Recenzja „Castle Crashers”

Kobieta w opałach! Kobieta w opałach! Zapewne zgodzicie się ze mną, że jest to motyw dość szeroko eksploatowany w branży gier. Tym razem jednak nie jedna, ale cztery szlachetnie urodzone panny znajdują się w śmiertelnym niebezpieczeństwie! Tak więc do dzieła cny rycerzu, czas uratować swoją wybrankę oraz (tak przy okazji) uratować świat. Zaskakujące!

Fabuła w Castle Crashers jest typowa i nieskomplikowana aż do bólu. Nie jest to pierwsza i zapewne nie ostatnia gra, której linię fabularną można przedstawić w następujący sposób: sielanka -> zły mag zakłóca spokój królestwa, porywa latorośle króla -> mężny i waleczny bohater ma zadanie uratować je oraz krainę przed niechybną zagładą -> tutaj wkraczamy do akcji.

W żadnym razie nie uznałbym tego za wadę produktu firmy Behemoth. Pozycja ta jest skupiona na bardziej wyrafinowanych rozrywkach niż raczenie gracza skomplikowaną i pełną zwrotów akcji historią. Mówię oczywiście o szlachetnym celu jakim jest ewaporacja jak największej ilości przeciwników. Prościej? Siekaj, odcinaj, przypalaj, niszcz każdego kto stanie Ci na drodze do celu!

Na szczęście twórcy zadbali o odpowiedni arsenał dla naszego bohatera. Do dyspozycji mamy blisko 65 sztuk wszelakiego oręża, zaczynając od zwyczajnych, takich jak miecz czy też topór, a na kluczu francuskim, zdechłej rybie i drewnianej łyżce kończąc. Oczywiście różnią się one statystykami, a niektóre z nich są także umagicznione. Oprócz zwykłych broni, możemy używać również łuku, bomb, kanapki, która działa niczym sterydy oraz łopaty do wykopywania skarbów. Pomijając wszelkiego rodzaju żelastwo, do pomocy pozostają nam jeszcze zwierzęta, które możemy spotkać i oswoić w czasie gry. Dysponują one różnymi umiejętnościami (znajdowanie ukrytych skarbów, odwracanie uwagi przeciwników, uzdrawianie i wiele innych..), które często ułatwiają rozgrywkę.

Na początku gry, mamy możliwość wyboru bohatera spośród 4 walecznych rycerzy. Każdy z nich włada innym żywiołem, na którym opiera się jego magia. Jednakże wraz z postępem w grze wachlarz postaci może zwiększyć się aż do 28. Wszystkim możemy ulepszać cztery główne statystyki (siłę, magię, obronę oraz zręczność) dzięki punktom doświadczenia jakie zdobędziemy za eksterminację hord przeciwników. Niestety, na tym rozwój bohatera się kończy, a z nim elementy RPG.

Świat w grze przedstawiony jest za pomocą mapy, na której zaznaczone są poszczególne etapy, a także dodatkowe atrakcje takie jak arena oraz sklep, w którym zawsze znajdziemy uśmiechniętego handlarza, chętnego by pozbyć się nadwyżki towarów. Stąd też dokonujemy wszelkich ulepszeń postaci. Aby zmienić broń udajemy się do kowala.

Sama rozgrywka jest radosna w swej prostocie. Wystarczy iść cały czas w prawo eksterminując dziesiątki przeciwników, którzy nierozważnie stanęli Ci na drodze, wykorzystując przy tym szeroki wachlarz broni i magię. Wraz z wyższymi poziomami, otrzymujemy nowe ataki, które sukcesywnie można łączyć z już poznanymi, tworząc widowiskowe comba. Niestety ich gama jest dosyć ograniczona. Wystarczy naprzemiennie naciskać dwa przyciski, ewentualnie użyć magii, oskoczyć, zasłonić się tarczą. Na końcu każdego etapu czeka BOSS, dużo większy i silniejszy od swoich małych pomagierów. Mimo rozmiarów, wszystko sprowadza się unikania jego ataków i zadawaniu swoich. Proste? Proste. Ale rzeź jaka temu towarzyszy nadal cieszy jak diabli.

Poziom trudności wzrasta wprost proporcjonalnie do poczynionych postępów w grze. Wiele osób będzie kląć i możliwe, że po prostu się poddadzą, inni potraktują to jako wyzwanie. Częsta i frustrująca jest sytuacja, gdy leżący na ziemi bohater nie jest w stanie wstać, gdyż od razu powala go następny cios strzały. Jest to niezwykle irytujące, dlatego najlepiej na początku należy zabić wrogów walczących bronią dystansową. Po jednokrotnym przejściu gry otrzymujemy New Game + nie bez powodu nazywający się Insane mode. Jednakże zarówno na poziomie normal jak i insane możemy uciec się do pomocy innych graczy, gdyż całą grę można przejść w trybie multiplayer. Niewątpliwie jest to ogromny plus. Gra przestaje wtedy być wysiłkiem, pozostaje tylko zabawa i uczestnictwo w masakrze. Jedynym mankamentem może być chaos, który panuje na ekranie, w przypadku gry na czterech graczy.

Radość z gry jest tym większa, że wszystko jest okraszone naprawdę dobrą, kreskówkową grafiką, do której mieliśmy okazji się przyzwyczaić dzięki poprzedniej grze firmy Behemoth. Nie oszczędzono na ładnie wykonanych scenach wszechobecnej rozwałki. Możliwe jest zniszczenie nawet niektórych elementów otoczenia (zazwyczaj w celu uzyskania życiodajnego pożywienia). Przez cały czas towarzyszy graczowi przyjemna dla ucha muzyka, która doskonale wpasowuje się w klimat. Nie są to zbyt ambitne utwory, jednakże na miarę tej gry: proste i przyjemne. Bardzo dobrze spełniają swój cel.

Podsumowując, Castle Crashers to prosty i przyjemny slasher, w sam raz na krótkie sesje z konsolą. Idealnie nadaje się do pogrania, przejścia jednego etapu i powrotu do gry później. Niestety, z czasem gra staje się monotonna, a przebijanie się przez hordy przeciwników męczące. Niemniej polecam tę grę każdemu kto pragnie oderwać się od nowoczesnych produkcji i zagrać w ciekawą pozycję 2d, która z pewnością zapełni mu czas na kilka wieczorów.

Zostaw komentarz

Na tapecie
A Plague Tale: Innocence