Recenzja „Call of Duty: Ghosts”

Wraz z Ghosts Infinity Ward przenosi nas do nowego uniwersum zrywając z bohaterami Modern Warfare i zaczynając opowiadać całkowicie nową sagę o nieustraszonym oddziale Duchów. Można byłoby się spodziewać, że zakończenie trwającej od 2007 roku opowieści, a przy okazji premiera konsol następnej generacji, spowodują, że nowa odsłona Call of Duty przyniesie ze sobą nie tylko nową historię, ale także większe zmiany w postaci chociażby next-genowego silnika graficznego. W tym roku jednak nic z tego…

FABULARNY DUCH

Jak wspomniałem wyżej, nowa odsłona serii Call of Duty opowiada o nieustraszonym oddziale Duchów, elitarnej jednostce do zadań specjalnych, niezwykle skutecznych i bezwzględnych. Gracz wciela się w postać Logana, który wraz z bratem wstępuje do Duchów i bierze udział w szeregu niebezpiecznych misji mających – tak, zgadliście – uchronić Stany Zjednoczone przed upadkiem i zagładą. Przeciwnikiem jest tajemnicza Federacja wyposażona w najnowsze technologie i poszerzająca coraz bardziej swoją strefę wpływów, a głównym antagonistą jest Gabriel Rorke, żołnierz specjalizujący się w tropieniu i eliminacji Duchów. O ile linia fabularna nie należy do najbardziej oryginalnych czy odkrywczych, jest przewidywalna i raczej nieporywająca, tak członkowie Duchów oraz Rorke zostali nieźle nakreśleni i z zaciekawieniem śledzi się ich losy. Wątek fabularny dopełniają motywy zdrady, zemsty czy ciężkich wyborów przed jakimi staje człowiek, jednakże motywy te pozbawione są głębszego przesłania, po prostu są.

Jest natomiast wybuchowo i efektownie, ale do tego seria Call of Duty zdążyła nas już przyzwyczaić. Co chwila gracz rzucany jest w różne rejony świata, aby wyeliminować tabuny przeciwników i wziąć udział w widowiskowych, oskryptowanych akcjach. Przyznam szczerze, że kilka fragmentów zrealizowano naprawdę nieźle, ale nadal żaden nie prześcignął misji z Prypeci z pierwszego Modern Warfare. Niemniej jednak chociażby misja podwodna może się podobać – szczególnie moment, kiedy przepływając przez wrak trzeba robić to bardzo powoli, aby nie zwrócić uwagi mieszkających tam rekinów. No i trzeba przymknąć oko na pociski, które przeszywają wodę niczym powietrze, nie napotykając jakiegokolwiek oporu. Poza oceanicznymi głębinami autorzy pozwalają zwiedzić południowoamerykańskie miasto, gęstą puszczę, platformę wiertniczą na kole podbiegunowym czy stację kosmiczną na orbicie okołoziemskiej. Standard, choć przy okazji tej ostatniej warto wyróżnić walkę w stanie nieważkości.

Mechanizmy rozgrywki pozostają bez zmian w porównaniu do poprzedników. Jest oczywiście liniowo, choć wymiany ognia odbywają się na półotwartych przestrzeniach, dlatego można trochę pokombinować, wybrać odpowiednią osłonę i pozycję. Do strzelania wykorzystywać można kilkanaście rodzajów broni palnej, a także działka zamontowane choćby w czołgach i helikopterach, za których sterami się zasiada – model jazdy jest jednak topory. Zawodzi (ponownie) sztuczna inteligencja wrogów, którzy słabo się kryją lub biegają na oślep tuż przed lupą, a na plus trzeba odnotować z kolei inteligencję kompanów, którzy celnie strzelają i są pomocni podczas starć.

Na osobne zdanie zasługuje – bądź co bądź – nowość w serii, promowany przed premierą pies. Riley – bo tak się wabi – jest owczarkiem niemieckim i wytresowano go do zadań specjalnych, dlatego też zwierzak nie boi się głośnych eksplozji czy strzałów i bezkompromisowo rzuca się do gardeł wrogom. Niestety, jego rola została nieco zmarginalizowana, towarzyszy on Duchom chyba z trzy razy, a tylko raz gracz ma możliwość wcielić się w czworonoga. Hau-hau!

Historia opowiedziana w Ghosts w ogólnym rozrachunku jest taka jak rok, dwa, trzy, cztery, pięć czy sześć lat temu – efektowna, choć nieco bezpłciowa, historia na jeden raz. Duchy mają potencjał i oby następne spotkanie z nimi było już prawdziwie next-genowe.

SIECIOWY DUCH

Tryb multiplayer, czyli serce Call of Duty bijące długo, długo po premierze, przeszedł kilka zmian, ale nadal jest dynamiczny i sprawiający dużo satysfakcji. Do wyboru czeka mnóstwo trybów rozgrywki (choć pozbyto się lubianych Demolition i Headquarters, tak naprawdę nie wiadomo dlaczego), a za zdobywane punkty można kupować i ulepszać sprzęt, dostosowywać perki czy zestawy nagród za serię zabójstw.

Absolutną nowością jest natomiast tryb Squad, w którym możemy stworzyć własną drużynę, dobrać umiejętności czy uzbrojenie każdego z członków oddziału i rozgrywać pojedynki w kilku dostępnych trybach – np. gracz kontra boty, walka z botami innego gracza, kiedy ten jest w trybie offline, starcie dwóch graczy przeciw sobie wspieranych stworzonymi przez siebie oddziałami. Warto zaznaczyć, że może to stanowić dobry trening przed wskoczeniem w walkę tylko z żywymi graczami, szczególnie, że punkty zdobywane w trybie Squad liczą się do ogólnej puli punktowej, więc dodatkowo można się nieźle mogą się nieźle obłowić i przygotować. Jest to na pewno krok w dobrym kierunku i spora zmiana, a co więcej bardzo dobrze zrealizowana, bo boty zachowują się naturalnie, niczym ludzie i dostosowują swoją taktykę np. do posiadanego uzbrojenia czy zdolności. A członków oddziału można dodatkowo rozwijać grając też nimi w zwykłych sieciowych trybach.

Drugą nowością jest ogłoszony kilka dni przed premierą tryb Extinction wzorowany na eksterminacji zombie z Black Ops. Extinction to czteroosobowa kooperacja, w której celem jest odparcie ataku obcych, a rozgrywka jest po prostu popularną hordą, w którym naszym zadaniem jest powstrzymywanie kolejnych fal przeciwników. Tryb ten z pewnością sprawia frajdę, szczególnie podczas szpilania ze znajomymi, ale raczej na krótką metę – po jakimś czasie zaczyna powoli nużyć.

Grając po sieci odniosłem wrażenie, że mapy są nieco większe i posiadają więcej otwartych przestrzeni, co poniekąd wymusza walkę na dłuższy dystans. Jasne, są miejscówki dla osób, które wolą bardziej bezpośrednie starcia, ale jest ich jakby mniej. Wyjaśniać to może wprowadzenie nowego rodzaju uzbrojenia – karabinów wyborowych – które są połączeniem karabinu snajperskiego i maszynowego, skutecznych zarówno na długim jak i krótszym dystansie. Może i nieco trochę za bardzo skutecznych…

W tryb sieciowy grało mi się bardzo przyjemnie, praktycznie bez jakichkolwiek problemów technicznych, a wyszukiwanie i dołączenie do gier jest błyskawiczne. Jeśli jesteście fanami multiplayera z poprzednich części lub po prostu lubicie szybkie strzelanie to się nie zawiedziecie, a serwery z pewnością i za pół roku nie będą puste.

GRAFICZNY DUCH

Jeśli chodzi o oprawę to seria niestety stoi od kilku lat w miejscu i wygląda bardzo przeciętnie, przynajmniej porównując do obecnych standardów. Tekstury są rozmazane i niewyraźne, efekty wyglądają ubogo, modele postaci czy animacje są mało szczegółowe, dość wyraźnie widać też ząbki. Jak na dłoni widać, że silnik graficzny się zestarzał i to co podobało nam się w 2007 roku przy okazji premiery Modern Warfare, tak teraz jest już po prostu brzydkie. Ścieżka dźwiękowa natomiast trzyma dobry poziom, w tle przygrywają klimatyczne i pasujące do otoczki kawałki. Gra doczekała się także polskiej wersji językowej w postaci napisów i błędów nie wyłapałem.

PODSUMOWUJĄCY DUCH

Ghosts to po prostu kolejna część Call of Duty – z widowiskową kampanią, bardzo dobrym trybem sieciowym, nie wyróżniająca się w żadnym aspekcie względem poprzednich odsłon i tego żałuję. Jak pisałem na początku tej recenzji: nowa opowieść i nowa generacja stanowiły idealny impuls dla zrobienia małej rewolucji, która nie mam wątpliwości, że wyszłaby serii na dobre. Bo choć Ghosts to dobra gra to w tym roku można było ją odgrzać ostatni raz. Za rok liczę na ten sam przepis, ale ze świeżymi składnikami, gdyż serię darzę sympatią i z chęcią poznam dalsze losy Duchów.

Zostaw komentarz

Na tapecie
The Dark Pictures - Man of Medan