Recenzja „Street Fighter X Tekken”

Street Fighter X Tekken

Bijatyki to chyba jedyny gatunek, w którym właściciele dwóch konkurencyjnych marek potrafią się dogadać i wspólnie stworzyć tzw. ‘cross-over’, czyli połączenie dwóch serii w jedną grę. Z drugiej strony nie powinno to dziwić, bo chyba trudno wyobrazić sobie scalenie realiów Battlefielda i Modern Warfare czy Gran Turismo i Forzy. Zaletą bijatykowych cross-overów jest zdecydowanie to, że fani obu serii mogą walczyć ulubionymi postaciami przeciwko sobie i sprawdzić, jak jedno uniwersum pasuje do drugiego. W przypadku Street Fighter X Tekken to uczestniczy turnieju Żelaznej Pięści zostali przeniesieni do drugiego wymiaru. O dziwo, wyszło to naprawdę świetnie i postacie z Tekkena idealnie wpasowują się w klimat Ulicznego Wojownika. Oby podobnie było, kiedy na rynku pojawi się Tekken X Street Fighter, gdzie z kolei Ryu i spółka nabiorą trójwymiarowych kształtów.

God of War Ragnarök

God of War Ragnarök

Przygody Kratosa na mroźnej północy początkowo miały być trylogią, tak samo jak przygody tego popularnego bohatera w starożytnej Grecji. Twórcy z Santa Monica zmienili jednak zdanie i ostatecznie opowieść o nordyckich wojażach Boga Wojny składać się będzie z dwóch odsłon - recenzowany Ragnarök jest drugą, a więc i ostatnią, częścią. Autorzy widocznie uznali, że nie chcą za bardzo rozwlekać historii, a tym samym zapewnić graczom ciągłą, dynamiczną akcję i kalejdoskop wrażeń oraz emocji - czyli istny... ragnarök!

The Last Oricru

The Last Oricru

Można powiedzieć, że gatunek tzw. "soulslike'ów" stał się modny. Deweloperzy z całego świata przygotowują swoje tytuły, starając się dorównać pierwowzorowi od From Software. Tym razem przyszedł czas na naszych sąsiadów, czeskie studio GoldKnights, które zabiera nas w kosmiczno-średniowieczną podróż na planetę Wardenia. Przeprawa oczywiście nie jest łatwa, szczególnie, że bohater uwikłany zostaje w odwieczny konflikt dwóch zwalczających się frakcji.

Na tapecie
God of War Ragnarök