Recenzja „Soul Calibur IV”

Soul Calibur IV

Miecze? Kosy? Lance? Młoty? Topory? Tutaj każdy znajdzie coś dla siebie... Bijatyk na rynku mamy stosunkowo wiele (choć nie każdy może tutaj się ze mną zgodzić). Takie serie jak Street Fighter, Mortal Kombat, Tekken czy Virtua Fighter pozwalają nam okładać się gołymi pięściami (a nieraz i nogami) w nieskończoność. Zdecydowanie rzadziej możemy spotkać produkcje, gdzie prócz zwykłej siły mięśni do walki z wrogami użyć możemy także rozmaitego oręża. Takim „odmieńcem” (w pozytywnym tego słowa znaczeniu) w świecie bijatyk jest seria Soul Calibur. Przez wiele lat gra tworzona przez Namco Bandai zdobyła sobie szeroką rzeszę fanów tak, że premiery kolejnych jej części budziły sporo emocji. Nie inaczej było w przypadku „czwórki”, której właśnie czytacie recenzję.

Far Cry 6

Far Cry 6

Far Cry 6, pomimo iż tematem przewodnim jest rewolucja, sam w sobie rewolucją nie jest. Po raz kolejny bowiem dostajemy grę z otwartym światem, gdzie otrzymujemy spory arsenał i sporą swobodę działania, a wszystko po to, by zgładzić tego głównego złego, w którego tym razem wcielił się nie kto inny, jak Gus z Breaking Bad, czyli Giancarlo Esposito. Twórcom udało oddać się klimat rewolucji, w dużej mierze dzięki dobrze rozpisanym postaciom pobocznym oraz ścieżce dźwiękowej. ¡Viva la Libertad!

The Medium

The Medium

Akcja produkcji umiejscowiona została w Krakowie pod koniec ubiegłego wieku. Gracz wciela się w Mariannę, poznając bohaterkę w momencie, kiedy szykuje się do pożegnania najbliższej sobie osoby - ojczyma. Ojczym prowadził zakład pogrzebowy, co - jak się szybko okazuje - pomogło rozwinąć umiejętności protagonistki, jakimi są rozmowa ze zmarłymi, pomoc w odejściu ze świata realnego oraz przenikanie do tego drugiego świata. Tytułowe medium.