Recenzja „Soul Calibur IV”

Soul Calibur IV

Miecze? Kosy? Lance? Młoty? Topory? Tutaj każdy znajdzie coś dla siebie... Bijatyk na rynku mamy stosunkowo wiele (choć nie każdy może tutaj się ze mną zgodzić). Takie serie jak Street Fighter, Mortal Kombat, Tekken czy Virtua Fighter pozwalają nam okładać się gołymi pięściami (a nieraz i nogami) w nieskończoność. Zdecydowanie rzadziej możemy spotkać produkcje, gdzie prócz zwykłej siły mięśni do walki z wrogami użyć możemy także rozmaitego oręża. Takim „odmieńcem” (w pozytywnym tego słowa znaczeniu) w świecie bijatyk jest seria Soul Calibur. Przez wiele lat gra tworzona przez Namco Bandai zdobyła sobie szeroką rzeszę fanów tak, że premiery kolejnych jej części budziły sporo emocji. Nie inaczej było w przypadku „czwórki”, której właśnie czytacie recenzję.

The Last Oricru

The Last Oricru

Można powiedzieć, że gatunek tzw. "soulslike'ów" stał się modny. Deweloperzy z całego świata przygotowują swoje tytuły, starając się dorównać pierwowzorowi od From Software. Tym razem przyszedł czas na naszych sąsiadów, czeskie studio GoldKnights, które zabiera nas w kosmiczno-średniowieczną podróż na planetę Wardenia. Przeprawa oczywiście nie jest łatwa, szczególnie, że bohater uwikłany zostaje w odwieczny konflikt dwóch zwalczających się frakcji.

Stray

Stray

Czy zastanawialiście się kiedyś, jak to jest być kotem? A czy zastanawialiście się kiedyś, jak to jest być kotem zagubionym w futurystycznej metropolii, w której ludzie zastąpieni zostali robotami? Możecie przestać rozmyślać na ten temat, gdyż studio Blue Twelve spieszy z odpowiedzią! A tą odpowiedzią jest właśnie Stray, urocza przygodówka, w której wcielamy się rudego sierściucha, który – wykorzystując swoje kocie właściwości – szuka drogi na zewnątrz. Ucieczki ze świata, jaki nie chcemy, by kiedykolwiek nastał.