Recenzja „Army of Two”

Wyobraź sobie, że razem z kumplem jesteście najemnikami, ludźmi, którzy za parę tysięcy dolców podejmą się każdego zadania, nawet najbardziej karkołomnego. Tak w skrócie można opisać nowy produkt EA. To bardzo rzadki widok w produkcjach Electronic Arts, gdzie przekleństwa snują się z ust bohaterów jak atak ślinotoku, gdzie krew leje się strumieniami, a na dodatek jest sporo nawiązań do wydarzeń z 11 września 2001 roku. Zostałem miło zaskoczony, więc dlaczego nie przyłączyć się do armii dwóch?

Gra jest typową strzelaniną (prawda, że dziwne? A czym miałaby być gra o najemnikach – wyścigówką?) TPP, z tym, że jest maksymalnie nastawiona na współpracę, tzn.: na każdym kroku towarzyszy nam partner, z którym wspólnie będziemy wykonywać przyjęte przez nas kontrakty. W fabułę nie warto się zagłębiać, bowiem ma ona raczej funkcję usprawiedliwiającą wszechobecną rozpierduchę, czyli łączenia wszystkiego w logiczną całość, a streścić ją można w kilku zdaniach. Rios i Salem to byli żołnierze oddziału Rangersów, którzy zostają zwerbowani przez SSC, prywatną armię specjalizującą się rozwiązywaniem tych konfliktów, w których oficjalnie rząd nie może się mieszać, gdyż groziłoby to międzynarodową aferą. Tak więc nasi bohaterowie są wysyłani w różne rejony świata by zniszczyć/przechwycić/zabić. Cóż, zdarzają się i takie zajęcia. Niestety tę sielankę przerywa kryzys, gdyż ktoś chce zrobić z naszych super hirołs kozłów ofiarnych. Interesujące, prawda? Ale to tylko przykrywka do ..

STRZELANIA WE DWÓCH

Ta gra jest niczym Uncharted, kryjemy się przed gradem ołowiu, wystawiając jedynie rękę kosimy kilku zakapiorów w kucykach, przebiegamy parę metrów i ukrywamy się za kolejną zasłoną, i tak w kółko. W tym czasie nasz drugi partner (jeżeli nie kieruje nim człowiek) biegnie z nami ramię w ramię i grzecznie wykonuje proste polecenia, typu : osłaniaj mnie, utrzymaj pozycję, bądź przyj naprzód. Każda z wymienionych komend występuje w odmianie defensywnej (niebieska, towarzysz częściej się kryje, mniej atakuje), jak i ofensywnej (czerwona, wrogowie zasypywani są gradem kul ze strony partnera). Nasz przyjaciel to pojętna bestia i aż cieszy widok, gdy zachodzi on przeciwników od tyłu i zasadza takiemu potężny cios z kolanka, a drugiemu wypłaca z dyńki. My natomiast spokojnie zajmujemy się celnym odstrzeliwaniem niedobitków. Oczywiście AI nie jest genialne i czasami potrafi porazić nas głupotą, ale nie zdarza się to zbyt często, przez co nie odbieramy naszego towarzysza jako niepotrzebnego balastu. Kontynuując dalej, AI przeciwników również nie wypada gorzej, flankują, kryją się, przegrupowują, a to wszystko potrafi napsuć nam trochę krwi.

W grze zastosowano autorski pomysł agrometru, czym go się je i jak smakuje? W działaniu agrometru zastosowano starą zasadę, im więcej szumu wokół ciebie, tym towarzysz ma większe pole do manewru. Gdy nasz przyjaciel zostaje zauważony przez wrogów, skupia się na nim cały oddział, a nam napełnia się pasek agrometru. Po jego napełnieniu, zwalniamy czas, stajemy się niewidzialni i poruszamy się szybciej , a nasz partner pruje ostro z broni, zadając podwójne obrażenia. . Korzystanie z tego patentu bardzo ułatwia zaliczenie misji.

Rios i Salem prezentują się zabójczo w swoich pancerzach. Niestety na swojej drodze spotykają równie zabójczo wyglądających przeciwników. Szkopuł z nimi taki, że w zwykły sposób ich nie pokonamy, więc co nam pozostaje? Są na nich dwa sposoby, albo wykorzystujemy do tego celu agrometr, albo przewracamy go, pakując mu nasz cały magazynek w plecy.

 

 

BO DO TANGA TRZEBA DWOJGA

Co jest takiego specjalnego w tej grze, że warto w nią zagrać ze swoim kumplem? To, że zastosowano tu tryb co-operative, nie jest czymś specjalnym. Dlatego też tytuł ten wyróżnia się tym od pozostałych, że mówiąc współpraca, mamy na myśli, pełna współpraca. Oprócz wspólnego strzelania, pojawi się również możliwość zrobienia „schodka” z dłoni, dzięki czemu nasz partner wejdzie na posadzkę, oczyści teren i poda nam dłoń byśmy sami mogli się wspiąć. Miły patent, zważywszy, że podsadzanie wykonuje się wychylając analoga w górę, co czasami ratuje skórę partnerowi, gdy ten zarobi zbyt wiele kulek. Kolejnym pomysłem wykorzystania trybu co-operative, jest lot spadochronem. Wszystko jest oczywiście uzależnione od tego czy jesteśmy z przodu, bądź z tyłu. Z przodu będziemy wyposażeni w broń, z której mamy osłaniać nasze lądowanie przed bandą krwiożerczych terrorystów, z tyłu natomiast to do nas będzie należała kontrola nad spadochronem, używając do tego sixaxisa (alternatywnie, służy też do przeładowywania broni). Niestety nie mamy możliwości wyboru, gra przydziela nam automatycznie nasze stanowiska podczas lotu.

Oprócz sterowania spadochronem, przyjdzie nam stanąć za sterami poduszkowca. Tu podział ról jest jasny, pierwszy gracz kontroluje maszynę, drugi natomiast (bądź komputer) sieje spustoszenie z zamontowanego do poduszkowca, karabinka. To tyle, jeżeli chodzi o pojazdy w grze w trybie dla pojedynczego gracza. W grze wieloosobowej będziemy mieli okazję zasiąść za sterami czołgu, ale kontrola taką konserwą nie przypadła mi zbytnio do gustu.

Wracając do współpracy, bo w głównej mierze na tym opiera się ta gra, można jeszcze nadmienić o synchronicznym strzelaniu ze snajperki (przydatna w paru wyreżyserowanych miejscach), czy wymianie broni z naszym partnerem. Być może jest to mało przydatny dodatek, ale tworzy więź współpracy pomiędzy towarzyszem.

To na tyle, jeśli chodzi o akcje dwójkowe? Na szczęście nie, na deser postanowiłem zostawić sobie dwa najlepsze patenty. Pierwszy to ratunek naszego rannego kamrata, gdy ten upada na ziemię od zbyt dużego ciężaru kul. Wtedy my, jako bohaterowie, mamy określony czas na wyciągnięcie partnera spod ostrzału i zaciągnięcie go w bezpieczne miejsce. Frajda w tym jest taka, że ciągnięta osoba może ostrzeliwać przeciwników, prócz tego, dodatkowym utrudnieniem jest słaba widoczność, która ujawnia się gdy my, bądź partner, zbyt długo zwlekamy z pomocą.

Będąc w krytycznym stanie możemy upaść na ziemię, udając własną śmierć. Uwaga wrogów w tej sytuacji skupi się w głównej mierze na naszym ziomku, jednak nie nadużywajmy tego, bo może się w ten sposób skończyć nasza kariera najemnika i rozpoczniemy grę od ostatniego punktu zapisu. Kolejnym fajnym rozwiązaniem jest tzw. Back to Back, który pojawia się w pewnych momentach w grze. Polega on na tym, że Rios lub Salem wykrzykują komendę „Back to back”, po czym oboje odwracają się do siebie plecami, czas drastycznie spowalnia, a my obracając się niczym dwie wskazówki zegara, prujemy zaciekle w obóz wroga. Wygląda to naprawdę kozacko, motyw niemalże wyjęty z filmu akcji.

BŁAGAM MTV ODPICUJCIE MOJĄ SPLUWĘ !

Spokojnie, w grze nie spotkamy ani Xzibit’a, ani postrzelonych gości z zaprzyjaźnionego warsztatu, jednak lans będzie i to jak najbardziej. Gramy najemnikami, tak? Co otrzymują najemnicy za dobrze wykonane zadanie? Kiszoną kapustę? Prawie… ale Kapuchę na pewno! Nie inaczej jest też w Army of Two, tu każda misja ma konkretne cele do zrealizowania, za które otrzymujemy flotę, a tą następnie wydajemy w sklepie, dostępnym w określonych miejscach. A co takiego ciekawego można kupić w sklepie? Między innymi nową broń, a jest tego żelastwa naprawdę sporo. Od pistolecików po normalne karabiny, kończąc na minigun’ie. W prawie każdej broni możemy wymienić lufę, by słać kule celniej i zdawać większe obrażenia, czy powiększyć magazynek. Ba! Możemy nawet dodać podwieszany granatnik, czy tarcze chroniące nas od kul. Ale i tak to wszystko przebija gruntowne odpicowanie broni. Widzieliście może jak afro-amerykańscy gangsterzy noszą przy sobie złote karabiny AK-47, bądź złote Desert Eagle? Ta gra pozwoli nam każdą szarą myszkę zamienić w świecące niczym świetliki wieczorną porą, narzędzia zbrodni. Wyobraźcie sobie złote AK-47 z magazynkiem na 100 naboi i tarczą… widzicie? A złoty minigun? Aż pojawia się banan na twarzy, idąc z takim bydlakiem siać śmierć na prawo i lewo. Czujesz się jak terminator, a smaczku do tego wszystkiego dodają celowo spowalniane akcje. Szkoda tylko, że mamy jeden wzór złoconej spluwy, a żeby wykupić coś lepszego, najpierw musimy inwestować w jakiś grat. To może wkurzać, ale na szczęście, na ostudzenie nerwów dali nam maski do kupienia. Przynajmniej nie musimy widzieć tych zakazanych twarzy :)

 

 

ZABAWA W GANIANEGO WE DWOJE

I tak oto dobrnęliśmy do strony technicznej armii. Cóż mogę zasugerować? Pozostaje mi zacytowanie jednego z bad assów Army of Two: „Walcie się” – bo tak chyba twórcy chcieli nas potraktować przy ocenie tego tytułu od strony wizualnej. To co ujrzałem, na pewno nie zachwyca. Pamiętacie jak narzekałem, że grafika w Devil May Cry 4, mnie nie powaliła? Teraz cofam te słowa,Czwarty DMC przy Army of Two jest to objawienie graficzne na miarę pierwszego płaczącego diabełka. Średnie tekstury, jak wrogowie, atakują nas w każdym momencie. Nie zrozumcie mnie źle, gra ma swoje dobre momenty, jak na przykład ucieczka z tonącego lotniskowca, gdzie wszędzie panoszą się jakieś skrzynie i wybuchają samoloty, bądź ładnie wykonane modele Rios’a i Salem’a, ale reszta razi bezpłciowością. Naprawdę ubolewam, że nie mamy możliwości wpływania na niszczenie otaczającego nas środowiska. Lekko kruszący się murek po serii z karabinu czy rozwalający się drewniany straganik wpłynąłby pozytywnie na realizm otoczenia. Szkoda też, że mapy są tak proste jak budowa cepa i nie doszukamy się w nich jakiejś innowacyjności. Fizyka również swoje trzy grosze dołoży, gdyż postacie po niektórych ciosach z bliska szybują niczym ptaki.
Powracając na tę dobrą stronę, muszę pochwalić przerywniki filmowe które wyglądają naprawdę okazale. Udźwiękowienie gry również nie odbiega od standardów, a same odgłosy broni to klasa sama w sobie. Lektorzy poprawnie i charakterystycznie odczytują swoje kwestie, a sama treść dialogów może się podobać.

KILLERÓW DWÓCH

Army of Two to gra solidna, z niezłą kampanią dla pojedynczego gracza (dość trudną i wymagającą, lecz bardzo krótką) i ze wspaniałą rozgrywką dla wielu graczy. Gra ma sporo świetnych pomysłów które zostały w lepszy, bądź gorszy sposób wykorzystane. Z drugiej strony, gdyby wrzucić więcej zróżnicowanych akcji, dodać zniszczalne środowisko i jej lepszą architekturę, wzbogacając dodatkowo to wszystko kilkoma bonusowymi misjami, to gra uzyskała by status killer’a roku, a tak mamy przyjemnego „czasoumilacza”, w sam raz na nocne partyjki z kumplem.

Zostaw komentarz

Na tapecie
Marvel's Avengers