Recenzja „Lightning Returns: Final Fantasy XIII”

Lightning Returns: Final Fantasy XIII

Każdy dowcip ma swoją puentę. Nawet taki kiepski, suchy, kompletnie pozbawiony sensu. A rolę 'kropki nad i' w trylogii Final Fantasy XIII pełni Lightning Returns. Nie mam ślepego pojęcia jak można z taką łatwością zarżnąć ciekawy pomysł na grę. Posłuchaj takiego oto pomysłu: świat się kończy i to od ciebie tylko zależy ile istnień ludzkich uratujesz. Nie uratujesz wszystkich - będziesz musiał wybierać, kogo ocalisz, a kogo zostawisz na śmierć, bo czas nagli nieubłaganie. Brzmi ciekawie, prawda? To jest właśnie założenie trzeciego z trzynastych Finalów. Co poszło nie tak? Sam chciałbym zadać to pytanie panu Motomu Toriyamie (głównodowodzącemu projektami wchodzącymi w skład XIII). Jedna odpowiedź nasuwa się niestety sama, parafrazując znaną piosenkę...

Crash Bandicoot 4: Najwyższy Czas

Crash Bandicoot 4: Najwyższy Czas

Najnowszy Crash to kontynuacja, która całymi garściami korzysta z tego, co do tej pory miała do zaoferowania seria, miksuje to i w ostateczności czyni Najwyższy Czas najlepszą grą z Crashem do tej pory! I piszę to z całą odpowiedzialnością, odkładając na chwilę sentymenty.

Marvel’s Avengers

Marvel’s Avengers

Avengersi to marka sama w sobie, która szerszą rozpoznawalność zawdzięcza kinowym hitom z ostatnich dziesięciu lat. Nic więc dziwnego, że każdy chce wycisnąć z Mścicieli ile się tylko da, także w branży gier. Licencję od Marvela postanowiło nabyć Square Enix i przygotowało grę o mało oryginalnym tytule "Marvel's Avengers", w której wcielić się możemy w ulubionych superbohaterów i po raz kolejny uratować świat, a wcześniej swoje dobre imię.