Recenzja „Uncharted: Drake’s Fortune”

Uncharted: Drake’s Fortune

Kiedy utalentowane studia Naughty Dog zapowiedziało, że ich pierwszą grą na konsole nowej generacji nie będzie kolejna część przygód Jaka i Daxtera dało słyszeć się głosy zawodu ze strony fanów. Uncharted, Nathan? A co to? Po trailerze na E3 2005 wszystkie wątpliwości zostały rozwiane, bowiem zaprezentowany film zachwycał, szczególnie animacją głównego bohatera. Pojawiły się jednak obawy, że takiego poziomu nie da się otrzymać w końcowym kodzie gry, a trailer to po prostu zwykły render (z czego Sony w tamtym okresie słynęło). Po 2,5 roku nareszcie można to skonfrontować - i rzeczywiście, nie wszystko się sprawdziło, a chłopaki z Naughty Dog przeszli samych siebie i efekt końcowy zdecydowanie przewyższa wspomniany film z 2005 roku. Małe mistrzostwo świata.

Ratchet & Clank: Rift Apart

Ratchet & Clank: Rift Apart

Trudno w to uwierzyć, ale na powrót Ratcheta i Clanka, czyli dwójki kosmicznych bohaterów od Insomniac Games, a jednocześnie ikonicznych postaci konsol Sony, czekać musieliśmy aż 8 lat. Co prawda, w 2016 roku lombaks i robot zawitali na PS4, ale wyłącznie w formie remake'u pierwszej odsłony serii. Tym razem, na starcie nowej generacji, możemy przeżyć nowe przygody tego duetu, a w zasadzie... trio, bo do Ratcheta i Clanka dołącza Rivet, będąca protagonistką z innego wymiaru.

Returnal

Returnal

Główną bohaterką Returnal jest Selene, pilotka kosmicznego statku Helios, który w wyniku awarii rozbija się na tajemniczej i niebezpiecznej planecie Atropos. Łączność zostaje zerwana, a kobieta, zdana wyłącznie na siebie, musi znaleźć sposób na wydostanie się z nieprzyjaznego miejsca, przy okazji ucząc się i odkrywając sekrety świata, którzy przyjdzie jej przemierzyć. Szybko okazuje się, że największym zagrożeniem nie są obce istoty czy ich technologia, a pętla czasowa, w której utknęła protagonistka. Śmierć w Returnal nie stanowi bowiem końca, a nowy początek.