Recenzja „Asura’s Wrath”

Kiedy pierwszy raz zobaczyłem Asurę na pokazie prasowym podczas zeszłorocznych targów w Kolonii, miałem mieszane uczucia. To co ujrzałem było interaktywnym filmem anime, w którym nacisk położony był przede wszystkim na sekwencje QTE a nie rozgrywkę jako taką. A dodając do tego, że nigdy nie byłem zwolennikiem japońskiej twórczości, z pokazu nie mogłem po prostu wyjść zadowolony. Po włożeniu do czytnika konsoli pełnej wersji gry przekonałem się jednak o jednym – jak złudne może być pierwsze wrażenie.

Aby było jasne: gra jest nadal interaktywnym anime, gdzie więcej jest oglądania i wciskania klawiszy w danym momencie (QTE) niż właściwej rozgrywki. W tego typu produkcjach – aby zatrzymać gracza przy ekranie na dłużej – pierwsze skrzypce odgrywa historia a to stoi na naprawdę niezłym poziomie.

Asura jest jednym z ośmiu wojowników o nadludzkich możliwościach, których zadaniem jest ochrona Ziemi (w grze: Gaea) przed atakami sił Gomha. Choć pochodzenie sił zła nie zostało do końca wyjaśnione, wiadomo jedno: ich celem jest przede wszystkim sianie zniszczenia i eksterminacja ludzi. Po częściowo udanym ataku przeprowadzonym przez Asurę i jego kompanów, w której tytułowy bohater odegrał kluczową rolę, zostaje wezwany do cesarza w niewiadomym celu. Wydarzenia nie przebiegły jednak po myśli Asury i po środku ogromnej sali tronowej znajduje martwego władcę. A to nie koniec nieprzyjemności jakie spadają nagle na protagonistę: to on zostaje posądzony o zdradzę, jego żona zabita, zaś córka porwana przez pozostałych siedmiu wojowników. Wściekły Asura za wszelką próbuje odbić dziewczynę, jednak jego moce – choć wielkie – są niewystarczające, aby stawić czoła przeciwnikom i zostaje zabity. Na świat żywych wraca dopiero po 12.000 latach, jednak miejsce zmieniło się nie do poznania: Gohma sieje jeszcze większe spustoszenie niż poprzednio, zaś siódemka dawnych herosów – którzy sami obwieścili się bogami – stara się ratować coraz bardziej zmniejszającą się populację ludzi, choć tylko na pozór. Bogom bowiem przyświeca zupełnie inny cel – aby jednak nie spojlerować, nie zdradzę jaki. Plany pokrzyżować może im tylko Asura, którego wściekłość i żądza zemsty są większe niż kiedykolwiek. Warto zaznaczyć w tym miejscu, że zarówno spotkane na naszej drodze postacie jak i cała otoczka nawiązują do azjatyckiej mitologii, choć przeplata się ona z elementami science-fiction (np. bogowie posiadają armię składającą się z robotów i gwiezdną flotę, której nie powstydziłoby się Imprerium z Gwiezdnych Wojen). O dziwo, te dwa z góry odmienne światy zgrabnie się przeplatają i wypełniają i nie odnosi się wrażenia, że coś tu chyba nie pasuje.

Gra podzielona jest na trzy rozdziały a każdy składa się z sześciu epizodów. Ponadto, przed każdym z epizodów pojawia się krótka zajawka wydarzeń (wraz z głosem lektorki), które będą miały miejsce a kolejny epizod zaczyna się na ogół tam, gdzie skończył się poprzedni. Taka forma od razu powinna kojarzyć się z serialem anime i tak właśnie jest – Asura’s Wrath to taki interaktywny serial anime, w który się nie tylko gra, ale również ogląda. Ponadto, każdy z epizodów można przechodzić dowolną ilość razy i na różnych poziomach trudności, zaś pod koniec gra ocenia nasze poczynania (pod względem czasu, stylu walki czy timingu wciskanych przycisków) i wystawia ocenę. Każdy z epizodów trwa ok. 20 minut, co daje łączny czas przejścia na poziomie 6-7 godzin.

Na czym polega jednak ta nasza ingerencja w tę historię? Przede wszystkim na wciskaniu klawiszy funkcjonalnych i gałek analogowych w odpowiednich momentach podczas oglądanej scenki. Jest to w miarę proste, gdyż czasu na reakcję jest sporo, a ewentualna pomyłka nie zawsze skutkuje koniecznością powtarzania sekwencji od początku. Co prawda, najlepiej nacisnąć przycisk w ostatnim możliwym momencie, gdyż wtedy ocena na koniec misji jest wyższa. Autorzy chcieli jednak chyba, aby ikonki klawiszy nie odciągały uwagi od tego, co ma miejsce aktualnie na ekranie. A dzieje się naprawdę sporo, gdyż Asura w gniewie zyskuje ogromną siłę, rzucając się na przeciwników z dużym impetem, czy wręcz rzucając nimi, rozrywając a wszystko to przy akompaniamencie efektów specjalnych. Sekwencje, w których bohater mierzy się z bogiem większym od planety, toczy walkę na księżycu czy przebija na wylot latające potwory Gomha naprawdę robią wrażenie. Ogrom akcji jest tak duży, że pomimo iż to tylko świetnie zrealizowana animacja, uwalnia pokłady adrenaliny w naszym organizmie. Dziać się może tak też dlatego, że w dużym stopniu utożsamiamy się z bohaterem, który pomimo swojej siły jest bezsilny wobec utraty najbliższych mu osób. Kibicujemy Asurze w jego zemście, będącą jednocześnie jedyną drogą na uwolnienie porwanej i cierpiącej córki. Oprócz scen, w których bohater sieje zniszczenie, wprowadzono też kilka sekcji mniej dynamicznych, gdzie podczas dialogów dowiadujemy się na temat panujących aktualnie wydarzeń. Na szczęście, wpleciono je na tyle umiejętnie, że nie nużą a jednocześnie pozwalają na wgłębienie się w ciekawy wątek fabularny.

Zabrzmi to może groteskowo, ale Asura’s Wrath zawiera również fragmenty, w których gracz przejmuje pełną kontrolę nad bohaterem, choć słowo fragmenty jest jak najbardziej trafne – stanowią one bowiem około 30 do 40% całości. Tytuł zmienia się wtedy w slashera, a naszym zadaniem jest ubicie odpowiedniej ilości przeciwników lub zadanie większemu stworowi odpowiedniej liczby obrażeń, aby napełnić pasek BURST. Wtedy użycie kombinacji L2 + R2 kończy pojedynek i uaktywniają się efektowne animacje, w których bohater wykańcza przeciwnika lub np. rzuca nim w ścianę wybijając przejście do następnej lokacji. Najlepiej wypadają walki z bossami, którymi najczęściej są bogowie – każdy ma inny styl walki i umiejętności, przez co na każdego trzeba znaleźć odpowiedni sposób. Poza tym walczymy z robotami (mniejszymi i większymi) oraz potworami Gomha, stylizowanymi na zwierzęta: małpy, ogromne żółwie, ptaki czy mamuty. Na początku walka sprawia frajdę, jednak po jakimś czasie zaczyna irytować poprzez swoje mankamenty. Jednym z nich jest wachlarz ciosów, który sprowadza się praktycznie do klepania na przemian dwóch przycisków: słabego i mocnego ataku. Jest też możliwość wystrzeliwania pocisków, jednak są one skuteczne jedynie na latających przeciwników. Można robić też uniki czy skontrować atak i… to wszystko. Ponadto, nie ma tutaj systemu poziomów, zdobywania punktów doświadczenia, walki z wykorzystaniem środowiska a nawet swobodnej eksploracji – każdy pojedynek odbywa się na zamkniętej arenie. Odnieść można wrażenie, że walki dodano jakoby na siłę. Nie twierdzę, że grywalne fragmenty są irytujące, po prostu zrealizowano jest zbyt prosto, co wyraźnie wskazuje na to, że skupiono się przede wszystkim na stworzeniu efektownej historii niż grze jako takiej. Dla urozmaicenia dodano fragmenty strzelane, kiedy bohater stoi/biegnie/leci i musi pruć do wskazanych celów; walkę, kiedy Asura pozbawiony jest rąk, zaś przez krótką część przygody sterujemy nawet innym bohaterem – wszystko to jest jednak oparte na tym samym, choć lekko zmienionym, schemacie. Naprawdę, grywalne sekcje można było wykonać lepiej.

Asura’s Wrath jest grą praktycznie na jeden raz, bo powtarzanie poziomów nie jest już tak przyciągające do ekranu jak przy pierwszym podejściu, nawet większość ukrytych bonusów (artworki z produkcji, filmy) odblokowuje się przy pierwszym przejściu. Tytuł nie posiada również trybu sieciowego, co raczej oczywiste i tak naprawdę jedyną możliwością na powrócenie do gry po poznaniu przedstawionej w niej historii jest zaopatrzenie się w płatne dodatki, które uzupełniać będą poszczególne epizody.

Jeśli chodzi o stronę techniczną, sekwencje anime zrealizowano bardzo dobrze. Są klimatyczne, bardzo dynamiczne i dzieje się naprawdę sporo – ogląda się to bardzo przyjemnie, czuć też uczucia towarzyszące bohaterom opowieści. W scenach gameplayowych również nie ma się do czego przyczepić, choć nie są to z pewnością wyżyny obecnej generacji: modele czy otoczenie nie są bardzo szczegółowe, zaś wachlarz animacji również nie powala na kolana. Do drobnych wpadek należy zaliczyć przenikanie się obiektów, przeciętnie wyglądające wybuchy/rozbłyski a także spadek klatek animacji przy większych zadymach. Zdecydowanym plusem jest natomiast ścieżka dźwiękowa a także angielski dubbing – aktorzy bardzo dobrze wczuli się w rolę postaci.

Asura’s Wrath to tytuł specyficzny i na pewnie nie każdemu się spodoba, szczególnie osobom, które oczekiwały akcji w stylu serii God of War. I choć obie gry mają ze sobą kilka cech wspólnych – m. in. żądzę zemsty pod wpływem niewyobrażalnej furii – w tytule od Capcomu większy nacisk położono na opowiedzianą historię niż rzeczywisty gameplay. Osobiście jednak grę ukończyłem z przyjemnością, nawet pomimo faktu zbliżającej się poprawki egzaminu na studiach. Asura’s Wrath to naprawdę porządny tytuł, co prawda ze swoimi mankamentami, ale bawiący zarówno mieszkańców Kraju Kwitnącej Wiśni jak i nas. Fani anime nie powinni się zastanawiać, natomiast pozostali mogą poczekać aż gra trochę stanieje.

Zostaw komentarz

Na tapecie
Marvel's Avengers