Recenzja „Assassin’s Creed Unity”

W tym roku Ubisoft zaszalał i zaproponował graczom aż dwie odsłony serii Assassin’s Creed. Pierwsza – o podtytule Rogue – to swojego rodzaju sequel Black Flaga, pozostający w pirackich klimatach, choć już z innym bohaterem. Druga, którą zajmujemy się w tej recenzji, to Unity przenosząca nas w nowe realia i będąca tą pełnoprawną kontynuacją.

Jako że niniejszy tekst pojawia się dwa tygodnie po premierze produkcji, zapewne słyszeliście już o sporych niedoróbkach technicznych, które potrafią irytować oraz wpływają na odbiór tytułu i które okazały się na tyle duże, że nowy Asasyn doczekał się prześmiewczego przydomku Bugity. Nie jest jednak tak źle, jak mogłoby się wydawać oglądając filmiki z błędami na YouTubie. Owszem, produkcja jest lekko niedomagająca od strony technicznej, a deweloperom wyraźnie zabrakło kilku miesięcy na porządne testy. Zdarzyło mi się, że modele postaci miały problemy z detekcją kolizji (np. lekko lewitowali nad ziemią czy przenikali przez siebie), francuscy przechodnie w tle nagle się materializowali, zaś animacja widocznie spadła o te kilka klatek. Muszę jednak wspomnieć o dwóch rzeczach. Po pierwsze, od premiery pojawiły się już dwie łatki, które trochę załatały grę, zaś trzecia, największa, jest już w drodze*. Po drugie, na wszelkie występujące problemy można przymknąć oko i czerpać przyjemność z rozgrywki. Nie zmienia to jednak faktu, że Ubisoftowi należy się spory ochrzan za takie pokpienie sprawy i – tak naprawdę – zaoferowanie graczom niedokończonej produkcji. Należy postawić wielki minus, bądź co bądź, francuskiemu wydawcy i liczyć, że żądza pieniądza całkowicie nie zaślepi włodarzy i kolejny Assassin’s Creed będzie w pełni dopracowany.

Powyższy akapit napisałem też trochę dlatego, że szkoda mi producentów ze studia w Montrealu. Szkoda dlatego, iż przez zamieszanie wokół błędów gry nie wszyscy gracze dowiedzieli się, że XVIII-wieczny Paryż w Unity to chyba najpiękniejsze wirtualne miasto, jakie miałem okazję widzieć w grach wideo. Autorzy z wielką pieczołowitością odwzorowali francuską stolicę sprzed dwustu lat, z wielką na tyle, że osoby znające obecny Paryż mogą rozpoznać niektóre miejscówki. Miasto jest naprawdę spore, a katedra Notre Dame czy inne charakterystyczne lokacje zachwycają szczegółowością. Deweloperowi udało się oddać charakter poszczególnych dzielnic – czuć różnicę pomiędzy przepychem pałaców i ogrodów z idealnie przystrzyżonymi żywopłotami, a biednymi dzielnicami, gdzie dominuje bród i choroby nękające ludność. Co więcej, mogą się podobać nie tylko elewacje budynków, ale także ich wnętrza, przede wszystkim tych najbardziej znanych, ale też zwykłych domostw lub mieszkań. Podczas rozgrywki można wejść do sporej ilości pomieszczeń, częściowo oczywiście podobnych do siebie, ale drobne detale, jak wygląd mebli czy obrazów na ścianach, składają się na pięknie wyglądającą całość. Umiejscawiając nowego Asasyna w rewolucyjnym Paryżu, autorzy odcięli się od raczkującej niepodległej Ameryki z niską zabudową czy archipelagu karaibskich wysepek i przywołali wspomnienia z najlepszej, drugiej odsłony serii i losów Ezio Auditore. Po wirtualnym Paryżu chce się po prostu chodzić, odkrywając jego zakątki i obserwując codzienne życie jego mieszkańców.

Unity – podobnie jak poprzednie odsłony serii – opowiada historię przedstawiciela frakcji Asasynów, która toczy odwieczny bój z pragnącymi władzy Templariuszami. Główny bohater – lekko zawadiacki Arno Dorian – początkowo nie zdaje sobie sprawy kim jest, ale dowiaduje się tego szybko i przyodziewa charakterystyczny płaszcz oraz zakłada na nadgarstek ukryte ostrze. Kierując się żądzą zemsty, wyrusza na wendetę, odkrywając przy okazji spisek na większą skalę oraz rolę, jaką odegrali Templariusze w przebiegu Rewolucji Francuskiej, podczas której doszło do obalenia monarchii. Na swojej drodze – oprócz postaci fikcyjnych – protagonista spotyka także postacie historyczne, takie jak Napoleon Bonaparte czy Maksymilian Robespierre, które umiejętnie powiązano z konfliktem na linii Asasynów i Templariuszy. Warto odnotować dwie rzeczy. Zdecydowano się na powrót do korzeni serii i protagonista, tak jak w pierwszej części, jest tylko jednym z Asasynów, do tego nisko w hierarchii i wykonuje (lub nie) polecenia Rady, a nie działa na własną rękę. Po drugie zrezygnowano całkowicie z grywalnych fragmentów w teraźniejszości – nawiązania do korporacji Abstergo są, ale tylko tyle. Jedni gracze z pewnością przyjmą takie rozwiązanie z aprobatą, bo uważali współczesne epizody za niepotrzebne przerwy, ale moim zdaniem stanowią one swoisty rdzeń serii i liczę, że w kolejnych odsłonach będzie ich trochę więcej, a autorzy pociągną ten wątek w satysfakcjonujący dla wszystkich sposób.

Całkowitą nowością w serii, powiązaną z głównym wątkiem fabularnym, są anomalie czasowe, które autorzy ujawnili na niedługo przed premierą Unity. Aby nie zdradzać zbyt wiele, napiszę jedynie, że są to błędy w Helixie (systemie, który pozwala na poznawanie życia naszych przodków) wrzucające bohatera na kilka chwil do innych przedziałów czasowych. Są to kilkuminutowe epizody, dzięki którym możemy odwiedzić Paryż z początku XX w. lub taki z głębokiego średniowiecza. Jest to bardzo miła odskocznia od rozgrywki w podstawowym okresie czasowym, szczególnie, że etapy w tych innych są dynamiczne i ciekawe. Jak więc ogólnie oceniam główny wątek? Jest on dobrze poprowadzony, choć bez fajerwerków czy zwrotów akcji potrafiących wywołać zaskoczenie.

Rozgrywka w Unity to standard, do którego przyzwyczaiła graczy seria, choć widać, że faworyzowana jest gra po cichu – jak na asasyna przystało. Bezpośrednie starcia są trudniejsze i po prostu mniej satysfakcjonujące niż skradanie się i unikanie wzroku przeciwników. Głównym narzędziem Arno jest więc ukryte ostrze, ale walczyć można także większym orężem, strzelać z pistoletów czy używać bomb dymnych lub trujących Istotne znaczenie ma też noszony strój, który można modyfikować poprzez kupowanie nowych płaszczów, pasów lub butów i tym samym zwiększać statystyki. Walutą w grze są liwry, które zdobywa się za wykonywanie zadań pobocznych czy pobierając z zyski z biznesu jakim jest Cafe Theatre. Nie zabrakło także rozwijania poszczególnych umiejętności, np. podwyższania poziomu zdrowia, umiejętności walki lub skradania. Cały czas również można korzystać ze wzroku orła, czyli przefiltrowania pola widzenia w celu podświetlenia przeciwników i najistotniejszych przedmiotów.

Aktywności pobocznych w nowym Asasynie jest całe mnóstwo, tyle, że oglądając mapę praktyczne jej nie widać, bo jest przykryta przeróżnymi ikonkami. Najważniejszymi zadaniami pobocznymi są tzw. Paryskie Opowieści, czyli po prostu misje poboczne polegające na śledzeniu/zabijaniu/zdobywaniu przedmiotów. Każde zadanie opowiada jakąś historię i stwarza okazję do poznania kolejnych historycznych osobistości – np. pomagamy Madame Tussauds w tworzeniu jej manekinów. Poza tym można rozwiązywać zadania w Cafe, aby zwiększyć jej dochody, rozwiązywać zagadki Nostradamusa i prowadzić śledztwa w sprawie przestępstw szukając poszlak i oskarżając ostatecznie jedną osobę z grona podejrzanych. Do znalezienia czekają kotyliony i skrzynie ze skarbami, które niejednokrotnie otwiera się za pomocą mini-gierki imitującej użycie wytrychu. Niektóre z tych ostatnich można jednak otworzyć wyłącznie grając uprzednio w przeglądarkową lub mobilną grę od Ubisoftu na kanwie Assassin’s Creed, co moim zdaniem jest średnim patentem. Ogólnie rzecz biorąc, wydawca wepchnął do produkcji mikropłatności polegające na kupowaniu za realną gotówkę punktów umożliwiających szybsze ulepszenie lub kupienie ekwipunku. Niby jest to nieobowiązkowe, niby taki obecnie panuje trend w branży, ale jednak sam fakt wprowadzenia opłat nieco razi i miejmy nadzieję, że Ubisoft nie posunie się w tej kwestii dalej. Zbyt daleko.

Ostatnią z aktywności pobocznych są sieciowe misje kooperacyjne, które wykonywać można we czwórkę. Polegają na tym samym co zadania poboczne, z tą różnicą, że wykonujemy ja razem – najlepiej, aby robić to ze znajomymi, gdyż wtedy można zaplanować swoje działania i sprawniej zrealizować cele misji. Co należy odnotować na plus, każda z misji posiada fabularne podwaliny obrazowane za pomocą cut-scenek. W misjach kooperacyjnych można wykorzystywać też dodatkowe umiejętności, jak leczenie kumpli.

Arno wspina się sprawniej od swoich poprzedników, wchodzenie po budynkach jest płynne i instynktowne. Zdarzyły mi się pojedyncze pomyłki w złapaniu się gzymsu, który chciałem, ale mogło to wynikać z mojej winy. Ogólnie bohater porusza się najzwinniej w serii. Walka nie doczekała się większych modyfikacji, poza sygnalizowaniem wyprowadzenia kontry. Przy cichszym poruszaniu się natomiast przydatna jest możliwość przyklejania się do ścian, natomiast podczas ucieczki pojawia się cień Arno, który sygnalizuje ostatnią znaną pozycję bohatera przez przeciwników.

Od strony graficznej jest najlepiej ze wszystkich odsłon serii. Pomijając wygląd miasta, którym zachwycałem się kilka akapitów wyżej, na pochwałę zasługuje też ilość przechodniów wyświetlanych na ekranie. Jest ich naprawdę całe mnóstwo, co w czasach rewolucji nie powinno dziwić. Muzyka przygrywająca w tle pasuje do klimatu.

Podsumowanie

Assassin’s Creed Unity to udana odsłona serii, której zdecydowanie bliżej do dwójki niż amerykańskich odsłon serii. Rozgrywka została delikatnie usprawniona, a Paryż zachwyca. Szkoda, że produkcja, zamiast być chwalona za piękno wirtualnego miasta, jest wyśmiewana za niedoróbki techniczne, których nie powinno po prostu być. Rozgrywka potrafi jednak oddać klimat francuskiej rewolucji, jednej z najbardziej krwawych rewolucji w historii Starego Kontynentu.

* – trzeci patch pojawił się 26 listopada i wprowadził przeszło 300 poprawek, m. in. zmniejszył spadki animacji czy wyeliminował problemy ze znikającymi przechodniami.

Zostaw komentarz

Na tapecie
The Dark Pictures - Man of Medan