Recenzja „Dreams”

Jako gracze mamy do czynienia z produktami będącymi efektem wieloletniej pracy całego sztabu ludzi. Wygodnie rozsiadamy się na kanapie, chwytamy pada i przechodzimy produkcję zaprojektowaną od początku do końca przez konkretne studio. Twórcy z Media Molecule, studia znanego przede wszystkim z serii LittleBigPlanet, poszli o krok dalej i nie tylko pozwalają nam zagrać w ich tytuł, ale także wykreować swój własny. Dreams to w założeniu pozycja, która pozwoli spełnić nasze growe marzenia i dzięki której stworzymy tytuł w jaki zawsze chcieliśmy zagrać.

Po spędzeniu z Dreams kilkunastu godzin rzeczywiście muszę przyznać, iż edytor w grze pozwala wykreować, co tylko chcemy. Nie ma tu znaczenia gatunek – stworzymy zarówno platformówkę, jak i bijatykę, wyścigówkę, strzelankę z widokiem z pierwszej czy trzeciej osoby, grę logiczną i tak dalej. Niewątpliwie jednak stworzenie czegoś swojego wymaga sporo czasu i samozaparcia, a pierwsze kilka lub nawet kilkanaście godzin spędzimy na nauce. Twórcy przygotowali szereg czytelnych samouczków, zarówno tych obowiązkowych, jak i dodatkowych, bardziej zaawansowanych. Nie zmienia to jednak faktu, że w kreator trzeba się wkręcić i z pewnością nie jest on dla każdego. Tworzyć można dowolne obiekty geometryczne, nakładać na nie filtry, tak by było np. bardziej chropowate, kreować postacie, animować je, tworzyć muzykę z wykorzystaniem wszystkich znanych światu instrumentów, reżyserować scenki przerywnikowe czy niesamowicie realistyczne modele. Jeśli nie mamy zapału do tworzenia wszystkiego od podstaw, możemy skorzystać z materiałów przygotowanych przez twórców czy innych graczy – w bazie znajduje się tysiące, jak nie dziesiątki tysięcy prac. Zaprogramujemy też skrypty, łącząc ze sobą poszczególne moduły w sieć zależności i zdecydujemy, że jakieś zachowanie gracza wywoła pożądany efekt – więc tak, nic nie stoi na przeszkodzie, aby zaprojektować questy niczym z gier RPG. Potem to wszystko można łączyć w następujące po sobie sekwencje, konstruując w ten sposób wieloetapowe produkcje, jak np. platformówki czy wyścigówki z kilkoma trasami. Co warte podkreślenia, w ogóle nie musimy znać się na programowaniu – wszystko odbywa się poprzez najeżdżanie przy pomocy żyroskopów kursorem-chochlikiem na odpowiednie ikony i przesuwanie właściwych suwaków, a jest ich niemało… Tak naprawdę nie sposób tego opisać słowami. Napiszę więc – powtarzając się – że w Dreams stworzycie wszystko, a kreator wydaje się mieć nieograniczone możliwości.

Jeśli jednak nie starczy wam cierpliwości, możecie zagrać w to, co stworzyli inni. Dreams ma bardzo rozbudowane opcje społecznościowe. Na ekranie widzimy kilka kategorii dzieł stworzonych przez użytkowników, m. in. te najpopularniejsze, te rekomendowane dla nas czy polecane przez samo Media Molecule. Kreacje innych graczy możemy oczywiście komentować czy lajkować, tak samo jak samych twórców. A z tego co widziałem, wyobraźnia graczy nie ma granic i o ile niektóre z prac są wyraźnie niedokończone lub stworzone ewidentnie dla żartu, gro z nich to prawdziwe perełki – produkcje oryginalne, w które włożono mnóstwo serca. Inny rodzaj to produkcje tworzone na wzór już istniejących gier, więc dzięki Dreams możemy ścigać się niczym w DiRT-cie, postrzelać w statki jak w Resogun, pobiegać po postapokaliptycznym świecie prosto z Fallouta 4 czy pozdobywać gwiazdki w Mario… Choć nie, w przypadku tego ostatniego przykładu zainterweniowało samo Nintendo i zażądało usunięcia produkcji z popularnym hydraulikiem z Dreams. Widocznie były zbyt podobne do oryginału. Jak więc widać, możliwości tytułu, jak i talent samych graczy, są ogromne, a robią tym większe wrażenie, że wszystko to powstała dzięki tej samej aplikacji.

Próbkę możliwości Dreams zaprezentowali też sami twórcy przygotowując ok. 3 – 4 godzinną kampanię fabularną, w której głównym bohaterem jest muzyk Art, którego zapał do muzyki nieco zgasł. W tej niedługiej historii wnikamy w głąb duszy sterowanej przez nas postaci, walcząc z trapiącymi ją demonami przeszłości i robiąc wszystko, by ponownie odnaleźć radość z grania i powrócić do zespołu. Dzięki temu, oprócz etapów, w których sterujemy samym Artem, wcielamy się także w inne, bajkowe postacie, co otwiera nowe możliwości, jeśli chodzi o style rozgrywki. Skaczemy po platformach, strzelamy, poruszamy się futurystycznymi pojazdami czy w końcu mierzymy się z bossami. Etapy, które najbardziej mi się podobały to jednak te, w których oglądamy krótkie teledyski, a postacie, jakie widzimy na ekranie śpiewają skoczne melodie i przy okazji nieźle się ruszają. Przejście Marzenia Arta nie jest może bardzo wymagające, ale jest to naprawdę przyjemna opowieść, która z jednej strony w pełni pokazuje to, co w Dreams można stworzyć, a przy okazji pozwala zdobyć sporo nagród, które następnie można wykorzystać w tworzeniu naszych własnych światów czy animacji.

Podsumowanie

Jedyną wadą Dreams jest w zasadzie to, że nie jest to „gra” dla każdego. W serii LittleBigPlanet brytyjscy twórcy również zaimplementowali swoisty edytor, ale jednak miałem wrażenie, że seria ta opiera się na platformowych przygodach Sackboya oraz jego znajomków. W Dreams Marzenie Arta to jedynie pokaz tego, co produkcja potrafi, a główną oś stanowi edytor, bardzo dobrze przemyślany – to prawda, ale jednak zawiły, z którego meandrami zapozna się dogłębnie mało kto. Pytanie, jakie należy zadać sobie przed zakupem jest więc takie – czy jesteście gotowi wydać 150 zł na zestaw niedługich, ale różnorodnych produkcji, godząc się na to, że nie otrzymacie pełnoprawnej rozgrywki singleplayer. Jeśli natomiast macie smykałkę do tworzenia to zastanawiać się nie macie nad czym – drugiej takiej pozycji nie znajdziecie. Pozycji, która pozwoli urzeczywistnić Wasze growe marzenia.

SERDECZNIE DZIĘKUJEMY PLAYSTATION POLSKA (SCEP) ZA MOŻLIWOŚĆ ZRECENZOWANIA TYTUŁU!

Zostaw komentarz

Na tapecie
Marvel's Avengers