Recenzja „Astro’s Playroom”

Jest! Na rynku jest już konsola nowej generacji firmy Sony, PlayStation 5. Po siedmiu latach, co zresztą jest kompletnym standardem, doczekaliśmy się sprzętu pomyślanego o przyszłości, z dyskiem SSD, znacznie wydajniejszymi bebechami oraz wspaniałym padem Dualsense. Poznajcie Astro, czyli robocika, który Wam to wszystko prezentuje.

Astro’s Playroom to w założeniu miało być demo technologiczne ukazujące graczom z czym będą mierzyli się na dziewiątej generacji konsol. Finalnie wyszła z tego naprawdę fajna platformówka i mam nadzieję, że nie jest to nasze ostatnie spotkanie z tym pociesznym bohaterem.

Co warto zaznaczyć, nie jest to też pierwsze spotkanie, bo Astro wprowadzał nas w klimaty VR przy premierze gogli dedykowanych tej rzeczywistości rozgrywki. Natomiast jeśli chodzi o PS5, robocik odziany w białą obudowę nie stracił nic na swoim uroku. Rozgrywkę zaczynamy gdzieś we wnętrzu procesora i naszym zadaniem jest odwiedzenie czterech światów – układu graficznego, chłodzenia, dysku SSD i łąki pamięci, których otoczka nie jest jednak typowo mechaniczna, a wręcz przeciwnie, kolorowa. Poruszamy się więc po dżungli, po lodowych krach, po piaszczystych plażach czy gdzieś w chmurach. Po drodze napotykamy prostych do pokonania przeciwników oraz sekcje platformowe i nieskomplikowane zagadki.

To, co jednak stanowi o mocy produkcji to to, jak wykorzystuje wszystkie nowości oferowane przez pad DualSense. Dzięki nim, np. poruszając się po trawie pad wibruje inaczej niż ślizgając się po lodzie, w międzyczasie wydając z siebie różne dźwięki dzięki wbudowanemu głośniczkowi. A co powiecie na czucie każdej kropli deszczu spadającej z nieba? Największe wrażenie robią jednak haptyczne spusty, na które – w zależnie od sytuacji – musimy położyć większy lub mniejszy nacisk. Działa to fantastycznie i naprawdę czuć np. naciąganie cięciwy łuku, kiedy przycisk R2 stwarza stopniowo coraz większy opór. W innej sytuacji, kiedy wspinamy się w robotycznej małpce, niektóre skalne uchwyty musimy chwycić bardzo lekko naciskając spust, gdyż zbyt mocny chwyt spowoduje spadnięcie o kilka metrów. Co ja tutaj zresztą będę pisał, to po prostu trzeba poczuć. Nie zabrakło również prezentacji możliwości żyroskopu, choć ten obecny był już we wcześniejszych padach, i wychylając kontroler musimy utrzymać toczącą się kulę w torze czy kierować sprężynową żabę w odpowiednim kierunku.

Astro’s Playroom, oprócz naprawdę przyjemnej, kilkugodzinnej rozgrywki, oferuje coś jeszcze, co docenią w szczególności osoby związane z markę od dłuższego czasu. Chodzi o niesamowitą nostalgię, jaką przepełniony jest ten tytuł. W zasadzie na każdym z dostępnych poziomów spotykamy inne boty, które przebrane są lub odgrywają scenki z dziesiątków obecnych na konsolach PlayStation tytułów. Mamy więc Joela i Ellie kryjących się przed klikaczami, Nathana Drake’a wspinającego się po samolocie wbitym w skałę czy Kratosa płynącego z synem na łodzi. Przy każdej z takich scenek każdy gracz z pewnością się zatrzyma i powspomina wszystkie przygody, jakie przeżył w pełnoprawnej produkcji. A to nie koniec, bo w grze do zebrania jest kilkadziesiąt znajdziek – Artefaktów – a pod każdą z nich kryją się urządzenia sygnowane marką PlayStation – od samych konsol we wszystkich wersjach, przez pady, akcesoria peryferyjne (jak Move czy gogle VR), po mniej znane gadżety, jak wyświetlacz LCD czy… myszka do pierwszego PlayStation. Wszystkie zdobyte urządzenia można następnie oglądać w wielkiej sali, zwanej jako Laboratorium, i w większość z nich wejść w interakcję – np. skacząc na niebieski przycisk w „szaraku”, otworzymy czytnik płyt CD. Kolekcja zebrana w całości prezentuje się świetnie i wywołuje uśmiech na twarzy każdego gracza.

O oprawie technicznej nie ma w zasadzie co pisać. Gra prezentuje się bardzo ładnie, działa płynnie w sześćdziesięciu klatkach, a do tego wczytuje się zanim zdążymy mrugnąć. To jest właśnie nowa generacja, na jaką czekaliśmy siedem lat.

Podsumowanie

Ktoś w Sony miał naprawdę świetny pomysł, by każdy kto kupi PlayStation 5 mógł swoją przygodę rozpocząć właśnie od ogrania Astro’s Playroom. Nie dość, że jest zdecydowanie lepsza forma prezentacji funkcjonalności nowej konsoli niż czytanie instrukcji obsługi lub oglądanie reklam w mediach to do tego w tytuł gra się naprawdę przyjemnie, bo po prostu broni się on jako platformówka. I ta nostalgia…

Zostaw komentarz