Recenzja „Deus Ex: Rozłam Ludzkości”

Po buncie ludzkości czas na jej rozłam. Eidos ponownie pozwala wcielić się nam w skórę Adama Jensena i przenosi nas do alternatywnego, cyberpunkowego świata, który powoli pogrąża się w nanowszczepowym kryzysie, zaś ludzie podzielili się nie tyle co na ich zwolenników i przeciwników, a ich posiadaczy oraz tych, którzy ich nie posiadają, a wręcz boją.

Wszystkiemu winny jest Incydent, którego byliśmy świadkami pod koniec Buntu Ludzkości, poprzedniej odsłony gry. Na skutek tego zdarzenia, wszyscy ludzie posiadający mechaniczne wszczepy na chwilę stracili nad sobą kontrolę i cechowali się niebywałą agresją, niejednokrotnie atakując tych, którzy ich nie mieli. Od tego momentu zwykli ludzie zaczęli się obawiać że zmodyfikowanych do tego stopnia, że chcą wyeliminować ich całkowicie, nękając oraz zamykając w gettach. Sytuacja nie jest więc komfortowa dla żadnej ze stron, a napięcia społeczne rosną. Wszystko co złe przypisywane jest właśnie osobom ze wszczepami. Jednym z miast, w których sytuacja jest bardzo dramatyczna jest czeska Praga, gdzie na domiar złego dochodzi do serii zamachów, za które wiadomo kto został obwiniony. Przed Adamem Jensenem, który tym razem występuje w podwójnej roli agenta organizacji antyterrorystycznej i członka organizacji hakerskiej, stoi trudne zadanie wykrycia prawdziwych organizatorów spisku i wyeliminowania ich.

Od strony fabularnej nowy Deus Ex jest naprawdę ciekawy. Historia, składająca się z kilkunastu, czasem naprawdę rozbudowanych zadań potrafi zaintrygować i zachęcić do poznania dalszego przebiegu zdarzeń. Nie zabrakło również wyborów moralnych, jednak w ogólnym rozrachunku nie mają one aż tak wielkiego znaczenia. W głównej mierze wybory sprowadzają się do wypowiadanych przez bohatera kwestii dialogowych, od których zależy to czy rozmowa z daną postacią skończy się ugodowo (i da nam jakieś wymierne bonusy) czy będziemy musieli wziąć udział w otwartej walce, bo na przykład kogoś wkurzymy. Na szczęście, dzięki możliwości zapisywania rozgrywki w dowolnym momencie wybór nie jest aż taki trudny, bo zawsze można wczytać poprzedni stan gry i poprowadzić konwersację inaczej. Zdarzają się także wybory nieco bardziej znaczące, np. sprowadzające się do uratowania jednego dobra kosztem drugiego czy zdobycia dowodów jednego rodzaju jednocześnie zaprzepaszczając szansę na zdobycie innych, równie ważnych. Finalnie jednak fabuła kończy się w tym samym miejscu, choć możliwe jest obejrzenie kilku zakończeń. Niestety jednak, finałem historii jestem zawiedziony, bo ten sprawia wrażenie nie do końca przemyślanego i urwanego (może nieco więcej dowiemy się z fabularnych rozszerzeń), ale z drugiej strony daje duże pole do popisu w kontynuacji.

Co cieszy, gra nie jest krótka, bo choć same zadania fabularne to zabawa na kilkanaście godzin czas ten jest znacznie wydłużony dzięki wielu różnorodnym zadaniom pobocznym. Adam Jensen ma szansę dzięki nim pomóc mieszkańcom Pragi czy dowiedzieć się nieco więcej o swojej przyszłości. Zadania te potrafią być wielowątkowe i trwać nawet przez większą część gry. Do rozwiązania czeka sprawa seryjnego mordercy czy skorumpowanych gliniarzy; zaangażować się można również w pomoc podziemnej prasie, która chce ujawnić mroczne tajemnice ludzi trzymających władze.

Mocną stroną Rozłamu Ludzkości jest też rozgrywka, choć w stosunku do poprzedniej części zmieniło się niewiele. Nadal każde zadanie można przejść zarówno po cichu jak i robiąc nieco więcej hałasu, jednak preferowane jest zdecydowanie to pierwsze rozwiązanie. Twórcy ukryli mnóstwo przejść, dzięki którym można przemknąć za plecami wroga nie wszczynając alarmu, a ponadto skradanie się nagradzane jest większą ilością punktów doświadczenia. Poza tym, taka rozgrywka jest po prostu bardziej satysfakcjonująca. Aby jednak była taka w pełni, należy odpowiednio rozwinąć wszczepy posiadane przez Jensena, które poprawiają jego skoczność, umożliwiają bezszelestne przemieszczanie się, wyostrzają wzrok, pozwalają oddychać wśród trujących oparów czy przenosić ciężkie przedmioty w celu odkrycia znajdujących się za nimi przejść. Nie zabrakło naturalnie wszczepów przydatnych w walce, jak odpowiedni pancerz, zwiększona wytrzymałość czy obezwładnienie kilku przeciwników na raz za pomocą ładunki Tesli. Nowością są wszczepy eksperymentalne, które co prawda znacznie zwiększają zdolności protagonisty, ale użycie zbyt wielu na raz grozi przeciążeniem, przez co część ze „zwykłych” umiejętności może stać się permanentnie nieaktywna.

Bardzo ważną częścią rozgrywki jest też hakowanie, dzięki któremu nie tylko otwiera się zamknięte drzwi, ale także włamuje do komputerów niejednokrotnie zawierających istotne dla fabuły informacje lub do terminali za pomocą których można dezaktywować porozmieszczane przez przeciwników kamery, wieżyczki czy śmiercionośne roboty. Odbywa się to za sprawą prostej minigierki, podczas której musimy aktywować kolejne terminale, aby w końcu dotrzeć do źródła. Po drodze napotkać można na blokady spowalniające nasze starania czy próbę kontrataku ze strony serwera. Zadanie ułatwiają nam specjalne programy znajdowane podczas przeszukiwania lokacji i gromadzone w ekwipunku. Autorzy przygotowali także drogę na skróty w postaci specjalnych kluczy, które zdalnie hakują dane urządzenie, jednak ich ilość jest ograniczona. Jeszcze innym sposobem na złamanie zabezpieczeń jest po prostu znalezienie lub poznanie hasła – jeśli więc zaniedbaliśmy rozwijanie umiejętności związanych z hakowaniem i tak można dostać się praktycznie wszędzie.

Oprócz trybu fabularnego, autorzy przygotowali dodatkowy tryb Breach. Polega on na włamywaniu się do serwera złowrogiej korporacji, co odbywa się za przechodzenie wymagających nieco pogłówkowania etapów, na których trzeba otwierać sobie przejście do rdzenia, a po jego aktywowaniu – jak najszybciej uciec. Niestety, jest to tryb jedynie do sprawdzenia i ewentualnie zdobycia trofeum, bo jest dość monotonny, a na późniejszym etapie – frustrujący.

Od strony graficznej Rozłam Ludzkości prezentuje się dobrze, ale nic ponadto. Odniosłem wrażenie, że autorzy jedynie nieco podrasowali tekstury z Buntu, ale to głównie dlatego, że obie produkcje cechują się ciemną kolorystyką i tak naprawdę ciężko w takiej otoczce zachwycić gracza. Cyberpunkowy, futurystyczny świat działa jednak na wyobraźnię i miało sobie popatrzeć na bliskie nam kulturowe miasto z przyszłości. Otwarty świat nie jest co prawda duży, gdyż składa się jedynie z czterech mały dzielnic pomiędzy którymi poruszamy się metrem + możemy odwiedzić kilkadziesiąt wnętrz i kanały, ale fabułą zabiera nas kilkakrotnie do zupełnie różniących się klimatem, zamkniętych lokacji. Najbardziej z takich lokacji zapadło mi Golem, czyli znajdujące się pod Pragą getto dla zmodyfikowanych – wielopoziomowy kompleks z panującą wszędzie biedą.

Podsumowanie

Deus Ex: Rozłam Ludzkości to bezpieczna kontynuacja. Gra jest tak samo klimatyczna i dobra jak Bunt Ludzkości, a jednocześnie nie oferuje nic ponad. Po co jednak zmieniać to co dobre? Jedyną, większą rysą na grze jest jej zakończenie, które jednocześnie nie zostawia wątpliwości, że na Adama Jensena czeka jeszcze przynajmniej jedna misja.

Zostaw komentarz

Na tapecie
DOOM Eternal