Recenzja „Sniper Elite V2”

Sniper Elite V2

Dla przeciętnego dewelopera postać snajpera w osobie głównego protagonisty albo nie ma racji bytu, albo jest też kolejnym wcieleniem holiłódzkiego hiroła, który niczym Rambo szarżuje z furią na przeciwnika z odbezpieczonym granatem w jednej dłoni, karabinem snajperskim w drugiej oraz z puszką napalmu w ustach, przepijając metalowe odłamki łusek co i raz wpadające mu do rozdziawionych w akcie dzikiej satysfakcji ust. Serwowany graczom w kolejnych CoD'ach, czy Battlefield'ach obraz żołnierza posługującego się bronią długodystansową nijak ma się do rzeczywistości, gdzie człowiek takowy obarczony jest zwykle z góry określonym, pojedynczym zadaniem i co najważniejsze, działa poza polem walki. Rozumiem, że może to mniej atrakcyjne od wesołego wyżynania armii łotrów pragnących kontrolować świat, mało widowiskowe i w ogóle nieefektowne. W świecie dzisiejszej kultury, gdzie liczy się "show", nie ma miejsca dla strzelca wyborowego.

A Plague Tale: Innocence

A Plague Tale: Innocence

Jeśli uważaliście na lekcjach historii w szkole podstawowej czy liceum to z pewnością znany jest Wam termin "czarnej śmierci", czyli jednej z największych epidemii w dziejach ludzkości, epidemii dżumy, której rozprzestrzenianiu w dużej mierze winne były średniowieczne szczury. I to właśnie one, a także pewne rodzeństwo, są głównymi bohaterami A Plague Tale: Innocence, a dzięki grze możemy spojrzeć na te wydarzenia z XIV wieku z nieco innej perspektywy.

Days Gone

Days Gone

Studio Bend sięgnęło po popularny przez ostatnie lata motyw apokalipsy zombie. Pomimo tego, że temat jest już naprawdę wyświechtany, i to nie tylko w branży gier wideo, Days Gone wprowadza powiew świeżości, przede wszystkim dzięki hordom, a także cechuje się niepowtarzalnym klimatem pustki i walki o przetrwanie.

Na tapecie
A Plague Tale: Innocence