Recenzja „The Darkness II”

The Darkness II

Pamiętam jak w lipcu 2007 roku - niedługo po premierze Playstation 3 w Europie - na półkach sklepowych pojawił się The Darkness, mroczna strzelanka oparta na serii amerykańskich komiksów. I zapewne gdyby gra zadebiutowała dopiero teraz wywołałby o wiele mniejszą dyskusję niż wtedy, kiedy dobre gry na nową konsolę Sony można było policzyć praktycznie na palcu jednej ręki. A The Darkness właśnie do tej wyliczanki się zaliczało, ponieważ tytuł oferował zarówno interesującą fabułę jak i ciekawą rozgrywkę, głównie ze względu na ofensywne możliwości tytułowej Ciemności. Po przeszło pięciu latach, 2K Games zdecydowało się wypuścić kontynuację, która oparta na tym samym schemacie rozwija wszystkie pomysły zaprezentowane w części pierwszej.

Death Stranding

Death Stranding

Hideo Kojima, jeden z najbardziej charakterystycznych twórców gier, przymusowo porzucił swoją flagową serię Metal Gear Solid i postanowił, przy współpracy z Sony, przygotować całkowicie nową produkcję, od pierwszej zapowiedzi jawiącą się jako niesamowicie tajemnicza. Wystarczy napisać, że na pierwszym zwiastunie oglądaliśmy przez trzy minuty nagiego Normana Reedusa i leżące nad brzegiem morza niemowlę z przewodem zamiast pępowiny. Każdy wtedy zastanawiał się - o co chodzi? Po trzech latach już wiadomo: Death Stranding to po prostu gra o... pracy kuriera. Przynajmniej na pierwszy rzut oka.

MediEvil

MediEvil

Pierwsza konsola PlayStation miała kilka swoich ikonicznych postaci. Jedną z nich był bez wątpienia Sir Daniel Fortesque, bohaterski, choć także nieco pechowy rycerz. Sony postanowiło przedstawić tę postać nieco młodszym graczom i przygotowało pełny remake MediEvil, gry, dzięki której kościany protagonista po raz pierwszy pojawił się na ekranach naszych telewizorów. Można by rzec, że bohater zmartwychwstał na nowo.