Recenzja „Battlefield Hardline”

Electronic Arts postanowiło, że seria Battlefield porzuci na chwilę wojenne klimaty, spiski światowych mocarstw czy zagrożenie atomowe i pozwoli wcielić się w policjanta, który zwalcza kartele narkotykowe. Zobaczmy czy była to dobra decyzja, a Hardline jest czymś więcej niż dodatkowymi, policyjnymi misjami do Battlefield 4 oraz czy kampania dla pojedynczego gracza jest lepsza niż w czwórce?

Nie jest tajemnicą poliszynela, że głównym daniem w Battlefield 4 był tryb multiplayer, a kampania singlowa nie była najwyższych lotów – była krótka, monotonna, nie zapadała w pamięć. Hardline – abstrahując od faktu, że otoczką nie pasuje do tytułu serii, który po naszemu brzmi „pole bitwy” – dawał nadzieję na ciekawą historię z bezwzględnymi przestępcami, dragami i wielką kasą w tle, znacznie ciekawszą o kolejnej historii o zagrażającemu światowemu pokojowi Chińczykom czy Rosjanom.

Dobry gliniarz, zły gliniarz

Protagonistą Hardline jest Nicholas Mendoza, Meksykanin, który został przydzielony do wydziału antynarkotykowego w Miami. Historia rozpoczyna się dość spokojnie, od rutynowego przeszukania mieszkania, w którym znajdować się mogą niedozwolone przez prawo substancje oraz ich posiadacze. „Policja, otwierać!”, wyważone kopniakiem drzwi, zakucie podejrzanych w kajdanki i… nie wszystko idzie po myśli Mendozy i jego kompana. Fabuła szybko nabiera rozpędu, a bohater zaczyna odkrywać, że granica pomiędzy policjantami a przestępcami nie jest tak duża, jak mogłoby się wydawać. W pewnym momencie jednak, trzymająca w napięciu opowieść o praworządnym gliniarzu, zostaje zepsuta przez sztampową wendetę z niezaskakującym, choć otwartym, zakończeniem. Tempo akcji jest co prawda przez cały czas duże, ale dalsze wydarzenia śledzi się z mniejszą ciekawością niż te z początkowych odcinków.

Słowa „odcinków” nie użyłem bez powodu, bo Hardline jest właśnie z nich się składa. Twórcy z Viscreal Games zdecydowali się na epizodyczną formę przedstawienia fabuły gry, abyśmy poczuli się trochę, jakbyśmy oglądali serial o gliniarzach z lat ’80 – wartka akcja, przed każdym z odcinków przypomnienie wydarzeń z poprzedniego, sporo dialogów pomiędzy postaciami. Efekt został osiągnięty, a każdy z dziesięciu odcinków kończy się w około 40 minut, a więc tyle, ile trwa epizod seriali sensacyjnych. Nowego Battlefielda nie trzeba jednak „oglądać” raz na tydzień.

Właściwa rozgrywka polega na eliminowaniu napotkanych przeciwników i szukaniu dowodów, jednak to drugie to jedynie forma znajdziek. Lokacje, do których trafia Mendoza, są w miarę różnorodne: co prawda policjant trafia do kilku magazynów, ale także na bagna, na pustynię oraz do nadmorskiego kurortu wypoczynkowego. Niektóre z lokacji są pół-otwarte i zanim dotrzemy do wskazanego celu, możemy pokręcić się trochę po okolicy w poszukiwaniu sekretów.

Największą różnicą w Hardline w stosunku do wojennych Battlefieldów jest możliwość grania po cichu – wszak policjant powinien zatrzymywać przestępców z zaskoczenia, a nie w pojedynkę dziesiątkować niemały gang. Choć gra zachęca do skradania się i jest to zarówno bardziej satysfakcjonujący, jak i praktyczniejszy sposób przechodzenia etapów, mechanizmy działania z ukrycia są nieprzemyślane i po prostu głupie. Wszystko sprowadza się obserwowania mini-mapy, na której widoczne są pola widzenia wrogów, podejścia do przeciwnika na odpowiednią odległość i wyciągnięcia odznaki poprzez wciśnięcie L1. Przerażony przeciwnik posłusznie podnosi ręce do góry upuszczając broń, a bohater obezwładnia go zakładając kajdanki (swoją drogą, musi mu być ciężko nosząc przy sobie kilkadziesiąt par „obrączek”). W ten sposób można skuć trzech przeciwników na raz, którzy zamiast się bronić, mając przed sobą jednego gliniarza z pistoletem, grzecznie wykonują polecenia protagonisty. System aresztowań – który zastąpił eliminowanie przeciwników ciosem nożem – stanowi zbytnie ułatwienie rozgrywki, a do tego wygląda komicznie, kiedy krzyczymy na głos „stać!”, a stojący dwa metry dalej przeciwnik nie reaguje na to, bo nie ma nas w zasięgu wzroku.

Jeśli znudzi nam się obrączkowanie lub – jakimś cudem – przeciwnicy nas zauważą, trzeba wyjąć broń, aby wystrzelać wszystkich wrogów w zasięgu wzroku. Nie jest to wymagające, bo przestępcy nie grzeszą inteligencją, mają problem z kryciem się za osłonami i rzucaniem granatów. Strzelanie wychodzi im nieco lepiej, przestrzeliwują się przez osłony, za którymi kryje się gracz, ale i to nie jest problemem, bo autorzy zadbali, aby nie zabrakło nam amunicji. Na planszach gęsto porozstawiane są skrzynki z osprzętem, gdzie nie tylko można uzupełnić naboje, ale także całkowicie wymienić sprzęt, wybierając z kilkudziesięciu pistoletów, rewolwerów, strzelb, karabinów czy snajperek, dostosowując ich lunety, pojemność magazynku czy uchwyty.

Nie chcę, żebyście zrozumieli mnie źle. W Hardline gra się dobrze, strzela się ok, a aresztowanie z ukrycia może wzbudzić emocje, ale jest to po prostu przeciętna gra o gliniarzach. Fabuła jest do połowy dobra, potem już taka sobie, zaś ilość pokonywanych przeciwników bardziej pasowałaby do poprzednich odsłon Battlefielda, a nie do produkcji o policjancie, który ponad wszystko stawia praworządność.

Zabawa w policjantów i złodziei

Seria Battlefield, bardziej niż z singla, słynie z multiplayera. Do dziś w czwartą odsłonę serii po sieci grają tysiące graczy i jest ona wspierana przez producentów. Zresztą, gra od czasów premiery bardzo się rozwinęła, choć już w październiku 2013 roku mogła pochwalić się naprawdę bardzo dobrym trybem sieciowym, a pięć wydanych od tamtej pory dodatków uczyniły, że posiadacze Battlefielda 4 mogą brać udział w ogromnej, sieciowej wojnie. Do czego zmierzam? Hardline nie oferuje bowiem nawet połowy tego, co właśnie Battlefield 4, a – w chwili obecnej – kosztuje podobnie do swojego starszego brata ze wszystkimi rozszerzeniami. Z tego powodu osoby poszukujące sieciowej strzelanki powinni zainteresować się w grą od DICE.

Jasne, Hardline oferuje solidne multi i jeśli już weszliście w posiadanie gry to tryby sieciowe potrafią dostarczyć dobrej zabawy. Jest to jednak zabawa na mniejszą skalę, bo mapy są bardziej zbite i powierzchniowo mniejsze, co skutkuje tym, że rozgrywka w dużej mierze polega na używaniu nóg, a nie pojazdów – choć te są też dostępne i czasem się przydają. Oprócz trybów znanych z poprzednich odsłon – jak charakterystycznego dla serii Podboju czy drużynowego deathmatchu – autorzy przygotowali kilka trybów dedykowanych zabawie w policjantów i złodziei. Można wziąć udział w napadzie, gdzie ci „źli” muszą dostarczyć skradziony łup do helikoptera, a policjanci im w tym przeszkadzają. Kolejny tryb, Krwawa Forsa, polega na zgarnianiu forsy ze wspólnej kupki i odnoszeniu jej do swojej furgonetki – dla policjantów pieniądze stanowią dowód w sprawie, a przestępcy chcą go po prostu dla siebie. Najciekawiej moim zdaniem wypadają jednak dwa szybkie tryby, w których mamy tylko jedno życie – pierwszy polega na ochronie/zabiciu ważnej osoby, a drugi na odbiciu zakładników przetrzymywanych przez przestępców. Pod warunkiem, że gracze na serwerze są skłonni do współpracy, tryby te dają największą namiastkę starć gliniarzy z bandytami. Ostatnim nowym trybem jest Fucha, czyli odmiana Podboju z wykorzystaniem pojazdów – zamiast przejmowania punktów na mapie, trzeba przejmować samochody i unikać ich zniszczenia przez drużynę przeciwną. Szkoda tylko, że model jazdy jest zły, nie czuć w ogóle ciężaru samochodów co powoduje, że trudno wczuć się prowadzenie pojazdów. Dotyczy to także kampanii dla pojedynczego gracza, ale na szczęście misji „jeżdżonych” nie jest dużo. W trybach sieciowych nie zabrakło też innych atrakcji z poprzednich Battlefieldów, jak destrukcja otoczenia czy tryb Dowódcy zastąpiony tutaj Hakerem.

Battlefield jeszcze czeka na nową generację

Hardline, od strony graficznej, nie prezentuje poziomu next-genowego i widać, że tytuł działa na silniku z Battlefielda 4 tyle tylko, że delikatnie podrasowanym. Na plus zaliczyć można zniszczalność przeszkód, za którymi można się kryć – osłony pękają, kruszą i niszczą się w sposób efektowny. Bardzo dobrze dobrano także ścieżką dźwiękową i słyszalne kawałki wpadają w ucho i pasują do policyjnej otoczki i walki z gangami narkotykowymi. Nie mogę jednak nie wspomnieć o błędach, jak niedoczytującym się fragmencie poziomu, problemami z zacumowaniem łódki czy przenikaniu aresztowanych bandziorów przez tekstury, na które natrafiłem. Ponownie też nie spisały się osoby odpowiedzialne za lokalizację produkcji, bo polskie głosy brzmią drętwo, głośność i intonacja dialogów nie jest dopasowana do sytuacji na ekranie, o widocznym niedopasowaniu wypowiadanych kwestii do ruchu ust nie wspominając. Napisy też nie ustrzegły się baboli, z których najbardziej rzuciła mi się w oczy kwestia, że „jestem poszukiwanym przestępcom”. Tak, przestępcOM.

Podsumowanie

Hardline to strzelanka, które nie zapamiętuje się na dłużej. Nierówna historia i uboższy niż w dopakowanym Battlefieldzie 4 multiplayer powodują, że produkcja jest średniakiem. Osobną kwestią jest to czy gra nie powinna być nową marką, ale wtedy najprawdopodobniej sprzedałaby się o wiele słabiej. Historię gliniarza Mendozy można poznać, ale za cenę rozszerzenia, a nie pełnoprawnej gry.

Zdaniem Macieja…

Hardline to przypadek choroby Electronic Arts o nazwie „ChcęKasęSzybko”. Robiona na kolanie fabuła singleplayera, która nie wie czy chce być przyziemną opowieścią policyjną czy jakąś dziwną policyjną mutacją Battlefielda z absurdalnymi akcjami, kopniętym systemem rozwoju (skradać się po to, aby odblokować mocniejszą broń, której nie użyjesz, bo… przecież się skradasz) oraz nudnym zakuwaniem w kajdanki. Na osłodę zostają dialogi rodem z takich dzieł typu W11 wymieszane z dialogami ze sztampowych filmów z gliniarzami.

Tryb wieloosobowy został oskrobany z tego, co najlepsze w Battlefieldach, czyli różnorodności w postaci broni, pojazdów, skali walki. Stał się karykaturą samego siebie. Tryby, które miały zrobić furorę w najlepszym przypadku ujdą w tłoku.

Byłem zainteresowany Hardline, bo chętnie zagrałbym w dobrą grę o policjantach. Z tematem policji postąpiono jednak jak 5-latek z talerzem warzyw – wszystko rozgrzebano i prawie nic z nim nie zrobiono. Gra obroniłaby się jako dodatek do Battlefield 4 za maksymalnie 100 zł, a tak – nie jest warta obecnej ceny. Jeśli chcesz zagrać w bardzo dobrą grę o policji – pozostaje SWAT 4 z 2005 roku.

Zostaw komentarz

Na tapecie
The Dark Pictures - Man of Medan