Recenzja „Ridge Racer Unbounded”

Ridge Racer Unbounded

Ridge Racer to chyba jedna z najdłużej, jeśli nie najdłuższa, seria gier wyścigowych goszcząca na konsolach - pierwsza część pojawiła się bowiem na Playstation w 1994 roku. Produkcja Namco z pewnością jest przez graczy lubiana i ma grono fanów. Przy najnowszej odsłonie, która debiutuje pięć lat po Ridge Racer 7 (wydane na premierę Playstation 3 w 2007 roku), japoński wydawca zdecydował się na dość odważny krok - do zręcznościowych wyścigów dodał element destrukcji, co z jednej strony dodaje grze widowiskowości, z drugiej jednak Unbounded bliżej do cyklu Burnout niż klasycznego Ridge Racera. Czy taki krok był dobrym posunięciem Namco - postaram się odpowiedzieć w tej recenzji.

Ghost of Tsushima

Ghost of Tsushima

Na sam koniec generacji przenosimy się do feudalnej Japonii, by jako wywodzący się z samurajskiego klanu Jin Sakai stawić czoła mongolskiemu najeźdźcy.

The Last of Us: Part II

The Last of Us: Part II

Pandemia wywołana przez maczużnika zaczęła się bowiem aż siedem lat temu, jeszcze na PlayStation 3, i właśnie wtedy, u schyłku poprzedniej generacji, poznaliśmy doświadczonego życiem Joela oraz niezwykle charakterną, młodą Ellie. Teraz, siedem lat później, kiedy PS4 kończy swój cykl, mamy okazję powrócić do owładniętego przez naturę uniwersum i poznać dalsze losy lubianej pary.

Na tapecie
Marvel's Avengers