Recenzja „Bloodborne: The Old Hunters”

Zanim zaczniemy przygotowania do okresu świąteczno-noworocznego, mamy okazję spędzić kilka dodatkowych godzin w Koszmarze za sprawą rozszerzenia do bezsprzecznie najlepszego tytułu ekskluzywnego na PlayStation 4 w tym roku, czyli wydanego w marcu Bloodborne. I jest to czas, wbrew pozorom, bardzo przyjemny.

Na początku grania w The Old Hunters towarzyszyło mi odczucie, że ktoś na szybko chciał zrobić parę lokacji i żywcem przeniósł je z podstawowej wersji gry, nieznacznie je tylko modyfikując. Na samym początku trafiamy bowiem do powszechnie znanego Rewiru Katedralnego, nieco bardziej przysypanego ziemią i sąsiadującego z Centralnym Yharnam, przez które teraz przepływa rzeka krwi. Wrażenie to jednak było mylne i szybko mnie opuściło, kiedy dokładnie przemierzyłem każdy centymetr kwadratowy nowych-starych lokacji, bo zmieniło się w nich naprawdę niemało, a im dalej w las tym obszary, które zwiedzałem stawały się ciekawsze i bardziej intrygujące. Klimat robił się gęstszy i mroczniejszy, a każdą lokacji chciałem poznać bliżej, odkryć jej wszystkie sekrety i skróty. Ponownie warto przysłuchiwać się kwestiom dialogowym wypowiadanym przez napotkane postacie i czytać opisy przedmiotów, bo dodatek rzuca nowe światło na warstwę fabularną gry, zdradzając znacznie więcej informacji na temat jednej organizacji z podstawki.

Jeżeli chodzi o przeciwników to japoński deweloper położył większy nacisk na tych ludzkich, przede wszystkim tropicieli władających głównie nowymi broniami, które znaleźć możemy podczas rozgrywki. Oczywiście, nie zabrakło także większych wrogów, a najgroźniejszymi są przerośnięte krasnoludy niczym wyjęte żywcem z serii Warhammer. Największe wrażenie robią jednak bossowie – są fenomenalni i pomysłowo wykonani. Są też oryginalni, poza jednym, rozpalonym na nowo wielkim przeciwnikiem z oryginalnego Bloodborne, ale nadrabia on zupełnie innych wachlarzem ataków.

Nowe uzbrojenie jest jednym z najbardziej pomysłowych, nie tylko w grach „soulso-podobnych”, ale RPG-akcji w ogóle. Autorzy dając możliwość prucia pociskami z działka obrotowego czy łuku pokazują jak elastyczny jest system walki w ostatniej grze od From Software, jednocześnie nie zmieniając zbytnio jego dynamiki. Bronie są tak kreatywne – wystarczy wspomnieć o okrągłej, mechanicznej pile – że każdym zdobytym orężem bawiłem się parę minut tnąc przeciwników na oślep i ciesząc się jak głupi z animacji i sposobu ich działania. A to nie koniec atrakcji, bo zdobywając odpowiednie przedmioty można zmienić swoją formę, przeobrażając się np. w dziką bestią tnącą swoich oponentów ogromnymi szponami.

Od strony graficznej i technicznej zmieniło się niewiele, pomijając zmiany wprowadzane łatkami przez ostatnie pół roku. Co jednak rzuciło mi się w oczy to znacznie usprawnione łączenie z innymi graczami, dzięki czemu dołączenie do światów innych graczy czy przyzywanie ich do siebie jest szybsze. Poza tym zarówno oprawa jak i ścieżka dźwiękowa to cały czas wysoki poziom.

Podsumowanie

The Old Hunters to bardzo dobry dodatek, który gwarantuje tę samą jakość co podstawowy Bloodborne, w niektórych aspektach nawet go przewyższając, choćby w kwestii unikatowego arsenału czy klimatu odwiedzanych miejscówek. Jedynym problemem jest tak naprawdę cena, bo 84 zł za tak naprawdę trzy (w porywach cztery) lokacje, w tym jedną przerobioną z podstawowej wersji gry to trochę za dużo. Fakt jest jednak taki, że jeśli podobał ci się Bloodborne to dodatek powinieneś mieć już dawno na dysku, a jeśli jakimś sposobem trafiłeś tu bez znajomości tej produkcji to czym prędzej zaopatrz się w wydanie „Game of the Year”. Lepszej, ekskluzywnej gry na PlayStation 4 próżno na razie szukać.

Z naszą recenzją Bloodborne zapoznacie się tutaj.

Zostaw komentarz

Na tapecie
Final Fantasy VII Remake