Recenzja „Harry Potter and the Half-Blood Prince”

Harry Potter and the Half-Blood Prince

Lubię uniwersum Harry'ego Pottera i wcale się tego nie wstydzę. Wychowałem się na książkach o młodym czarodzieju, który jest moim rówieśnikiem wtedy kiedy w Polsce ukazała się pierwsza książka, ja miałem 11 lat, tyle samo co jej bohater. Od tamtej pory śledzę losy Pottera, książki przeczytałem więcej niż raz, filmy oglądam z zaciekawieniem, a gry... Z nimi bywa różnie. Niektóre były lepsze, niektóre gorsze, ale wszystkie starałem się traktować jednakowo, tzn. odpowiednio zagłębić się w rozgrywkę, ukończyć fabułę i w miarę możliwości pokończyć zadania dodatkowe. Podobnie jak książki czy filmy, gry również dojrzewały razem z Harrym i mimo że cały czas skierowane dla dzieci, widać było, że autorzy chcą też przyciągnąć starszych graczy. I w ten sposób obecnie już nie uświadczymy kolorowych fasolek czy kart czarodziejów z pierwszych części, a w zamian dostaniemy otwarty zamek, który można w dowolny sposób eksplorować czy pojedynki na czary z prawdziwego zdarzenia, w co graliśmy już w części piątej. Zakon Feniksa (wspomniana piąta część) był grą niezłą, bardziej dojrzałą i chyba pierwszą, którą można było polecić komuś, kto nie jest obeznany w czarodziejskim uniwersum - a to już naprawdę spory komplement. Widać, że kolejna część próbowała podążyć śladem swojej poprzedniczki, ale - powiem to od razu - bez powodzenia. Wydaje się, że producentowi zabrakło trochę motywacji, chęci do stworzenia produktu dobrego, ponieważ najnowszy Harry Potter niestety mnie zawiódł...

God of War Ragnarök

God of War Ragnarök

Przygody Kratosa na mroźnej północy początkowo miały być trylogią, tak samo jak przygody tego popularnego bohatera w starożytnej Grecji. Twórcy z Santa Monica zmienili jednak zdanie i ostatecznie opowieść o nordyckich wojażach Boga Wojny składać się będzie z dwóch odsłon - recenzowany Ragnarök jest drugą, a więc i ostatnią, częścią. Autorzy widocznie uznali, że nie chcą za bardzo rozwlekać historii, a tym samym zapewnić graczom ciągłą, dynamiczną akcję i kalejdoskop wrażeń oraz emocji - czyli istny... ragnarök!

The Last Oricru

The Last Oricru

Można powiedzieć, że gatunek tzw. "soulslike'ów" stał się modny. Deweloperzy z całego świata przygotowują swoje tytuły, starając się dorównać pierwowzorowi od From Software. Tym razem przyszedł czas na naszych sąsiadów, czeskie studio GoldKnights, które zabiera nas w kosmiczno-średniowieczną podróż na planetę Wardenia. Przeprawa oczywiście nie jest łatwa, szczególnie, że bohater uwikłany zostaje w odwieczny konflikt dwóch zwalczających się frakcji.

Na tapecie
God of War Ragnarök