Recenzja „Bodycount”

Bodycount

Czy Stuart Black dobrze zrobił porzucając swój projekt, czy może jednak ma czego żałować, bo Bodycount to wspaniała gra, której nie należy się wstydzić? Odpowiedzi na te i inne pytania poniżej. Pierwszy raz o tej grze usłyszeliśmy w 2009 roku, kiedy to Codemasters zarejestrowało domenę o takiej nazwie. Kilka miesięcy później informacje te potwierdziły się i w 2010 roku do prac nad grą zaangażowano Stuarta Blacka, twórcę jednego z najlepszych shooterów, jaki kiedykolwiek powstał na konsoli PS2. Mój apetyt na grą natychmiast wzrósł. Doskonale pamiętam czasy, gdy zarywało się noce trzepiąc w Blacka. Te czasy miały wrócić wraz z zapowiedziami Bodycounta. Wszak jak za grę zabiera się osoba z odpowiednimi umiejętnościami nie może z tego wyjść bubel.

Death Stranding

Death Stranding

Hideo Kojima, jeden z najbardziej charakterystycznych twórców gier, przymusowo porzucił swoją flagową serię Metal Gear Solid i postanowił, przy współpracy z Sony, przygotować całkowicie nową produkcję, od pierwszej zapowiedzi jawiącą się jako niesamowicie tajemnicza. Wystarczy napisać, że na pierwszym zwiastunie oglądaliśmy przez trzy minuty nagiego Normana Reedusa i leżące nad brzegiem morza niemowlę z przewodem zamiast pępowiny. Każdy wtedy zastanawiał się - o co chodzi? Po trzech latach już wiadomo: Death Stranding to po prostu gra o... pracy kuriera. Przynajmniej na pierwszy rzut oka.

MediEvil

MediEvil

Pierwsza konsola PlayStation miała kilka swoich ikonicznych postaci. Jedną z nich był bez wątpienia Sir Daniel Fortesque, bohaterski, choć także nieco pechowy rycerz. Sony postanowiło przedstawić tę postać nieco młodszym graczom i przygotowało pełny remake MediEvil, gry, dzięki której kościany protagonista po raz pierwszy pojawił się na ekranach naszych telewizorów. Można by rzec, że bohater zmartwychwstał na nowo.