Recenzja „Assassin’s Creed Chronicles: China”

Od kiedy seria Assassin’s Creed zdobyła popularność, a Ubisoft zaczął wypuszczać gry o Asasynach rokrocznie, gracze zaczęli zastanawiać się, gdzie można by osadzić kolejne odsłony. Zawsze dużo głosów w dyskusjach graczy zdobywały kraje z Azji Wschodniej, a przede wszystkim Japonia i Chiny. W końcu przyszedł czas na wycieczkę do Państwa Środka.

Zdaję sobie sprawę, że nie jest to do końca podróż na jaką czekali fani – bo na pewno liczyli na pełnoprawną, trójwymiarową grę – ale nie taki diabeł straszny. (Pod)seria Chronicles – a przynajmniej jej pierwsza część, bo pozostałe ukażą się później – jest tym, czym Asasyn powinien być, czyli grą skradankową. Sprawdźmy, jak dobrą.

W pierwszym epizodzie Kronik wcielamy się w Shao Jun, jedną z ostatnich Asasynek w XVI-wiecznych, rządzonych twardą ręką przez dynastię Ming, Chinach. Bractwo Asasynów zostało zwalczone przez Templariuszy, którzy mianują siebie Trygrysami. Shao wyrusza do dalekich Włoch, gdzie spotyka podstarzałego już Ezio Auditore da Firenze, które to zresztą wydarzenie oglądać mogliśmy w krótkometrażowej animacji o ostatnich latach życia Ezio, zatytułowanej Assassin’s Creed: Embers. Bogatsza o naukę i wiedzę przekazaną jej przez florenckiego Asasyna, żądna krwi protagonistka wraca do Chin, aby zemścić się za utratę przyjaciół i upadek Bractwa. Jej celem jest wyeliminowanie przywódcy Templariuszy, Zhang Yonga.

Tytuł jest więc opowieścią o wendecie, którą główna bohatera skutecznie realizuje. Początkowo, co prawda, daje się schwytać Tygrysom, ale wyłącznie po to, aby znaleźć się jak najbliżej nich. Szybko udaje jej się uciec z więzienia i wyruszyć w podróż po Chinach, eliminując po drodze najważniejszych Templariuszy. Fabuła jest nieskomplikowana, opowiedziano ją za pomocą statycznych przerywników, podczas których Shao prowadzi monolog lub dialog z innymi postaciami. Historia nie wciąga i nie zaskakuje i jeśli nie zdecydujecie się na zakup Chronicles: China, a jesteście fanami serii, wiedzę o wydarzeniach z gry można uzupełnić z Wikipedii.

Rozgrywka prezentuje się już o wiele lepiej, szczególnie, jeśli działa się po cichu i unika wykrycia przez chińskich żołnierzy. Nie jest to gra dla zwolenników masowej eliminacji przeciwników, bo raz, że system walki jest dość toporny i walka już z dwoma przeciwnikami na raz kończy się śmiercią, a dwa – bohaterka ma bardzo mało zdrowia i jest podatna na zadawane obrażenia. Widać, że twórcy forują skradanie się i jest to zrozumiałe. W bezszelestnym przemieszczaniu się Shao jest naprawdę dobra.

System skradania jest prosty, ale wymaga pomyślunku i zbyt nerwowe ruchy lub zbyt szybkie wyskoczenie zza zasłony skutkuje wykryciem. Kamera w grze ustawiona jest z boku – w widoku 2.5D – co pozwala na rozeznanie się i zlokalizowanie miejsc, w których można się skryć, aby pozostać niezauważonym. Sprawę ułatwia zaznaczone pole widzenia przeciwników oraz ścieżki ich przemieszczania. Rozgrywka opiera się na ukrywaniu się w cieniu, w krzakach czy w tłumie ludzi i podążanie do wyznaczonego celu. Na przeszkodzie stoi kilka rodzajów przeciwników – od słabo uzbrojonych wojowników, bo takich wyposażonych w tarczę czy broń palną – oraz inne przeszkody w postaci klatek z ptakami, szczekających psów czy podwieszanych dzwonków, których dotknięcie wzbudza niepokój strażników. Protagonistka posiada kilka sposobów na rozproszenie uwagi przeciwników – gwizdanie i strzałki dźwiękowe wzbudzają ich zainteresowanie, petardy na chwilę ich ogłuszają, a noże do rzucania mogą zadać im trochę obrażeń. Ponadto, Shao posiada linkę, dzięki której – w wyznaczonym miejscach – może przemieszczać się pomiędzy bliższym/dalszym planem lub podczepiać się do sufitu. W ekwipunku Asasynki nie zabrakło naturalnie także broni białej w postaci miecza oraz ukrytego ostrza, którym można po cichu zabić przeciwnika, a następnie podnieść jego ciało i ukryć. Zwolennicy kombinowania będą usatysfakcjonowani, a na późniejszych etapach trzeba chwilę pomyśleć, żeby zostać niezauważonym.

W grze znalazło się miejsce dla nieskomplikowanego systemu rozwoju postaci, który opiera się o liczbę punktów zdobytą na danym etapie. Punkty zdobywa się w zależności od stylu rozgrywki. Cień to bezszelestne przechodzenie bez zabijania przeciwników, Asasyn – bezszelestne, ale z cichymi zabójstwami, a Zabijaka to, jak sama nazwa wskazuje, wywoływanie alarmów i walka na miecze. Gra premiuje dwa pierwsze style, a po zdobyciu odkreślonej ilości punktów zwiększa się pasek zdrowia Shao, pojemność jej ekwipunku czy też szybkość poruszania się. Motywuje to do bardziej rozważnego grania. Aby zapobiec monotonii powodowanej ciągłym skradaniem się, autorzy wprowadzili kilka bardziej dynamicznych etapów ucieczkowych, gdzie liczy się refleks i unikanie walących się obiektów. Warto wspomnieć także o znajdźkach porozmieszczanych na planszach – w postaci skrzyń i cząstek Animusa – oraz zadaniach pobocznych, polegających np. na rozpaleniu świec czy uratowaniu znajdujących się w niebezpieczeństwie kurtyzan.

Tytuł posiada unikalną oprawę graficzną – na wpół trójwymiarową i rysowaną – i określę ją mianem przyjemnej dla oka. Twórcy zastosowali czerwono-żółty, stonowany filtr, żeby lepiej oddać klimat ówczesnych Chin. Zresztą nie tylko przez filtr, bo budynki czy znajdowane w nich przedmioty z pewnością pochodzą sprzed 500 lat, a lokacje – jak górskie więzienie, port, miasto czy w końcu Mur Chiński – również narysowano bardzo poprawnie i można poczuć się jak w XVI-wiecznych Chinach, oczywiście nieco uboższej graficznie formie. Co istotne dla rodzimych graczy – Chronicles: China posiada polskie napisy.

Podsumowanie

Trudno tak naprawdę określić, czy Assassin’s Creed Chronicles: China to udana odsłona serii, bo nie jest to pełnoprawna część, a jedynie spin-off, któremu bliżej do Prince of Persia z 1989 roku niż do serii o Asasynach. Twórcom udało się jednak wpleść historię Shao Jun w odwieczny konflikt skrytobójców z Templariuszami, a rozgrywka stanowi świeże spojrzenie na sposób działania członków bractwa Asasynów. Za zainteresowaniem się Kronikami przemawia też na pewno cena – 42 zł za kilka godzin zabawy wymagającej trochę pomyślunku jest ofertą uczciwą.

Zostaw komentarz

Na tapecie
Star Wars Jedi: Upadły zakon