Recenzja „Dante’s Inferno”

Kiedy kilka lat temu na lekcji polskiego w liceum przerabiałem Boską Komedię Dantego Alighieri nawet przez myśli mi nie przeszło, że kiedyś w nią… zagram. A jednak – wyobraźnia dewelopera nie zna żadnych granic. Co prawda Dante’s Inferno to nie dokładne przeniesienie średniowiecznego działa w wirtualny świat, a jedynie głównej koncepcji, czyli podróży Dantego przez dziewięć kręgów piekielnych, które swoim wyglądem i przebywającymi w nich duszami też z grubsza nawiązują do papierowych kart.

Poza tym więcej podobieństw już nie ma, bo nie słyszałem, żeby średniowieczny Dante przebijał się przez kolejne kręgi wycinając po drodze setki dusz czy obcinał Cerberowi głowy. Oczywiście to dobrze, bo po pierwsze żywe przeniesienie poematu do gry byłoby według mnie po prostu profanacją tego wielkiego dzieła, a po drugie z pewnością nie wpasowałoby się w standardy jakimi w tych czasach rządzą się gry. Takie luźne nawiązanie, służące głównie do zbudowania podwalin świata jest jak najbardziej w porządku i powinno wszystkich zadowolić.

Historia opowiedziana w grze dotyczy okresu wojen krzyżowych z końca XII wieku. Dante walczy na wojnie dzielnie, jednak w Akce zostaje raniony z zaskoczenia i umiera. Jego wielka siła pozwala stanąć mu do walki z samą śmiercią, nad którą zwyciężą, zabierając przy okazji kosę, która od tej pory stanowi nieodłączny element oręża wojownika. Parę lat później Dante powraca do rodzinnej Florencji, aby zobaczyć się z żoną, jednak odnajduje ją zamordowaną. Jeszcze większy cios bohaterowi zadaje sam Lucyfer, pan piekła, który duszę niewinnej Beatrycze zabiera do swojego królestwa, nie dopuszczając do zbawienia pięknej dziewczyny. Zrozpaczony Dante rusza w pogoń za szatanem, rozpoczynając swoją podróż przez dziewięć kręgów piekielnych, aby odzyskać duszę ukochanej. Takie love story ;)

Od razu powiem, że wbrew temu co mogłoby się wydawać, wyprawa przez piekło nie jest bardzo długa – mi zajęła ok. siedmiu godzin, ale to pewnie zależy od poziomu trudności (ja grałem na tzw. normalu, do wyboru są jeszcze trzy inne). Jest natomiast różnorodna, czasami intensywna, a pod koniec po prostu nudna. Składa się na to parę czynników, które pokrótce opiszę poniżej.

Dante wchodzi do piekła uzbrojony we wspomnianą już przeze mnie kosę oraz krzyż Baetrycze i czasem odniosłem wrażenie, że ta broń w zupełności by wystarczyła, aby ukończyć grę. Jest to broń dystansowa, która wypuszcza świetlne symbole raniące cały piekielny pomiot. Po ulepszeniu światło jest na tyle silne, że przeciwnicy tylko się bronią, aby nie zostać wyrzuconym w powietrze i po prostu nie przepaść na zawsze, a jedyna rola gracza w tym całym procederze to klepanie kółka, ew. jego przytrzymanie. Co ciekawsze broń nie ma ograniczonej mocy, więc nie ma się co obawiać o brak amunicji. Kosa natomiast to broń na krótki dystans i też się czasem sprawdza (m. in. do odcinania kończyn), ale nie ma takiej siły przebicia jak krucyfiks. To też w pewnym stopniu zależy od ścieżki jaką się wybrało – można podążać drogą świętości albo wręcz przeciwnie. Nie ma to oczywiście żadnego znaczenia fabularnego, jedynie wpływa na rozwój umiejętności (jak choćby na wspomniane bronie – ciemna strona mocy większy nacisk kładzie na władanie kosą, jasna z kolei na krucyfiks, ale wymasterowanie tej pierwszej wcale nie wyklucza rażenia wrogów światłem i na odwrót). Drzewko umiejętności jest ogólnie rozbudowane, podzielone na poziomy zaawansowania, zdolności są ze sobą w pełen sposób połączone, a rozwijanie dwóch gałęzi na raz też nie jest przeszkodą, jeśli ktoś ma kłopoty ze swoją moralnością ;) Oprócz tego, Dante może sobie poczarować – mrozić, użyć krzyża jako tnącego bumerangu czy stworzyć dla siebie empiryczną zbroję, a także zebrać po drodze kilka ciekawych relikwii również wpływających na poprawę niektórych współczynników.

Rozgrywka opiera się przede wszystkim na walce z pomiotem piekielnym. Potyczki są częste i krwawe, a przeciwnicy zwykle łatwo nie odpuszczają i dają się bez słowa maltretować. Pomijając wszelkiego rodzaju mięso armatnie, czyli zagubione duszyczki czy jakieś ptactwo, autorzy przygotowali też kilka większych przeciwników, których najpierw trzeba trochę obić, aby następnie dobić jakimś specjalnym uderzeniem, polegającym zwykle na wciskaniu odpowiedniej kombinacji przycisków – wtedy Dante przepoławia delikwenta na pół lub wypruwa mu wszystkie flaki. Jest to w miarę efektownie, ale tylko na początku, bo animacja wygląda cały czas tak samo, do tego rodzajów przeciwników jest na tyle mało, że wszystkich dałoby się wyliczyć na palcach obu rąk – wiedźmy, stwory rozsmakowane w ludzkich ciałach, dwugłowe poczwary czy istoty przypominające trochę satyra a trochę minotaura dzierżące sporej wielkości miecze. Te ostatnie dosiadają czasem większe monstra, nad którymi można przejąć panowanie, niszcząc ściany, depcząc czy zionąc ogniem. Miłe urozmaicenie.

Jednak daniem głównym są bossowie, wielcy strażnicy poszczególnych kręgów (choć nie wszystkich), z którymi walka jest naprawdę emocjonująca i ciekawa i stanowi spore urozmaicenie w stosunku do innych potyczek – warto tu wymienić chociażby mitycznego króla Minosa czy wspomnianego już Cerbera.

Walka to jednak nie wszystko i autorzy zadbali też o kilka innych elementów, m. in. nieskomplikowanych układanek (może jedna jest trochę bardziej wymagająca, ale bez przesady) oraz trochę elementów zręcznościowych polegających głównie na huśtaniu się na linie i przeskakiwaniu pomiędzy kolejnymi platformami. Zwinne palce przydają się też przy szukaniu ukrytych bonusów, m. in. relikwii czy srebrnych monet, które Judasz dostał za zdradę Jezusa. Ostatnią rzeczą z czystego gameplaya, o której chciałbym wspomnieć jest możliwość zadecydowania o losie napotkanych dusz, które za życia popełniły różne grzechy (im głębiej tym grzechy te są zazwyczaj większe). To właśnie od gracza zależy czy daną duszę wyzwoli i pozwoli jej iść do nieba czy skaże na wieczne potępienie. Jest to dość ciekawa opcja, zważywszy na to, że wśród dusz można odnaleźć te należące np. do Poncjusza Piłata czy byłego nauczyciela Dantego.

Klimat gry jest ciężki i mroczny. Autorzy starali oddać się piekielne cierpienia jak najżywiej i wyszło im to całkiem nieźle. Dusze i ciała grzeszników płoną w rzekach krwi i ognia, są zakute w łańcuchy czy więzione w skałach. Z każdej strony słychać okrzyki błagania i cierpienia. Każdy z dziewięciu kręgów ma swoją nazwę: Zawieszenie (dusze z najlżejszymi grzechami, mające szanse trafić do czyścicca), Pożądanie, Chciwość, Obżarstwo, Wściekłość, Herezja, Przemoc, Oszustwo i Zdrada oraz unikalny klimat, co też może się podobać, bo okazuje się, że piekło wcale nie jest takie monotonne – mnóstwo tu różnych konstrukcji, pomników, jest też Las Samobójców. O ile wizja artystyczna może się podobać, tak od strony technicznej jest już znacznie gorzej, ponieważ zbyt często zdarzają się słabe tekstury, modele postaci też nie należą do szczegółowych, tła nie zachwycają (są bardzo rozmazane!). Animacja również nie zachwyca, szczególnie mimika bohatera, która jest po prostu bezpłciowa i odniosłem wrażenie, że nie zależnie od sytuacji cały czas pojawia się na niej ten sam grymas. Plusem są wstawki animowane (nie te na silniku gry). Trochę zaskakiwać może brak muzyki w tle przez spory fragment rozgrywki, ale jest to spowodowane właśnie potrzebą zbudowania odpowiedniego klimatu.

Nie chcę porównywać Dantego z grami z Kratosem w roli głównej. Wiadomo, że w kwestii wykonania czy brutalności to God of War pozostaje cały czas na czele, ale Dante’s Inferno to trochę inna gra, poruszająca inną tematykę i każdy fan slasherów powinien ją ukończyć, choćby dlatego aby poćwiczyć palce do marcowego wciskania. Produkt Viscreal Games to taka przystawka, jednak mająca szansę być równie smaczna jak danie główne.

Na tapecie
The Dark Pictures - Man of Medan