Recenzja „Assassin’s Creed Chronicles: Russia”

Za zakończenie asasyńskich Kronik, odwiedzamy najpóźniejszy do tej pory okres historyczny w serii. Twórcy ukazują nam czasy rewolucji bolszewickiej w Rosji w latach 1917-1918, która nie mogłaby się obyć bez konfliktu Asasynów i Templariuszy w tle.

Bohaterem ostatniego rozdziału opowieści jest Nikolai Orelov, który za wszelką cenę chce ocalić swoją rodzinę i uciec z ogarniętej wojną domową Rosji. Aby to zrealizować musi wykonać jeszcze jedno, ostatnie zadanie, polegające na odnalezieniu tajemniczej szkatułki, tej samej, której wcześniej szukali Shao Jun i Arbaaz Mir, bohaterowie poprzednich odsłon Kronik. Problemem jest jednak fakt, że artefakt znajduje się w carskim pałacu opanowanym w tym momencie przez bolszewików. Kiedy Nikolaiowi udaje się w końcu dostać do środka, spotyka tam córkę cara, Anastazję, która w sytuacji wymordowania całej jej rodziny znalazła się w niemałych tarapatach. Bohater więc, zanim spełni swoje marzenie o emigracji, będzie musiał pomóc damie w potrzebie.

Takie poprowadzenie fabuły pozwoliło twórcom na urozmaicenie rozgrywki wprowadzeniem do niej drugiej postaci. Anastazja jest równie zwinna, jak Nikolai, jednak o wiele gorzej wyposażona, więc protagonista musi niejednokrotnie chronić ją przed zawsze czujnymi przeciwnikami i innymi okolicznościami losu. Dla przykładu – dziewczyna przedziera się ulicami w celu dotarcia do celu kryjąc się we wnękach czy za filarami, a Nikolai w tym czasie zdejmuje będących w zasięgu wzroku wrogów przy pomocy swojego karabinu; w innej sytuacji Anastazja grzęźnie w śluzie i czeka ją niechybna śmierć, jeśli bohater nie zdąży jej otworzyć. W ogólnym rozrachunku jednak sterowanie zarówno Anastazją jak i Nikolaiem sprowadza się do tego samego, czyli bezszelestnego przenikania za plecami wrogów lub ewentualnie ich eliminowania, kiedy okaże się to szybszym sposobem. Różnica polega na tym, iż protagonista pomaga sobie bombami dymnymi czy karabinem, a Anastazja wyłącznie gwiżdże, aby odwrócić uwagę przeciwników, choć z kolei ona korzystać może z udogodnień Helixa – czyli swoistego „shakowania” systemu – dzięki czemu staje się całkowicie niewidoczna dla przeciwników i szybka niczym błyskawica.

Do rozgrywki wprowadzono ponadto kilka nowych rozwiązań w celu odwracania uwagi wrogów. Jako że mamy XX wiek, na stolikach pojawiły się telefony, z których możemy skorzystać, aby zmusić przeciwnika do odebrania aparatu na drugim końcu korytarza i wykorzystać moment, aby przedrzeć się dalej. Nikolai został wyposażony również we wciągarkę, czyli linkę, którą można podczepiać do przedmiotów i np. wyrwać ze ściany kratki wentylacyjne, aby otworzyć sobie ukryte przejście. Wciągarka wyposażona jest także w impuls elektryczny, dzięki któremu można dezaktywować bezpieczniki i wyłączać śledzące nasze ruchy reflektory lub porażać przeciwników stojących akurat w kałuży.

Rosyjskie Kroniki są też najtrudniejsze z całej trylogii, jednak czasem ta trudność wynika ze źle zaprogramowanego sterowania, które powoduje, że kierowana postać nie reaguje na nasze komendy tak, jak byśmy tego chcieli – daje się to odczuć podczas sekwencji ucieczkowych, gdzie raz Nikolai przeskoczy platformę, a innym razem nie, choć wydaje się, że bez problemu dałby radę. To tylko jednak kłopoty sporadyczne i uczciwie trzeba przyznać, że czasem naprawdę trzeba pogłówkować, aby zakończyć etap sukcesem.

W kwestii oprawy graficznej – poza kolorystyką – nie zmieniło się nic, choć Sankt Petersburg, Kazań czy Moskwa w czerwono-szarych barwach prezentują się iście rewolucyjnie. Twórcy zadbali o szczegóły w postaci choćby właściwego dla tamtego okresu wystroju wnętrz (np. Kremla) oraz wyglądu miejskich ulic, a w ramach urozmaicenia zaoferowali nam przejażdżkę tramwajem sprzed stu lat. W niektórych etapach zdecydowano się dodatkowo na kamerę izometryczną, dzięki czemu należy zwracać uwagę nie tylko na pierwszy, ale także na dalszy plan, aby nie zostać schwytanym.

Podsumowanie

Jeśli miałbym wybrać najlepszą część Kronik, byłyby to właśnie rosyjskie. Gra z całej trójki najbardziej odpowiadała mi klimatem, ma ciekawą fabułę oraz kilka fajnych patentów i żałowałem, że nie można ustawić jednocześnie rosyjskich dialogów i polskich napisów dla spotęgowania klimatu. Warto zaznaczyć, że wraz z premierą ostatniej części na rynku ukazało się pudełkowe wydanie Kronik, więc jak ktoś do tej pory nie zdecydował się na zakupy w PlayStation Store może nadrobić zaległości. Radzę jednak nadrabiać je powoli, bo w większej dawce tytuły bardziej znużą i sfrustrują niż dostarczą satysfakcjonującej rozgrywki, a spieszyć się na ma sensu tym bardziej, że kolejny Asasyn ukaże się dopiero w 2017 roku.

Zostaw komentarz

Na tapecie
God of War Ragnarök