Recenzja „Sniper Elite V2”

Sniper Elite V2

Dla przeciętnego dewelopera postać snajpera w osobie głównego protagonisty albo nie ma racji bytu, albo jest też kolejnym wcieleniem holiłódzkiego hiroła, który niczym Rambo szarżuje z furią na przeciwnika z odbezpieczonym granatem w jednej dłoni, karabinem snajperskim w drugiej oraz z puszką napalmu w ustach, przepijając metalowe odłamki łusek co i raz wpadające mu do rozdziawionych w akcie dzikiej satysfakcji ust. Serwowany graczom w kolejnych CoD'ach, czy Battlefield'ach obraz żołnierza posługującego się bronią długodystansową nijak ma się do rzeczywistości, gdzie człowiek takowy obarczony jest zwykle z góry określonym, pojedynczym zadaniem i co najważniejsze, działa poza polem walki. Rozumiem, że może to mniej atrakcyjne od wesołego wyżynania armii łotrów pragnących kontrolować świat, mało widowiskowe i w ogóle nieefektowne. W świecie dzisiejszej kultury, gdzie liczy się "show", nie ma miejsca dla strzelca wyborowego.

Death Stranding

Death Stranding

Hideo Kojima, jeden z najbardziej charakterystycznych twórców gier, przymusowo porzucił swoją flagową serię Metal Gear Solid i postanowił, przy współpracy z Sony, przygotować całkowicie nową produkcję, od pierwszej zapowiedzi jawiącą się jako niesamowicie tajemnicza. Wystarczy napisać, że na pierwszym zwiastunie oglądaliśmy przez trzy minuty nagiego Normana Reedusa i leżące nad brzegiem morza niemowlę z przewodem zamiast pępowiny. Każdy wtedy zastanawiał się - o co chodzi? Po trzech latach już wiadomo: Death Stranding to po prostu gra o... pracy kuriera. Przynajmniej na pierwszy rzut oka.

MediEvil

MediEvil

Pierwsza konsola PlayStation miała kilka swoich ikonicznych postaci. Jedną z nich był bez wątpienia Sir Daniel Fortesque, bohaterski, choć także nieco pechowy rycerz. Sony postanowiło przedstawić tę postać nieco młodszym graczom i przygotowało pełny remake MediEvil, gry, dzięki której kościany protagonista po raz pierwszy pojawił się na ekranach naszych telewizorów. Można by rzec, że bohater zmartwychwstał na nowo.

Na tapecie
Star Wars Jedi: Upadły zakon