Recenzja „Super Street Fighter IV”

Super Street Fighter IV

Do tej pory ukazało się wiele bijatyk, jednak kilka serii zasługuje na specjalne wyróżnienie, nie tylko ze względu na popularność, ale też za wkład jaki włożyła w rozwój gatunku. Jedną z takich serii jest bez wątpienia Street Fighter, w której drugą część na automatach zapewne grał każdy z was - osiem postaci do wyboru, świetna jak na tamte czasy grafika, fatality kończące walkę... Nic dziwnego, że Capcom wypuściło potem niezliczoną ilość usprawnionych wersji dwójki, sprzedającej się na niektóre platformy w milionowym nakładzie (a była to pierwsza połowa lat dziewięćdziesiątych!). Piszę o tym dlatego, że czwarty Street Fighter właściwie stara się w pewnym stopniu nawiązać do swojej najsławniejszej poprzedniczki (bo część pierwsza i trzecia były mniej popularne). Wiadomo, że wszystko jest większe i lepsze, jednak zarówno w rozgrywce jak i w stylu graficznym (o postaciach nie wspominając) da się znaleźć trochę podobieństw. Zaznaczę też, że wersja Super to właśnie usprawniona wersja czwórki, która oryginalnie zadebiutowała w 2009 roku na konsolach domowych, bogatsza o nowe postacie, tryby rozgrywki i lepszy system walki.

Ghost of Tsushima

Ghost of Tsushima

Na sam koniec generacji przenosimy się do feudalnej Japonii, by jako wywodzący się z samurajskiego klanu Jin Sakai stawić czoła mongolskiemu najeźdźcy.

The Last of Us: Part II

The Last of Us: Part II

Pandemia wywołana przez maczużnika zaczęła się bowiem aż siedem lat temu, jeszcze na PlayStation 3, i właśnie wtedy, u schyłku poprzedniej generacji, poznaliśmy doświadczonego życiem Joela oraz niezwykle charakterną, młodą Ellie. Teraz, siedem lat później, kiedy PS4 kończy swój cykl, mamy okazję powrócić do owładniętego przez naturę uniwersum i poznać dalsze losy lubianej pary.

Na tapecie
Marvel's Avengers