Recenzja „Motorstorm Apocalypse”

Motorstorm Apocalypse

Piszę te słowa w sytuacji, kiedy Japonia zmaga się ze skutkami największego kataklizmu od 140 lat. Potężne trzęsienie ziemi wywołało falę tsunami, która wdarła się dziesiątki kilometrów w głąb lądu niszcząc na swojej drodze wszystko i zabijając tysiące osób. Smutną ironią losu jest fakt, że w tym miesiącu na japońskiej konsoli zadebiutuje MotorStorm: Apokalipsa. Gra której, jak sama nazwa wskazuje, głównym wątkiem jest apokalipsa, która ogarnęła jakieś bliżej nieokreślone kalifornijskie miasto. Miejsce inne i dzieje się to tylko w świecie wirtualnym, ale w dalszym ciągu jest ze sobą blisko powiązane. Stwierdzenie to potwierdza wstrzymanie przez SCE premiery MotorStorm: Apokalipsa w Nowej Zelandii, gdzie niespełna miesiąc temu ziemia również się zatrzęsła przynosząc wiele dramatów ludzkich. W związku z tym recenzja ta będzie stonowana, skupię się jedynie na najważniejszych elementach gry darując sobie ubarwianie tekstu.

MediEvil

MediEvil

Pierwsza konsola PlayStation miała kilka swoich ikonicznych postaci. Jedną z nich był bez wątpienia Sir Daniel Fortesque, bohaterski, choć także nieco pechowy rycerz. Sony postanowiło przedstawić tę postać nieco młodszym graczom i przygotowało pełny remake MediEvil, gry, dzięki której kościany protagonista po raz pierwszy pojawił się na ekranach naszych telewizorów. Można by rzec, że bohater zmartwychwstał na nowo.

Concrete Genie

Concrete Genie

"Więc chodź, pomaluj mój świat!" To zdanie ze starusieńkiej piosenki zespołu 2+1 idealnie oddaje to, czym jest Concrete Genie. A jest piękną historią o trudnym dzieciństwie, którego skutkom można jeszcze przeciwdziałać poprzez puszczenie wodzy fantazji i pomalowanie świata wespół z ciepłymi i przyjacielskimi dżinami, a feeria barw zachwyca zarówno dzieciaki, jak i dorosłych.

Na tapecie
MediEvil