Recenzja „Dragon Ball: Xenoverse”

Już od 1986 roku jesteśmy atakowani grami ze świata Dragon Ball. Przez tyle lat ludziom się jeszcze nie znudziło? Patrząc po częstotliwości wydawanych gier ze smoczej sagi najwidoczniej nie. Teraz przyszła pora na smoczą gorączkę na PlayStation 4.

Od razu po odpaleniu gry zostajesz rzucony w skórę Goku do walki z Cellem i Frizerem. Jak, gdzie i po co? Zdezorientowany zapoznajesz się ze sterowaniem i dopiero po animowanym intrze w rytmie legendarnego Cha-La Head-Cha-La dowiadujesz się o co chodzi… Trunks z przyszłości (ubrany w fachowy płaszcz) wraz Najwyższą Boginią Czasu stoją na straży kontinuum czasowego, w którym ktoś postanowił namieszać. Mąciwodami okazuje się być para demonów – Tokiwa i jej ochroniarz Mira – którzy zmieniając znane z serii wydarzenia, powodując na przykład, że ekipa Goku zostaje zmiażdżona przez dopakowanego Cella, zbierają energię, aby… więcej nie zdradzę. Fabuła gry jest naprawdę solidna. Dopowiem jeszcze tylko, że Trunks sam nie naprawi czasu i potrzebuje pomocy, dlatego zbiera smocze kule, aby poprosić smoka o kogoś do pomocy. Tym kimś jesteś Ty.

I tutaj równie dobrze mógłbym zakończyć recenzje. Pomyśl: tworzysz swoją własną postać w świecie Dragon Balla, możesz walczyć w ramię w ramię ze swoimi ulubionymi bohaterami. Mało tego. Niektórzy z nich mogą Cię nauczyć swoich własnych technik, w tym sam Krilan. Możesz być kim chcesz. Najpotężniejszym Ziemianinem, nowym Saiyaninem, zielonym Nameczaninem czy nawet dobrym krewnym Frizera czy Majinem jak Buu. Marzenia z dzieciństwa spełnione! Chcesz walczyć na skazanym na zagładę Namek? Proszę bardzo. A może uratować świat przez Cellem? Stoczyć boski pojedynek z Beerusem? Szykuj się zatem do walki. W kreatorze postaci nie ma zatrzęsienia suwaków i opcji rodem ze Skyrima, ale jest wystarczający, aby stworzyć wojownika zgodnie z wyobrażeniami.

Po krótkiej chwili w kreatorze pojawiasz się w mieście Toki Toki, które robi za bazę wypadową. Miasteczko, mimo swoich niewielkich rozmiarów, ma do zaoferowania naprawdę mnóstwo atrakcji. Sklepy sprzedają wszystko: kapsułki ze zdrowiem, przeróżne akcesoria, ciuchy, ataki, a nawet… dusze wojowników. Rozegrać można kanapową walkę (ale bez możliwości wyboru planszy), dostępne są też tryby sieciowe (walki rankingowe, nierankingowe, tryby World Tournament i Endless Battle – w różnych wariantach, nawet 3 na 3). Co więcej, całe miasto podłączone jest do sieci, dzięki czemu po ulicach przechadzają się gracze, z którymi można wchodzić w interakcje. Także tutaj znajdują się nauczyciele, który uczą swoich specjalnych ataków.

Jednak najważniejsze są Parallel Quests, czyli – mówiąc bardziej po ludzku – misje poboczne, których jest przeszło 50, a kolejne zostaną dodane w formie DLC. Nie mają one znaczenia fabularnego, są jednak pogrupowane w ten sposób, że razem z przechodzeniem kolejnych misji fabularnych odblokowuje się paczka misji dodatkowych. Są one też na tyle wymagające, że czasem nie obędzie się bez pomocy kumpli (sieciowej pomocy, gdyż brakuje kanapowej kooperacji), bo postacie sterowane przez konsole nie dają rady i nawet potężny Brolly może mieć problemy z Krillanem czy z Yamchą.

A jak się w Xenoverse gra? Jeżeli spodziewałeś się bijatyki na poziomie Budokai 3 (wydanej w 2004 roku na PS2), przestań mieć nadzieję. Zgodnie z ostatnim trendem gier spod znaku smoczych kul, walka nie odbywa się w dwóch wymiarach, a na dużej planszy, po której można dowolnie się przemieszczać. Do tej walki w pełnym trójwymiarze sprawdzały się średnio, choć muszę przyznać, że wydaje się to być jedynym słusznym kierunkiem dla gier z Songo i paczki, aby móc poczuć moc pojedynków.

Niestety jednak, cały czas jest średnio. Prosty system walki stara się jak może, ale stoi na przegranej pozycji ze skiepszczonym sterowaniem oraz latającą jak oparzona kamerą. Walka z więcej niż jednym, żądnym twojej krwi przeciwnikiem potrafi być udręką. Co z tego, że stworzyłem mojego wojownika marzeń mieszając różne ataki, uniki itd., ubierałem go w jedne z dziesiątek ciuszków jak potem, podczas walki, zamiast okładać przeciwnika atakuję zawzięcie powietrze. To potrafi wkurzyć. A walki, czy to w misjach fabularnych czy w pobocznych, są wymagające, czasem wydaje się, że aż za bardzo – złapałem mini-depresje, gdy po spokojnym pokonaniu Frizera rozłożył mnie Mr. Szatan. Aby było prościej, trzeba trochę poćwiczyć w łatwiejszych zadaniach lub zmienić kostium czy repertuar ciosów. Zwycięstwa dostarczają satysfakcji i czuć jak postać rośnie w siłę.

Zabrakło mi jednak przemian SJJ3 dla mojej postaci. Pytam się, gdzie są przemiany dla kogoś innego niż rasa Saiyan? Nie ma, a przemiany w SSJ 1 i 2 pozbawione są fajerwerków. Wiem, że nie jest to nic aż tak istotnego, ale mam przeczucie, że 90% grających w nowego Dragon Balla chciałaby się zamienić w wielkiego, napakowanego blondyna mającego włosy do kostek. Brak przemian w SSJ3 to po prostu lenistwo dewelopera. Tak samo zresztą jak wspomniany – i wrzucony na odwal się – tryb Versus, w którym gra z bijatyki 3D zmienia się nagle w 2D i efekt tego jest przeciętny, bo wszelakie niedoróbki systemu walki i jego uproszczenia wychodzą jak na tacy.

Xenoverse ma za to porządną oprawę. Postacie wyglądają w porządku, otoczenie też, choć kilka lokacji, jak umierające Namek czy miasto, wyglądają lepiej od pozostałych. Jeżeli byśmy mówili o grze wyłącznie na PS3, mógłbym nawet być zaspokojony jakością grafiki. Na PS4 jednak gra wygląda bardziej jak tytuł ze składanki HD niż nowa gra na czwórkę. Wybaczyłbym niespecjalną oprawę, gdym mógł wszystko zaorać atakami Ki lub ciskając przeciwnikiem w skały, ale destrukcja otoczenia jest iluzoryczna. Czasem jakiś budynek czy niewielki obiekt ulegnie zniszczeniu, ale wygląda to tak teatralnie, że pozostaje się tylko uśmiechnąć, a wszelkie ślady po wybuchach znikają w sekundę. Do tego animacja nie osiąga 60 klatek na sekundę.

O dubbingu się nie wypowiadam, bo moje uszy cierpią jak słyszę teatralne, amerykańskie czy skrzeczące, japońskie głosy. Tak, japońskie, bo Dragon Ball to jedyny przypadek mangi, gdzie nie mogę znieść oryginalnych japońskich głosów, ale to oczywiście kwestia gustu. Mógłbym zapłacić trochę więcej za grę, aby usłyszeć znowu Boryca Szyca jako Vegetę ;)

Podsumowanie

Dragon Ball: Xenoverse to gra z olbrzymim potencjałem. Autorzy zmyślnie odświeżyli znaną na pamięć fabułę, jednocześnie wprowadzając postać gracza w taki sposób, jakby od zawsze istniała w tym uniwersum. Niestety, granie w produkcję przypomina jedzenie świetnie przyrządzonej ryby, gdzie prawie co kęs natrafiasz na małe ości. Chaotyczna walka, której powodem jest w dużej mierze chaotyczna kamera, spaczony kanapowy multiplayer i trochę innych niedopatrzeń dewelopera – choćby słaba mimika twarzy postaci lub brak zwycięskich animacji po pojedynku – powodują, że Xenoverse to gra przeznaczona wybitnie dla fanów. Oni jednak na pewno będą bawić się dobrze.

Zostaw komentarz

Na tapecie
Marvel's Avengers