Recenzja „Crysis 3”

Trzeci Crysis to ostatnia cześć trylogii, zamykająca alternatywną wersję historii, w której naszej planecie zagraża zagłada ze strony pozaziemskiej rasy Cepidów. Poprzednie odsłony były grami dobrymi, jednak niewybitnymi, a dwoma najbardziej rozpoznawalnymi cechami serii jest nanokombinezon oraz silnik graficzny CryEngine, dzięki któremu oglądać możemy naprawdę wysokiej jakości grafikę i fantastyczne efekty… ale tylko na PC i to mocniejszym PC. Na PlayStation 3 gra wygląda tylko ładnie, choć znaleźć można słabsze tekstury, obiekty czasem się doczytują, a na zastosowany efekt delikatnego rozmazania zdecydowano się zapewne dlatego, aby ukryć różnice graficzne pomiędzy wersjami konsolowymi a pecetową. Ale jak wspomniałem, jest ładnie, gra posiada sporo otwartych przestrzeni, a wszelkie wybuchy czy laserowe wiązki też dają radę. Nie ma co ukrywać – nasza konsola pojawiła się na rynku w 2006 roku, a przy obecnym rozwoju technologii to jak średniowiecze.

Historia w najnowszym Crysisie przenosi nas kilkanaście lat w stosunku do części poprzedniej. Choć Cepidów udało się praktycznie przepędzić z Ziemi, świat bardzo się zmienił, wiele niegdyś tętniących życiem miast jest całkowicie opustoszałych, a Nowy Jork – gdzie rozgrywa się akcja produkcji – przeistoczył się dżunglę, a aglomeracja została zamknięta pod wielką kopułą, nazwaną Kopułą Wolności. Sprawcą jest zbrojno-naukowa organizacja C.E.L.L., która sprawuje władzę w zdewastowanym mieście, posiadając monopol na dostarczanie energii elektrycznej i posuwając się do szantażów i zastraszeń. Pozostałym przy życiu ludziom taki stan rzeczy kompletnie nie odpowiada, przez co powstał ruch oporu, w którego szeregach spotkamy starego znajomego – Psychola. Siłą zdarto z niego nanokombinezon, przez co jest teraz zwykłym człowiekiem, pałającym żądzą zemsty na znienawidzonej korporacji – choć cały czas nie oszczędza na przekleństwach i wręcz pali się do walki z o wiele lepiej uzbrojonymi przeciwnikami. Do pomocy potrzebuje jednak starego znajomego, Proroka, który cały czas odziany w nanokombinezon więziony jest przez C.E.L.L. I to właśnie my jesteśmy Prorokiem, który walczy nie tylko z żołnierzami C.E.L.L., ale również uśpionymi do tej pory Cepidami, planującymi ostateczne uderzenie na Ziemię w celu jej całkowitej destrukcji.

Kampania rozkręca się bardzo powoli, pierwsza godzina bardziej zniechęca niż zachęca do dalszej rozgrywki, ale czym dalej tym akcja nabiera coraz szybszego tempa i staje się naprawdę widowiskowa. Niestety, maksymalnej prędkości nie osiąga… bo po prostu nie zdąża, gdyż kampanię na normalnym poziomie trudności można ukończyć w pięć, sześć godzin. Gra składa się bowiem tylko z kilku poziomów, jednak wszystkie – no może poza początkowym – są naprawdę fajnie przemyślane i nie nużą.

Podstawą rozgrywki jest wspominany przeze mnie już kilkakrotnie nanokombinezon. Posiada on kilka udogodnień, dających przewagę nad przeciwnikami, którymi są zarówno ludzie jak i, w późniejszej fazie, różne gatunki Cepidów. Przede wszystkim wciśnięcie L2 zwiększa odporność na obrażenia, zaś R2 uaktywnia kamuflaż czyniący Proroka niewidzialnym. Oba tryby zużywają pasek energii, a po wyczerpaniu pancerz/kamuflaż jest wyłączany, więc trzeba tego pilnować. Na szybkość zużywania się paska wpływa np. prędkość poruszania się czy używanie broni. Energia regeneruje się automatycznie, więc po wyczerpaniu najlepszym wyjściem jest znalezienie spokojnego miejsca i odczekania chwili aż pasek ponownie się napełni. Drugą z funkcji kombinezonu jest wizjer, dzięki któremu widzimy wszystkie istotne przedmioty (naboje, broń, rzeczy do zebrania) oraz przeciwników, których możemy dodatkowo oznaczyć, abyśmy znali ich lokalizację nawet po wyłączeniu wizjera (podczas jego używania nie możemy się poruszać, a tym bardziej walczyć). Wizjer pozawala też na hakowanie urządzeń, dzięki czemu np. skierujemy wieżyczkę przeciw wrogom lub rozbroimy miny. Hakowanie polega na prostej grze zręcznościowej. Co więcej, nanokombinezon możemy usprawniać za pomocą znajdowanych ulepszeń, dzięki czemu wydłużamy np. czas trwania kamuflażu czy odporność na obrażenia, a wszystkie usprawnienia podzielono na cztery kolumny, z czego z każdej możemy wybrać po jednym upgreadzie. Tworzymy dzięki temu zestawy, które możemy zapisać i zmieniać je w locie, w zależności od sytuacji. Jeszcze jedno – znajdując generator, możemy naładować nanokombinezon i przez chwilę cieszyć się nieskończonym zapasem energii.

Choć Crysis 3 jest gatunkowo strzelanką, grę można ukończyć po cichu, nie używając praktycznie żadnej broni palnej. Dzieje się tak za sprawą łuku, który otrzymujemy w ciągu pierwszych minut gry. Używając go, w połączeniu z kamuflażem, tytuł przeistacza się w skradankę. Łuk ma tę zaletę, że jest bezszelestny i nie zużywa zapasów energii przy strzelaniu, dlatego pozostawanie w ukryciu trwa dłużej. Jest również bardzo skuteczny – na standardowych przeciwników wystarczy jeden celny strzał. I choć strzał jako takich można nosić przy sobie mało, bo dziewięć, amunicję uzupełniać można nie tylko znajdując ją w porozrzucanych gdzieniegdzie skrzynkach, ale także wyciągając z zabitych wrogów lub ze ścian, jeśli nie trafiliśmy celnie. Ponadto łuk, jak i każdą inną broń, możemy modyfikować za pomocą prostego interfejsu: do wyboru jest kilka rodzajów pocisków (zwykłe, elektryczne, wybuchowe, rozpryskowe), a do innych pukawek dodajemy tłumiki, stabilizatory czy celowniki. A arsenał jest naprawdę szeroki: pistolety, karabiny, strzelby, a także supersilne pukawki obcych. Ponadto, używać możemy np. wyrzutni rakiet, granatów lub min.

Do nanokombinezonu i szerokiego arsenału dodajmy różnorodne lokacje, które w większości są otwarte i spore, a droga do wskazanego celu zależy wyłącznie od nas. Daje to naprawdę duże możliwości i zmusza gracza do kombinowania – przejść po cichu czy wystrzelić tysiąc naboi, masakrując przeciwników. Ogólnie cała rozgrywka jest naprawdę przemyślana, posiada fajne mechanizmy, wzajemnie się uzupełniające, co odróżnia Crysisa od innych strzelanek, w których po prostu przemy do przodu, wybijając dziesiątki przeciwników. A dodam jeszcze do tego, że oprócz zadań głównych jest też kilka pobocznych (np. dotrzeć do rannego oddziału rebeliantów), a także etapy niestandardowe, w których przemieszczamy się łazikiem lub strzelamy z pokładu helikoptera.

Pochwalę też jeszcze sztuczną inteligencję przeciwników, którzy zaalarmowani szukają przeciwnika w grupach i nie oszczędzają ołowiu kiedy wypatrzą Proroka. Oczywiście, czasem zdarzą się błędy lub dziwne zachowania, ale AI w ogólnym rozrachunku sprawuje się nieźle, a wymiana ognia bez zastosowania choć minimalnej taktyki kończy się na ogół zgonem.

O stronie technicznej wspomniałem już trochę na początku i powtórzę raz jeszcze: gra jest ładna, oprawa jest równa i jeśli się do czegoś przeczepiać to tylko na siłę. Natomiast od strony dźwiękowej jest również bardzo dobrze, muzyka jest klimatyczna, słychać ją wtedy kiedy powinno się i przycicha też w odpowiednich momentach. Nie przypadł mi do gustu tylko polski dubbing – brzmi on nieco sztucznie, zarówno jeśli chodzi o Proroka (choć tragicznie nie jest) jak i postacie poboczne (tu zdecydowanie gorzej). Na szczęście istnieje możliwość gry z oryginalną ścieżką dźwiękową i jeśli nie macie problemów z angielskim to tę opcję polecam.

W Crysisie 3 naturalnie nie zabrakło multiplayera i od razu powiem, że z pewnością nie będzie to rewolucja w strzelaniu po sieci, ale z pewnością nieco przedłuża zabawę z tytułem i rozgrywka jest nawet przyjemna. Wiadomo, najważniejszym aspektem jest nanokombinezon który odgrywa też ważną rolę w multi, posiadając podobne właściwości do tych z singla. Różnice wynikają ze specyfiki walki sieciowej, np. kamuflaż nie czyni gracza całkowicie niewidzialnym, a jedynie mocno przezroczystym, co zrozumiałe – walka pomiędzy niewidzialnymi postaciami byłaby bez sensu. Ponadto, raczej standard – dostosowywanie sprzętu, rankingi, wyzwania, punkty doświadczenia. Do wyboru jest kilka trybów – poza podstawowymi deathmatchami oraz wariacjami capture the flag, pojawił się nowy, ciekawy tryb Łowcy. Gracze dzielą się na dwie frakcje – tytułowych łowców i żołnierzy C.E.L.L. – i zadaniem tych drugich jest jak najdłuższe przetrwanie. Runda trwa dwie minuty i mogłoby wydawać się to nietrudne, szkopuł w tym, że łowcy posiadają nanokombinezon z aktywnym, niekończącym się kamuflażem, więc są praktycznie niewidoczni dla jednostek korporacji. Aby jeszcze utrudnić rozgrywkę, żołnierz po śmierci nie czeka na koniec rundy, a staje się łowcą i zaczyna ścigać swoich kolegów. Żołnierze C.E.L.L. są premiowani za utrzymywanie się przy życiu – co kilkanaście sekund na konto wpadają kolejne punkty doświadczenia. Podobnym trybem jest tryb Szturm, gdzie gracze w nanokombinezonach muszą ominąć zwykłych żołnierzy i wykraść dane. Różnicą jest jednak posiadanie tylko jednego życia. Aha, jeśli ktoś bardzo nie lubi nanokombinezonu, autorzy dali możliwość gry w standardowych trybach, gdzie tego unikalnego pancerza po prostu nie ma. Ogólnie rzecz biorąc, tryb multiplayer jest trybem solidnym, bez lagów czy problemów z połączeniem, ale z pewnością nie takim, dla którego warto nabyć grę, jeśli nie interesuje nas kampania.

Podsumowanie

Ostatni Crysis to tytuł niczym się niewybijający, tak naprawdę nieróżniący się diametralnie od swoich poprzedników. Ale nie jest to tytuł słaby czy niewarty uwagi. Jeśli graliście (lub też nie) w poprzednie dwie odsłony, po trójkę także powinniście sięgnąć, nie tylko po to, aby poznać koniec historii, ale także z tego względu, że na pewno będziecie się dobrze bawić. Crysis ma swoją specyfikę, wyróżnia się w pewien sposób na tle innych efpeesów, a nanokombinezon – oprócz bycia swoistą wizytówką serii – nadaje rozgrywce kolorytu. Jeśli w nowym roku jesteście spragnieni dobrych strzelanek, Crysis 3 to z pewnością pozycja dla Was.

Zostaw komentarz

Na tapecie
Marvel's Avengers