Recenzja „Harry Potter and the Half-Blood Prince”

Harry Potter and the Half-Blood Prince

Lubię uniwersum Harry'ego Pottera i wcale się tego nie wstydzę. Wychowałem się na książkach o młodym czarodzieju, który jest moim rówieśnikiem wtedy kiedy w Polsce ukazała się pierwsza książka, ja miałem 11 lat, tyle samo co jej bohater. Od tamtej pory śledzę losy Pottera, książki przeczytałem więcej niż raz, filmy oglądam z zaciekawieniem, a gry... Z nimi bywa różnie. Niektóre były lepsze, niektóre gorsze, ale wszystkie starałem się traktować jednakowo, tzn. odpowiednio zagłębić się w rozgrywkę, ukończyć fabułę i w miarę możliwości pokończyć zadania dodatkowe. Podobnie jak książki czy filmy, gry również dojrzewały razem z Harrym i mimo że cały czas skierowane dla dzieci, widać było, że autorzy chcą też przyciągnąć starszych graczy. I w ten sposób obecnie już nie uświadczymy kolorowych fasolek czy kart czarodziejów z pierwszych części, a w zamian dostaniemy otwarty zamek, który można w dowolny sposób eksplorować czy pojedynki na czary z prawdziwego zdarzenia, w co graliśmy już w części piątej. Zakon Feniksa (wspomniana piąta część) był grą niezłą, bardziej dojrzałą i chyba pierwszą, którą można było polecić komuś, kto nie jest obeznany w czarodziejskim uniwersum - a to już naprawdę spory komplement. Widać, że kolejna część próbowała podążyć śladem swojej poprzedniczki, ale - powiem to od razu - bez powodzenia. Wydaje się, że producentowi zabrakło trochę motywacji, chęci do stworzenia produktu dobrego, ponieważ najnowszy Harry Potter niestety mnie zawiódł...

Final Fantasy VII Remake

Final Fantasy VII Remake

Remake siódmej części Final Fantasy był chyba jedną z najbardziej oczekiwanych produkcji przez graczy. Na szczęście w poprzednim zdaniu mogę zastosować czas przeszły, bo od drugiej połowy kwietnia w końcu możemy sprawdzić, jak Square Enix poradziło sobie ze stworzeniem na nowo chyba najpopularniejszej gry z gatunku jRPG. Czy remake z 2020 roku dorównał oryginałowi sprzed 23 lat, a gracze, dla których FFVII to świętość bez obaw mogą zapoznać się z trójwymiarową wersją gry?

Nioh 2

Nioh 2

Pierwszy Nioh to bezapelacyjnie jedna z moich ulubionych gier 2017 roku i to na dodatek reprezentująca wymagający gatunek "souls-like". Jednak zamiast rycerskich zbroi, twórcy z Team Ninja postawili na nieco inne klimaty feudalnej Japonii łącząc historyczne wydarzenia z tymi fikcyjnymi - wszak nie spodziewam się by w XVII wieku w Kraju Kwitnącej Wiśni spotkać można było całą gamę demonów. A w Nioh można i do tego trzeba się z nimi zmierzyć w naprawdę emocjonujących starciach.

Na tapecie
The Last of Us: Part II