Recenzja „Soul Calibur IV”

Soul Calibur IV

Miecze? Kosy? Lance? Młoty? Topory? Tutaj każdy znajdzie coś dla siebie... Bijatyk na rynku mamy stosunkowo wiele (choć nie każdy może tutaj się ze mną zgodzić). Takie serie jak Street Fighter, Mortal Kombat, Tekken czy Virtua Fighter pozwalają nam okładać się gołymi pięściami (a nieraz i nogami) w nieskończoność. Zdecydowanie rzadziej możemy spotkać produkcje, gdzie prócz zwykłej siły mięśni do walki z wrogami użyć możemy także rozmaitego oręża. Takim „odmieńcem” (w pozytywnym tego słowa znaczeniu) w świecie bijatyk jest seria Soul Calibur. Przez wiele lat gra tworzona przez Namco Bandai zdobyła sobie szeroką rzeszę fanów tak, że premiery kolejnych jej części budziły sporo emocji. Nie inaczej było w przypadku „czwórki”, której właśnie czytacie recenzję.

A Plague Tale: Innocence

A Plague Tale: Innocence

Jeśli uważaliście na lekcjach historii w szkole podstawowej czy liceum to z pewnością znany jest Wam termin "czarnej śmierci", czyli jednej z największych epidemii w dziejach ludzkości, epidemii dżumy, której rozprzestrzenianiu w dużej mierze winne były średniowieczne szczury. I to właśnie one, a także pewne rodzeństwo, są głównymi bohaterami A Plague Tale: Innocence, a dzięki grze możemy spojrzeć na te wydarzenia z XIV wieku z nieco innej perspektywy.

Days Gone

Days Gone

Studio Bend sięgnęło po popularny przez ostatnie lata motyw apokalipsy zombie. Pomimo tego, że temat jest już naprawdę wyświechtany, i to nie tylko w branży gier wideo, Days Gone wprowadza powiew świeżości, przede wszystkim dzięki hordom, a także cechuje się niepowtarzalnym klimatem pustki i walki o przetrwanie.

Na tapecie
A Plague Tale: Innocence