Recenzja „God of War: Wstąpienie”

God of War: Wstąpienie

Drogi Graczu, przed tobą najlepsza gra z kategorii "nikt się jej nie spodziewał": God of War Wstąpienie. Historia opowiedziana we Wstąpieniu jest... niepotrzebna nikomu. I nawet nie mogę tutaj winić dewelopera. Po zakończeniu trójki, ludzie z Santa Monica albo mogli stworzyć kontrowersyjną kontynuację lub uzupełnić jakaś lukę w historii zemsty Kratosa. Pojawił się tylko jeden mały problemem - takich dziur nie zostało za wiele. Co więc zrobili scenarzyści? Akcję nowego Boga Wojny umiejscowili na samym początku. Taki zabieg ma spore konsekwencje. Na przykład: w grze musi wystąpić trzeci albo i czwarty garnitur postaci z mitologii greckiej (aby ich ubicie nie kłóciło się z wydarzeniami z dalszych gier). Kratos nie może być nie wiadomo jakim zabijaką, wszak to początek jego krucjaty. Takie ograniczenia spętały historię we Wstąpieniu niczym łańcuchy bohatera na samym początku gry, gdy ten jest przetrzymywany w niewoli u Furii - bogiń zemsty. Autorzy starają utrzymać historię świeżą po dobrym początku, używając retrospekcji, co daje różny efekt. Swoją drogą, nigdy nie sądziłem, że infekcje podskórne mogą być aż tak niebezpiecznie, hehe. Nie mniej to właśnie historia jest najsłabszą stroną nowego God of War.

Marvel’s Avengers

Marvel’s Avengers

Avengersi to marka sama w sobie, która szerszą rozpoznawalność zawdzięcza kinowym hitom z ostatnich dziesięciu lat. Nic więc dziwnego, że każdy chce wycisnąć z Mścicieli ile się tylko da, także w branży gier. Licencję od Marvela postanowiło nabyć Square Enix i przygotowało grę o mało oryginalnym tytule "Marvel's Avengers", w której wcielić się możemy w ulubionych superbohaterów i po raz kolejny uratować świat, a wcześniej swoje dobre imię.

Ghost of Tsushima

Ghost of Tsushima

Na sam koniec generacji przenosimy się do feudalnej Japonii, by jako wywodzący się z samurajskiego klanu Jin Sakai stawić czoła mongolskiemu najeźdźcy.

Na tapecie
Marvel's Avengers