Recenzja „Ridge Racer Unbounded”

Ridge Racer Unbounded

Ridge Racer to chyba jedna z najdłużej, jeśli nie najdłuższa, seria gier wyścigowych goszcząca na konsolach - pierwsza część pojawiła się bowiem na Playstation w 1994 roku. Produkcja Namco z pewnością jest przez graczy lubiana i ma grono fanów. Przy najnowszej odsłonie, która debiutuje pięć lat po Ridge Racer 7 (wydane na premierę Playstation 3 w 2007 roku), japoński wydawca zdecydował się na dość odważny krok - do zręcznościowych wyścigów dodał element destrukcji, co z jednej strony dodaje grze widowiskowości, z drugiej jednak Unbounded bliżej do cyklu Burnout niż klasycznego Ridge Racera. Czy taki krok był dobrym posunięciem Namco - postaram się odpowiedzieć w tej recenzji.

God of War Ragnarök

God of War Ragnarök

Przygody Kratosa na mroźnej północy początkowo miały być trylogią, tak samo jak przygody tego popularnego bohatera w starożytnej Grecji. Twórcy z Santa Monica zmienili jednak zdanie i ostatecznie opowieść o nordyckich wojażach Boga Wojny składać się będzie z dwóch odsłon - recenzowany Ragnarök jest drugą, a więc i ostatnią, częścią. Autorzy widocznie uznali, że nie chcą za bardzo rozwlekać historii, a tym samym zapewnić graczom ciągłą, dynamiczną akcję i kalejdoskop wrażeń oraz emocji - czyli istny... ragnarök!

The Last Oricru

The Last Oricru

Można powiedzieć, że gatunek tzw. "soulslike'ów" stał się modny. Deweloperzy z całego świata przygotowują swoje tytuły, starając się dorównać pierwowzorowi od From Software. Tym razem przyszedł czas na naszych sąsiadów, czeskie studio GoldKnights, które zabiera nas w kosmiczno-średniowieczną podróż na planetę Wardenia. Przeprawa oczywiście nie jest łatwa, szczególnie, że bohater uwikłany zostaje w odwieczny konflikt dwóch zwalczających się frakcji.

Na tapecie
God of War Ragnarök