Recenzja „EyePet”

W tych czasach ze świecą szukać konsoli stworzonej wyłącznie dla zatwardziałych graczy, dla których liczy się tylko to, ile hektolitrów krwi wylało się na ekran. Producenci bowiem starają się robić gry dla wszystkich, w tym dla osób, które z grami nie mają na co dzień do czynienia, a chcą od czasu do czasu spędzić czas przed telewizorem w inny sposób niż z puszką po piwie. Przodownikiem w dziedzinie gier dla casuali jest Wii i do tego chyba nikt nie ma wątpliwości, ale Sony też ma coś do powiedzenia w tej kwestii, przede wszystkim dzięki kamerce EyeToy, która już w czasach Playstation 2 cieszyła się dużą popularnością wśród niedzielnych graczy. Jednak pierwszy raz będzie można wychować zwierzaczka!

Tak, EyePet – jak sama nazwa zresztą wskazuje – to gra polegająca na wychowywaniu i opiekowaniu się wirtualnym przyjacielem. Wszystko odbywa się za pomocą ruchów gracza – kamerka rejestruje rzeczywisty obraz, konsola wyświetla go na ekranie telewizora, a EyePet nałożony jest na tenże obraz, dzięki czemu ma się wrażenie, jakby zwierzątko naprawdę było w pokoju. Do zestawu z grą dołączana jest tzw. Magiczna Karta, dzięki której wykonuje się przeróżne czynności (o nic w kolejnych akapitach). To tyle słowem wstępu i ogólnych wyjaśnień, jak to wszystko działa. Czas na szczegóły.

Na początku gry wita nas eyepetowy profesor, który będzie udzielał pomocnych wskazówek. Pierwsze z nich dotyczą odpowiedniego przygotowania do gry – ustawienia oświetlenia, kamery – co jest bardzo istotne, aby interakcja ze zwierzątkiem przebiegała bez zakłóceń. Potem materializuje się… jajko, z którego wykluć ma się EyePet, oczywiście po odpowiednich zabiegach – m. in. ogrzewaniu za pomocą piecyka, który pojawia się w miejscu Magicznej Karty pokazanej do kamery, klaskaniu czy kołysaniu jajka w lewo i prawo. Kiedy zwierzaczek wyjdzie na świat, trzeba nadać mu imię i od tego momentu zaczyna się dopiero właściwa gra.

W menu głównym dostępnych jest kilka zakładek, z których podstawową jest PROGRAM, czyli swoiste wyzwania, które podzielono na piętnaście dni (w każdym dniu po cztery). Za wyzwania te zdobywa się medale, a za medale nagrody – chociażby nowe stroje. Na czym polegają wyzwania? Pierwszy dzień to zapoznanie się z podstawowymi funkcjami umożliwiającymi opiekę nad zwierzątkiem – myciem, karmieniem, przebieraniem czy badaniem stanu zdrowia. Wszystkie zrealizowano bardzo dobrze, np. aby umyć zwierzaczka, trzeba go najpierw oblać prysznicem, potem szamponem, następnie rozprowadzić szampon, aby powstały bąbelki (ruchami ręki), spłukać wodą i na końcu wysuszyć; podobnie z jedzeniem – karmę nabiera się ze specjalnego podajnika i wysypuje zwierzątku do miski lub na podłogę lub wyrzuca w powietrze, aby zwierzątko skoczyło. Przy wszystkich tych czynnościach niezbędna jest oczywiście Magiczna Karta, która w tym przypadku zamienia się w prysznic czy pojemnik na jedzenie. Aby EyePet był szczęśliwy trzeba też kontrolować jego zdrowie i dbać o nie. Stan zdrowia określa specjalny skaner, który prześwietla (dosłownie) zwierzaczka ze wskazaniem na cztery elementy – mózg, serce (czy zwierzak jest szczęśliwy), żołądek (czy jest głodny) oraz mięśnie (czy wykonuje dużo ćwiczeń). Daje to wyraźny obraz, czego w danej chwili potrzebuje nasz pupil. Po badaniu istnieje możliwość wysłania Raportu Zdrowia do profesora, a za jego zdanie dnia następnego (wg zegara konsoli) przyznawana jest nagroda (nowy ciuch czy materiał). Ostatnim podstawowym elementem zabawy jest stylizacja, która pozwala zmienić wygląd stworzenia i możliwości jest naprawdę sporo – można zmienić kolor futerka, przystrzyc je, dodać wzór, zmienić wygląd futerka (proste włoski, fale, loki etc.) oraz naciągnąć jakiś nowy ciuch, których kolekcja powiększa się wraz z postępami w grze.

Kolejne dni to już trochę trudniejsze wyzwania, które łączą się z wykorzystaniem wszystkich możliwości, jakie oferuje EyePet – z osławionym rysowaniem na czele. Funkcja ta sprawie wiele frajdy, szczególnie, jeśli narysowane przedmioty ożywają! Choć uwaga – to co można przenieść w trójwymiar jest konkretnie określone przez autorów (samochód, samolot, robot…) i nie ma możliwości własnej inwencji – co jest zresztą zrozumiałe, bo programowi trudno byłoby rozpoznać, jaką rzecz gracz narysował. W rysowaniu poszczególnych zabawek pozostawiono jednak sporą swobodę i nic nie stoi na przeszkodzie, aby samochód miał osiem par kół, z kolei samolot latał bez śmigła i skrzydeł. W grze zawarto również szkicownik, gdzie zapisywane są zwykłe rysunki, przerysowane przez EyePeta magiczną kredką.

Nie będę opisywał innych gier i zabaw, bo każda z nich ma swoje unikalne właściwości i po prostu popsułbym przyjemność z ich odkrywania, wymienię tylko niektóre z nich: śpiewanie (EyePet naśladuje dźwięki), bieżnia, trampolina, gra w kręgle, tworzenie baniek mydlanych, sadzenie roślin w ogródku, łapanie ryb i wiele innych.

Ostatnią kwestią, jaka pozostała, jest kwestia techniczna. Co do tego, że EyePet wygląda słodko, nie ma wątpliwości nawet chyba żaden dorosły. Wirtualne zwierzątko zachowuje się na ekranie również bardzo prawdziwie – prosi się o pieszczoty, reaguje na ruchy ręki (np. skacze do niej, przeskakuje), dłużej głaskany kładzie się na brzuchu, mruczy i zasypia, pozostawiony zaś na dłużej podchodzi do ekranu i przykleja się do jego wewnętrznej strony chcąc zwrócić na siebie uwagę. Po jakimś czasie odczuwa też zmęczenie i odblokowywanie kolejnych dni staje się niemożliwe – dopiero kiedy zwierzak odpocznie (tzn. następnego dnia) można odblokować kolejne dni programu. Oczywiście, nic nie stoi na przeszkodzie, aby korzystać z już odkrytych funkcji. Rzeczą, która może czasem frustrować, jest nie zawsze odpowiednie zinterpretowanie intencji gracza przez zwierzątko, dlatego wykonanie niektórych zadań staje się bardzo trudne i uciążliwe (np. zrywanie zasadzonych roślin) – mowa tu również o zbyt dźwiękoczułym mikrofonie, który w niektórych wyzwaniach każdy odgłos traktuje jak klaśnięcie czy krzyk. Posiadanie odpowiednio oświetlenia to też konieczność, bo przy gorszym, zwierzątko ma czasem problemy z rysowaniem i obrazki nie wychodzą tak jak powinny. Duży plus należy się z kolei za maksymalnie uproszczone sterowanie, przede wszystkim stworzonymi zabawkami (w sumie tylko dwa przyciski + gałka) oraz porady dowcipnego profesora, która wzbogacają i ułatwiają zapoznanie się z EyePetem.

Czy EyePet jest grą tylko dla dzieci? Nie, bo opieka nad wirtualnym przyjacielem sprawia naprawdę dużą frajdę i jestem pewien, że wielu starszych graczy nie będzie żałowało chwil spędzonych przed telewizorem. Mając więc młodsze rodzeństwo/własne dzieciaki/dziewczynę/żonę w domu, nie zastanawiajcie się ani przez chwilę nad zakupem – wspólna zabawa gwarantowana. Wiem to z autopsji ;)