Recenzja „DriveClub”

Tak naprawdę ta recenzja powinna pojawić się prawie rok temu – a dokładniej na przełomie listopada a grudnia 2013 r. Opóźnienie nie wynika jednak z naszej winy, a z winy studia Evolution, które nie dostarczyło DriveCluba na premierę PlayStation 4, tak jak pierwotnie planowano.

Nie do końca wiadomo czy chodziło wyłącznie o kłopoty natury technicznej czy też za obsuwą stały względy ekonomiczne lub całkowita zmiana koncepcji produkcji. To jednak nie jest w tym momencie aż tak istotne. DriveClub w końcu nadjechał i możemy ocenić ile okrążeń zrobi zanim wróci z powrotem do garażu.

Zacznijmy od tego, co jest w samochodówkach najważniejsze, czyli modelu jazdy. Ekipa z Evolution Studios znalazła złoty środek pomiędzy symulacją, a zręcznościowym modelem jazdy. Kierowanie wirtualnymi samochodami w DriveClub to naprawdę świetne doświadczenie, które potrafi sprawić dużo frajdy. Czuć masę poszczególnych pojazdów, czym cięższy tym ciężej – ale i wolniej – wchodzi w zakręty, lżejszy łatwiej z kolei „kręci bączki”. Parametry poszczególnych wozów rzeczywiście mają przełożenie na rzeczywistość, a są to: przyspieszenie, maksymalna szybkość, sterowność czy drift. Wchodzenie na ręcznym w ostrzejsze zakręty czy pędzenie w dół wąskiej, górskiej drogi z prędkością 250 km na godzinę potrafi dodać odpowiednią dawkę adrenaliny. Gra karze za błędy – ścięcie zakrętu lub mocniejsza kolizja to „zablokowanie” pedału gazu na 3-5 sekund, dlatego oprócz beztroskiego gnania przed siebie trzeba być cały czas skoncentrowanym i dokładnym.

Ścigać się można pięćdziesięcioma pięcioma samochodami i, co może być zaskoczeniem, dostępne są wyłącznie europejskie marki – nie pojeździmy więc Toyotami czy Fordem. Na szczęście i tak jest w czym wybierać. Samochody podzielone są na klasy – od najwolniejszej klasy HOT HATCH (popularne Volkswagen Golf czy Renault Clio) aż po samochody z klas Super czy Hiper (Ferrari, Aston Martin, McLaren itd.). Auta odblokowuje się wraz ze zdobywaniem poziomu doświadczenia – czy to poziomu indywidualnego czy klubowego. Jeśli chodzi natomiast o ich wygląd to widać, że graficy przyłożyli się do swojej roboty i z dużą dokładnością odwzorowali pojazdy. Wrażenie robi także widok z kokpitu, oczywiście inny dla każdego pojazdu, gdzie autorzy zadbali o takie szczegóły jak prędkościomierze, wskaźniki obrotów silnika czy skrzynie biegów. Wszystko to jest jednak niemodyfikowalne – zwolennicy tuningu w DriveClubie nie mają czego szukać, bo jedyną rzeczą jaką można zmieniać jest ubarwienie karoserii i to wyłącznie z zaproponowanych przez deweloperów wzorów.

Jeździć można w trzech standardowych dla wyścigówek trybach – wyścigach dla dwunastu samochodów, jeździe na czas oraz driftowaniu na punkty. Dla pojedynczego gracza dostępny jest tryb Tour, gdzie bierze się udział w zawodach i zbiera gwiazdki, a poziom trudności wzrasta wraz z kolejnymi zawodami. Gwiazdki dostaje się za wykonywanie wymyślonych przez autorów zadań – głównie chodzi o zajęcie miejsca na podium, osiągnięcie określonego czasu czy przekroczenie wskazanej granicy prędkości. Gracze mniej wprawieni w wyścigówkach zdobywać będą ilość gwiazdek potrzebną do odblokowywania następnych zawodów, zaś bardziej zaawansowani będą bić się o pełną pulę i satysfakcję z tego płynącą. Co bardzo mi się spodobało to sztuczna inteligencja przeciwników – komputerowi oponenci nie odpuszczają, wykorzystują najmniejszy błąd gracza, potrafią być agresywni. Oprócz „kampanii”, można także rozgrywać pojedyncze trasy, ścigać się po sieci lub zaliczać wyzwania czy pobijać osiągi innych graczy. W zabawie sieciowej ściga się indywidualnie lub klubowo, jednak wyszukiwanie wyścigów odbywa się na zasadzie kalendarza. Zaznaczone są w nim nadchodzące wydarzenia, do których się zapisujemy – kalendarz jest na szczęście minutowy, a nie dzienny. Szkoda jednak, że nie ma możliwości ustawienia własnego wyścigu, a jedynie dołączanie do tych proponowanych przez grę.

Istotą rozgrywki w DriveClub są punkty sławy, które zdobywa się praktycznie za wszystko – za wygrywanie, za wyprzedzanie na trasie, za drift/draft i tak dalej. Punkty wpadają na konto także np. za jeżdżenie często samochodami jednego producenta. Punkty przekładają się na poziomy doświadczenia, a te – na odblokowania nowych samochodów, o czym wspominałem wcześniej. Co istotne, oprócz punktów dla siebie, zdobywamy także punkty dla klubu, którego jesteśmy członkiem, co także przekłada się na nowe bryki w garażu.

Jak sprawdzają się w praniu tytułowe kluby? Od pierwszych zapowiedzi gry, deweloperzy podkreślali nacisk na funkcje społecznościowe oraz współpracę/rywalizację graczy, jednak ostatecznie system jest dość ubogi. Możemy dołączyć lub stworzyć własny klub, a następnie nabijać dla niego punkty i ścigać się wraz z kumplami z klubu. I to tak naprawdę tyle. No, można jeszcze obkleić swoje auta logiem klubu. Co trzeba zaznaczyć, do każdego klubu należeć może maksymalnie sześciu graczy, czyli dość mało. Funkcje społecznościowe są więc proste, bez fajerwerków – z dużej chmury mały deszcz.

Od strony graficznej tytuł prezentuje się bardzo dobrze. Najlepiej, o czym już wspomniałem, wypadają samochody, ale trasy również wyglądają świetnie i różnorodnie. Autorzy przygotowali kilkadziesiąt tras w pięciu państwach – pustynnym Chile, mroźnej Norwegii, mglisto-deszczowej Szkocji, Indiach oraz Kanadzie. Fantastycznie sprawdza się w praniu dynamiczna zmiana pór dnia – wyścig zaczynamy w momencie zachodu słońca, które potrafi oślepić, a kończymy w środku nocy, przy światłach reflektorów (efekty świetlne wyglądają super). Autorzy nie wywiązali się jednak z obietnicy zmiennych warunków pogodowych i opadów deszczu lub śniegu nie uświadczymy. Co prawda, te mają się pojawić wraz z darmową aktualizacją, ale i tak autorom należy się minus za niespełnioną obietnicę – szczególnie, że mieli praktycznie dodatkowy rok czasu na produkcję. W grze nie zabrakło także modelu zniszczeń – n ie jest on nie wiadomo jak efektowny, ale wgniecenia i zarysowania występują, ale całkowicie auta zniszczyć się nie da. Jeśli z kolei chodzi o ścieżkę dźwiękową to muzyki praktycznie… nie ma. A jak już coś leci w tle to raczej nie wpada w ucho i jest monotonne. Najważniejsze jednak, że ryk silników oraz wszelkie inne odgłosy są odwzorowane perfekcyjne i czuć moc.

Podsumowanie

DriveClub to dobra ścigałka, którą mogę polecić nie tylko ze względu na brak w tym momencie jakiejkolwiek konkurencji – gra jest tak naprawdę pierwszą, pełnoprawną grą wyścigową na PlayStation 4. Co charakterystyczne dla produkcji od Evolution, tytuł potrafi podnieść poziom adrenaliny we krwi, co łącząc ze świetnym modelem jazdy, pieczołowicie odwzorowanymi samochodami i wysokiej jakości oprawą graficzną daje w rezultacie wyścigi, dzięki którym przejechać można wiele kilometrów wirtualnych tras. Boleć może brak niektórych z zapowiadanych opcji oraz prostota systemu klubów (oraz ogólnie całej mechaniki gry), ale tak naprawdę to nie o to w grze wyścigowej chodzi…

W RECENZJI NIE OBNIŻALIŚMY OCENY ZA PROBLEMY ZWIĄZANE Z DZIAŁANIEM USŁUG SIECIOWYCH – SĄ TO TYLKO PROBLEMY PRZEJŚCIOWE.

Zostaw komentarz

Na tapecie
Ghost of Tsushima