Recenzja „A Plague Tale: Innocence”

Jeśli uważaliście na lekcjach historii w szkole podstawowej czy liceum to z pewnością znany jest Wam termin „czarnej śmierci”, czyli jednej z największych epidemii w dziejach ludzkości, epidemii dżumy, której rozprzestrzenianiu w dużej mierze winne były średniowieczne szczury. I to właśnie one, a także pewne rodzeństwo, są głównymi bohaterami A Plague Tale: Innocence, a dzięki grze możemy spojrzeć na te wydarzenia z XIV wieku z nieco innej perspektywy.

Najnowszy tytuł od studia Asobo przenosi nas do 1348 roku, kiedy poznajemy szlachecką rodzinę de Rune – w tym kilkuletniego Hugo oraz jego starszą siostrę Amicię, czyli właśnie wspomniane rodzeństwo. Hugo od kilku lat zmaga się z pewną, niezidentyfikowaną przypadłością, na które matka wraz z zaprzyjaźnionym alchemikiem starają się znaleźć lekarstwo. Niestety, nie dane im jest skończyć badań nad medykamentem, gdyż do dworu de Rune dotarła inna plaga tamtych czasów, czyli Święta Inkwizycja. Pomimo podjęcia walki, bohaterowie zmuszeni są do ucieczki, a na ich oczach ginie najpierw ojciec, a potem matka. To jednak nie koniec kłopotów, gdyż szybko okazuje się, że to na Hugo zależało Inkwizycji i nie odpuszczą pościgu, dopóki go nie dopadną. Ucieczka natomiast jest o tyle utrudniona, że gromady szczurów zaczynają się coraz bardziej panoszyć, a spotkanie takiej na swojej drodze może skończyć się tylko w jeden sposób – pożarciem żywcem. Na szczęście jest na nie pewien sposób, a Amicia i Hugo mają wsparcie w napotykanych po drodze przyjaciołach, z których każdy z nich ma swoją, ciekawie opowiedzianą przez twórców historię. Tak samo ciekawy jest główny wątek, odkrywany stopniowo, szczególnie, kiedy okazuje się, że przypadłość, na którą cierpi Hugo ma o wiele więcej wspólnego z dziejącymi się wydarzeniami niż początkowo mogłoby się wydawać.

Gra jest w zasadzie skradanką. Wcielamy się w Amicię, która przez całą podróż przez średniowieczne, francuskie wsie, miasteczka i zamki opiekuje się swoim młodszym bratem i dba o to, by nic mu się nie stało, jednocześnie martwiąc się o jego pogarszający się stan zdrowia. Głównym zagrożeniem są napotykani żołnierze oraz gryzonie i w bezpośrednim starciu dziewczyna nie ma najmniejszych szans, dlatego lepiej, żeby nie wystawiała się na widok. Kluczem do sukcesu jest zaskoczenie i przeprowadzanie dywersji w ukryciu. Amicia dysponuje kilkoma naprawdę przydatnymi narzędziami. Podstawowym jest proca, której kamieniami możemy odwracać uwagę przeciwników wystrzeliwując pocisk w jakiś metalowy obiekt czy ogłuszać ich trafiając w głowę, oczywiście tylko wtedy, kiedy nie mają hełmów. Jeśli takowy mają, wskazane jest użycie devorantisu, alchemicznej substancji drażniącej, zmuszającej wroga do jego ściągnięcia. Przydatne jest również somnum, które po prostu usypia oponentów. Co oczywiste, na szczury nie zadziałają kamienie, a ich słabym punktem jest ogień. W związku z tym niejednokrotnie dzierżymy w dłoniach pochodnię, którą rozpalamy inne źródła światła by utorować sobie drogę. Brzmi prosto, ale jednokrotnie trzeba pokombinować by odciągnąć szczury, innym razem spieszyć się zanim trzymany kawałek drewna nam zgaśnie. I tutaj również przydają się gadżety chomikowane w torbie, jak ignifer, którym można zapalać obiekty na odległość czy luminosa, która po prostu pacyfikuje grupkę gryzoni. Najciekawiej jest kiedy mamy do czynienia równocześnie z ludzkimi przeciwnikami oraz szczurami, wtedy, kombinując, można np. zapalić palenisko, rzucić kamień przy zainteresować wroga, a kiedy podejdzie – zgasić ogień rzucając exstinguis, co spowoduje, że nasi zwierzęcy przyjaciele się nim zajmą i posilą, a my swobodnie przemkniemy obok. Aby jednak nie było za łatwo, przedmioty odblokowujemy stopniowo, a ich liczba, którą możemy przy sobie mieć jest ograniczona, ponadto, aby je wytworzyć potrzebujemy materiałów znajdowanych w świecie gry. Nie jest ich mało, ale też nie na tyle dużo, by nosić wszystko w ilościach hurtowych (no, przynajmniej na początku), więc trzeba rozważnie zastanowić się, jaką drogę wybrać i odpowiednio wykorzystywać zasoby. Ponadto, zasoby służą do permanentnego ulepszania procy, torby oraz – później – gadżetów, dzięki temu te są mocniejsze / starczą na dłużej, torba staje się pojemniejsza a proca dalej czy bezszelestnie strzela.

Oprócz przemykania się, w niektórych fragmentach gry musimy uciekać przeskakując napotykane obiekty i dynamicznie reagując, a od czasu do czasu rozwiązujemy zagadki logiczne, które nie są – niestety – zbytnio skomplikowane. Polegają głównie na odpowiednim ustawieniu mechanizmów, a pomagają nam w tym towarzysze, zarówno służąc ręką, jak i radą. À propos towarzyszy, jak i Hugo to muszę wspomnieć jeszcze, że gra ich całkowicie ignoruje, tzn. w pozytywnym sensie – kiedy nasz kompan nieopatrznie wychyli się zza winka, kiedy nam zależy by pozostać w całkowitym ukryciu to gra tego faktu całkowicie nie zauważa i dopiero kiedy my popełnimy błąd to możemy liczyć z konsekwencjami. Ostatnią, poboczną aktywnością, którą możemy się zająć jest wypełnianie leksykonu, czyli innymi słowy – szukanie znajdziek. Zrywamy unikalne gatunki roślin oraz podnosimy równie unikalne przedmioty, także te historyczne, które następnie możemy przejrzeć i przeczytać ich opis. Są to zarówno takie rzeczy jak różaniec czy elementy ubioru, ale także figury, ikonografiki czy autentyczne dokumenty z XIII – XIV wieku.

Tytuł jest bardzo klimatyczny, niezależnie od tego czy dany etap przechodzimy za dnia czy w nocy, choć oczywiście po ciemku pojawia się ten dodatkowy dreszczyk emocji. Twórcy pokazują nam to, co średniowiecze miało do zaoferowania – przemierzamy wioski z okalającymi je łąkami i polami, tereny leśne, miasteczka, majestatyczne kościoły oraz świetnie ufortyfikowane twierdze. Graficznie jest więc bardzo dobrze, a wrażenie mogą robić setki szczurów jednocześnie poruszające się na ekranie. Tytuł także świetnie brzmi. Aby lepiej go poczuć, ustawiłem sobie francuską wersję językową wraz z polskimi napisami i sprawdziło się to idealnie.

Podsumowanie

A Plague Tale: Innocence przemknęło niepostrzeżenie, w zupełnym przeciwieństwie do hord szczurów, które przemykają tu i ówdzie przez całą opowieść wykreowaną przez Asobo. A szkoda, bo gra posiada bardzo dobrze napisaną historię osadzoną w rzadko pojawiających się grach, zamierzchłych, średniowiecznych czasach, co automatycznie przekłada się na klimat produkcji, miejscami niesamowicie mroczny. Rozgrywka jest także bardzo przyjemna, nienużąca, a skradanie wymaga sprytu. Warto dowiedzieć się, jak to rzeczywiście z czarną śmiercią było i kto tak naprawdę uratował Europę od zagłady.

Zostaw komentarz

Na tapecie
MediEvil