Recenzja „Bodycount”

Bodycount

Czy Stuart Black dobrze zrobił porzucając swój projekt, czy może jednak ma czego żałować, bo Bodycount to wspaniała gra, której nie należy się wstydzić? Odpowiedzi na te i inne pytania poniżej. Pierwszy raz o tej grze usłyszeliśmy w 2009 roku, kiedy to Codemasters zarejestrowało domenę o takiej nazwie. Kilka miesięcy później informacje te potwierdziły się i w 2010 roku do prac nad grą zaangażowano Stuarta Blacka, twórcę jednego z najlepszych shooterów, jaki kiedykolwiek powstał na konsoli PS2. Mój apetyt na grą natychmiast wzrósł. Doskonale pamiętam czasy, gdy zarywało się noce trzepiąc w Blacka. Te czasy miały wrócić wraz z zapowiedziami Bodycounta. Wszak jak za grę zabiera się osoba z odpowiednimi umiejętnościami nie może z tego wyjść bubel.

Marvel’s Avengers

Marvel’s Avengers

Avengersi to marka sama w sobie, która szerszą rozpoznawalność zawdzięcza kinowym hitom z ostatnich dziesięciu lat. Nic więc dziwnego, że każdy chce wycisnąć z Mścicieli ile się tylko da, także w branży gier. Licencję od Marvela postanowiło nabyć Square Enix i przygotowało grę o mało oryginalnym tytule "Marvel's Avengers", w której wcielić się możemy w ulubionych superbohaterów i po raz kolejny uratować świat, a wcześniej swoje dobre imię.

Ghost of Tsushima

Ghost of Tsushima

Na sam koniec generacji przenosimy się do feudalnej Japonii, by jako wywodzący się z samurajskiego klanu Jin Sakai stawić czoła mongolskiemu najeźdźcy.

Na tapecie
Marvel's Avengers