Recenzja „Soul Calibur IV”

Soul Calibur IV

Miecze? Kosy? Lance? Młoty? Topory? Tutaj każdy znajdzie coś dla siebie... Bijatyk na rynku mamy stosunkowo wiele (choć nie każdy może tutaj się ze mną zgodzić). Takie serie jak Street Fighter, Mortal Kombat, Tekken czy Virtua Fighter pozwalają nam okładać się gołymi pięściami (a nieraz i nogami) w nieskończoność. Zdecydowanie rzadziej możemy spotkać produkcje, gdzie prócz zwykłej siły mięśni do walki z wrogami użyć możemy także rozmaitego oręża. Takim „odmieńcem” (w pozytywnym tego słowa znaczeniu) w świecie bijatyk jest seria Soul Calibur. Przez wiele lat gra tworzona przez Namco Bandai zdobyła sobie szeroką rzeszę fanów tak, że premiery kolejnych jej części budziły sporo emocji. Nie inaczej było w przypadku „czwórki”, której właśnie czytacie recenzję.

Star Wars Jedi: Upadły Zakon

Star Wars Jedi: Upadły Zakon

Upadły Zakon to tytuł stworzony przez Respawn Entertainment. Akcja gry została osadzona niedługo wydarzeniach z trzeciego, filmowego epizodu - Zemsty Sithów. Wcielamy się w niedoszłego rycerza Jedi, padawana Cala Kestisa, któremu jakiś cudem udało się przetrwać Rozkaz 66 i jest zmuszony ukrywać się gdzieś na rubieżach galaktyki, nie ujawniając swojej prawdziwej tożsamości. Niestety, Imperium nie ma zamiaru odpuścić i wysyła w pościg za niedobitkami inkwizytorów...

Death Stranding

Death Stranding

Hideo Kojima, jeden z najbardziej charakterystycznych twórców gier, przymusowo porzucił swoją flagową serię Metal Gear Solid i postanowił, przy współpracy z Sony, przygotować całkowicie nową produkcję, od pierwszej zapowiedzi jawiącą się jako niesamowicie tajemnicza. Wystarczy napisać, że na pierwszym zwiastunie oglądaliśmy przez trzy minuty nagiego Normana Reedusa i leżące nad brzegiem morza niemowlę z przewodem zamiast pępowiny. Każdy wtedy zastanawiał się - o co chodzi? Po trzech latach już wiadomo: Death Stranding to po prostu gra o... pracy kuriera. Przynajmniej na pierwszy rzut oka.

Na tapecie
DOOM Eternal