze zbieranych w ten sposób pocztówek satysfakcję. Podobnie jest z łowcami trofeów, zwanymi pieszczotliwie z angielskiego trophy whores nie wierzę, że ktoś może czerpać przyjemność i satysfakcję ze zdobywania pucharków na czas lub, o zgrozo, płacąc za nie. Jestem w stanie zrozumieć, że czasem można trochę pogrindować, nawet na siłę, aby posiąść osiągnięcie wymagające zdobycia 10.000 zabójstw czy wirtualnej kasy w trybie sieciowym lub skorzystać z poradników – których w sieci pełno – aby znaleźć poukrywane znajdźki. Szczególnie zrozumiałe jest to w sytuacji, kiedy jest to ostatnie osiągnięcie, jakiego brakuje nam do platyny. Problem zaczyna się wtedy, kiedy nie platynujemy gier, które mamy w kolekcji, a zaczynamy kupować gry, żeby je splatynować.

Na sam koniec mam mały apel do producentów – aby nie dawali do gier trofeów, których zdobycie nie polega na umiejętnościach, a na poświęceniu wielu godzin z naszego, cennego czasu na powtarzanie jednej, na ogół monotonnej, czynności. Nie tędy droga. Podobnie, jak wrzucanie do gry nastawionej na fabułę dwóch czy trzech trofeów sieciowych, gdzie multiplayer jest na tyle mało atrakcyjny, że trofeów po prostu nie chce się zdobywać albo po prostu nie można, jeśli grę nabędzie się zbyt późno – bo postanowiono wyłączyć serwery ze względu na zbyt małe zainteresowanie. Platyna w takim wypadku przepada bezpowrotnie.

Bardzo chciałbym poznać Wasze zdanie na temat trofeów – czy uważacie, że ich wprowadzenie pozytywnie wpłynęło na doznania płynące z ogrywania kolejnych tytułów? I czy sami kolekcjonujecie pucharki czy też nie zwracacie na wyskakujący w rogu ekranu komunikat?

Podczas tworzenia artykułu wsparłem się informacjami stąd i stąd. Autorem zdjęcia odznak wysyłanych przez Activision jest crunchy superman. Zamieścił je tutaj.

Zostaw komentarz

Na tapecie
Battlefield V