Recenzja „Fallout 3”

Fallout, seria która zmieniła na zawsze oblicze gier cRPG. Mnóstwo zadań, genialnie prowadzona fabuła, rozbudowany system charakterystyk postaci, a wszystko w klimatycznej oprawie graficznej doprawione taktycznym systemem walki. Premiera trzeciej części za nami. Pora zobaczyć czy może stawać w szranki ze swoimi poprzedniczkami.

Fallout 3 podzielił graczy na kilka obozów. Jedni, zwani betonem, uważają grę za profanację serii i chętnie wysadziliby budynek Bethesdy w powietrze. Drudzy mimo, że kochają Fallouta patrzą na najnowszą odsłonę pozytywnie, cichutko marudząc od czasu do czasu pod nosem. Ostatni to ludzie, którzy nie grali w poprzednie części i są bardzo zadowoleni z zakupionej gry. Mnie można zaliczyć do drugiej grupy, bo choć Fallouta 3 godnym następcą nazwać nie można, to gra się w niego przyjemnie i bez większych frustracji.

Zobaczmy na początku co Bethesda zostawiła z poprzednich odsłon. Na pierwszy ogień idzie system S.P.E.C.I.A.L. (Siła, Percepcja, Wytrzymałość, Charyzma, Inteligencja, Zręczność i Szczęście), czyli siedem statystyk głównych, które mają dość znaczny wpływ na przebieg rozgrywki. Od nich zależy czy chcemy ukończyć grę jako osiłek idiota czy leciwy, ale za to bardzo inteligentny i posiadający niebywałe szczęście jegomość. Mimo, że na początku gry musimy rozdysponować pulę punktów pomiędzy statystyki, to nie oznacza to, że już do końca rozgrywki będą one tak wyglądać. Podczas rozgrywki będziemy mogli używać przedmioty, które zmieniają statsy na jakiś czas lub na stałe. Nie zabrakło również umiejętności (Otwieranie zamków, Naprawa, Retoryka, Bronie Ciężkie itp. itd.), w które inwestujemy punkty zdobywane na każdym poziomie doświadczenia. Kolejnym elementem są perki, czyli specjalne umiejętności, które zdobywamy na każdym poziomie. Możemy wybrać perk, dzięki któremu podczas walki wspomaga nas Tajemniczy Wędrowiec (a’la Zorro) lub inny umożliwiający znajdowanie w większych ilościach podczas swojej wędrówki amunicji i pieniędzy. Podczas rozgrywki natrafimy także na wszelkiego rodzaju przedmioty (Nuka-cola, kapsle, narkotyki, stimpacki itp.) czy wystroje wnętrz charakterystyczne dla serii.

Grafika i Dźwięk

Jeśli chodzi o wykonanie i wygląd gry to nie bardzo jest się do czego przyczepić. Szczegółowe otoczenie, mnóstwo detali i ładne modele postaci, przeciwników oraz broni. Schody zaczynają się kiedy przyjrzymy się animacji ludzi, która lekko mówiąc pozostawia sporo do życzenia, a w połączeniu ze słabą inteligencją przeciwników daje komiczne efekty. Trudno się nie uśmiechnąć kiedy przeciwnik pokracznie kuca dwa metry przed nami. Może miałoby to sens gdyby schował się za jakąś przeszkodą. Fizyka też jest dość dziwna (mimo, że odpowiada za nią Havok), bo jak tu zrozumieć fakt zrobienia przewrotki w powietrzu po trafieniu w nogę. Twórcom udało się również wiernie odwzorować (jeśli można tak powiedzieć) świat po nuklearnej zagładzie. Gruzowiska, spalone drzewa, zniszczone samochody tworzą niepowtarzalny klimat, który naprawdę może przytłoczyć, między innymi ludzi, którzy wolą jak jest fajnie i kolorowo-bajkowo. Co się tyczy udźwiękowienia to jest solidne. Muzyka trzyma klimat, a zwłaszcza kawałki puszczane w radiu (choć brakuje charakterystycznej nuty Marka Morgana). Za to już dźwięki otoczenia są wykonane kapitalnie. Wszystko brzmi tak jak brzmieć powinno.

Gameplay

Bardzo cieszy swoboda działania, gdyż od wyjścia z rodzinnej krypty możemy udać się gdzie tylko chcemy i robić co nam się żywnie podoba (irytuje trochę fakt niemożności zabicia ważnych dla fabuły NPC). Wbrew pozorom (w końcu to RPG) gra jest strasznie łatwa. Nawet przejście na Very Hard nie powinno sprawić nikomu problemów. I tu pojawia się mały zgrzyt, bo wraz z trudnością pokonania przeciwnika dochodzi większa liczba punktów doświadczenia, które dostaniemy za ich zabicie. Cała ta sytuacja sprawia, że osiągniemy maksymalny poziom doświadczenia (o dziwo tylko 20) szybciej na Hard niż Easy. Wszystkie informacje (zadania, mapki, ekwipunek, notatki) zostały przedstawione za pomocą zakładek w naszym podręcznym Pip-Boyu. Na początku łatwo zgubić się w natłoku zakładek, których jest aż piętnaście. Na szczęście Bethesda pomyślała o skrótach klawiszowych (D-pad), żebyśmy nie musieli zmieniać broni czy pancerza męcząc się z zakładkami. Przejdźmy do zadań, których nie jest może oszałamiająco dużo, ale większość z nich oferuje dosyć wysoki stopień rozbudowania i oferuje kilka rozwiązań (w zależności czy gramy złym/dobrym , kobietą/mężczyzną i kierujemy się obopólnym dobrem czy też patrzymy tylko na swój zysk). Zadania nie obyłyby się również bez konwersacji z NPC, która stoi na przyzwoitym poziomie i co najważniejsze pozwala na sypanie soczystymi tekstami jak z rękawa. Szkoda tylko, że rozmówcy nie przejawiają jakichkolwiek emocji. Cała rozmowa oprócz tekstu wygląda sztucznie i brzydko, dlatego chcemy ją jak najszybciej ukończyć i ruszać na pustkowia.

Naturalnie oprócz rozmowy musimy też walczyć. W grze możemy wybrać czy wolimy bardziej turowy system walki w postaci V.A.T.S. czy też zwykłą walkę. System turowy sprawdza się znakomicie i jest bardzo intuicyjny, w skrócie: widzimy sylwetkę postaci i zaznaczone (wraz z procentową szansą na trafienie) poszczególne części ciała, w które możemy celować; dzięki niemu możemy precyzyjnie spowolnić przeciwnika strzelając mu w nogi lub pozbawić broni strzelając w ręce; po zaznaczeniu części, w które chcemy trafić wciskamy X i widzimy efektownie wyreżyserowaną animację strzelania i śmierci przeciwnika (jeśli skończą mu się punkty życia). Po dłuższym czasie animacje wykańczające mogą znużyć, szczególnie gdy atakuje nas zgraja słabych przeciwników. Przyjrzyjmy się teraz przeciwnikom, których spotkamy na swojej drodze. Tu mamy kolejny ukłon w stronę fanów serii, ponieważ spotkamy starych znajomych w postaci Szponów Śmierci, Centaurów, Kretoszczurów, Olbrzymich Mrówek i Radskorpionów czy Dzikich Psów. Bethesda postanowiła również dorzucić kilka swoich pomysłów i tak pojawiły się jeszcze zmutowane kraby, osy, niedźwiedzie. Naturalnie toczymy również bitwy z żołnierzami Enklawy (ci źli), Super Mutantami i zwykłymi ludźmi. Cała stawka robi wrażenie, ale szczerze powiedziawszy problemy robią tylko Szpony Śmierci, które są strasznie szybkie i wytrzymałe. Reszta przy spotkaniu sam na sam jest na jeden lub kilka strzałów. Zapomniałem wspomnieć o wyposażeniu, które również robi wrażenie. Kilkadziesiąt typów broni (podzielonych na Bronie Lekkie, Ciężkie i Energetyczne) i pancerzy. Wszystko się psuje, więc musimy od czasu do czasu zaglądać do mechanika lub (jeśli posiadamy odpowiednie umiejętności) samemu dokonać naprawy. W grze nie zabrakło również mini gier, które uruchamiają się przy próbie sforsowania zamku lub zabezpieczeń komputera. Otwieranie zamków polega na precyzyjnym operowaniu analogami, a hakowanie to po prostu stary dobry Mastermind.

Fabuła

Jest dosyć ciekawa, ale niestety nie umywa się do tych z poprzedniej części. Wszystko wydaje się prostsze i takie bardziej „regulaminowe”. Na zakończeniu bardzo się zawiodłem, bo niby wyjaśnia co się stanie z pustkowiami dzięki nam, ale zabrakło już szczegółowych opisów jak wpłynęliśmy na losy poszczególnych miast i ludzi. Raptem kilka ckliwych zdań i oglądamy napisy końcowe. Boli też fakt, że nie możemy kontynuować gry po zakończeniu głównego zadania, bo chciałoby się zobaczyć co zmieniliśmy podczas naszej wędrówki. Niby końcówka wyjaśnia poniekąd dlaczego nie możemy kontynuować dalszej rozgrywki, ale pewien niesmak pozostaje.

Sprawy Techniczne

Mimo zapewnień, że gra nie będzie się instalować musicie się przygotować na oddanie Falloutowi ponad 4GB swojego dysku. Po prostu twórcy rozwiązali problem instalacją w tle, której nie zauważamy. Szczerze mówiąc miałem obawy czytając te wszystkie negatywne opinie w stylu „Fallout 3 na PS3 ssie”, jednak muszę powiedzieć, że są one całkowicie bezpodstawne (no chyba, że jestem niebywałym farciarzem). Podczas 40 godzin gry ta zawiesiła się tylko dwa razy (w porównaniu do kilkunastu na PC to betka), ani razu też nie zauważyłem znikających kończyn czy twarzy. Od czasu do czasu zatnie się dźwięk ale jest to praktycznie niezauważalne i nie przeszkadza w rozgrywce. Uruchomienie samej gry jest bardzo szybkie, a i loadingi nie są jakieś wybitnie długie (w zależności od wielkości lokacji). Animacja stara się trzymać solidne 30 klatek na sekundę, ale pod koniec rozgrywki gra zaczyna chrupać. Jednak można to wytłumaczyć tym, że naprawdę sporo się dzieje na ekranie.

Podsumowując. Fallout 3 nie jest złą grą. Ba, jest grą co najmniej dobrą, ale niestety bez tej magii co kiedyś. Widać znaczne uproszczenia względem poprzednich części. Dlatego ortodoksyjni fani serii mogą odjąć od oceny końcowej jedno czy dwa oczka.

Zostaw komentarz

Na tapecie
Dreams