Recenzja „Ratchet and Clank: A Crack in Time”

Ratchet and Clank: A Crack in Time

Ratchet i Clank. Para zwariowanych bohaterów, którzy swoje kosmiczne przygody rozpoczęli na drugim Playstation i od razu podbili serca graczy. Największymi atutami serii było połączenie elementów platformowych ze strzelaniem w widoku zza pleców, humor oraz współpraca dwójki tytułowych bohaterów, nie raz ratujących się wzajemnie z opresji. I o ile te dwa pierwsze elementy w A Crack in Time występują, tak ten ostatni już niekoniecznie, bowiem na skutek wydarzeń z poprzednich części, Clank został porwany przez bliżej niezidentyfikowane roboty zwane Zoni, zaś Ratchet próbuje go odnaleźć. Skutkuje to tym, że fabuła przebiega dwutorowo – raz przemierzysz kolejne układy kotopodobnym Lombaxem, aby następnie wysilić umysł w celu rozwiązania zagadek Clankiem. Taki rozdział pojawia się w serii po raz pierwszy, bo pomimo, że bohaterowie już nieraz działali w pojedynkę, to nigdy nie było to tak wyraźnie zarysowane.

A Plague Tale: Innocence

A Plague Tale: Innocence

Jeśli uważaliście na lekcjach historii w szkole podstawowej czy liceum to z pewnością znany jest Wam termin "czarnej śmierci", czyli jednej z największych epidemii w dziejach ludzkości, epidemii dżumy, której rozprzestrzenianiu w dużej mierze winne były średniowieczne szczury. I to właśnie one, a także pewne rodzeństwo, są głównymi bohaterami A Plague Tale: Innocence, a dzięki grze możemy spojrzeć na te wydarzenia z XIV wieku z nieco innej perspektywy.

Days Gone

Days Gone

Studio Bend sięgnęło po popularny przez ostatnie lata motyw apokalipsy zombie. Pomimo tego, że temat jest już naprawdę wyświechtany, i to nie tylko w branży gier wideo, Days Gone wprowadza powiew świeżości, przede wszystkim dzięki hordom, a także cechuje się niepowtarzalnym klimatem pustki i walki o przetrwanie.

Na tapecie
A Plague Tale: Innocence