Recenzja „Far Cry 4”

W 2012 roku Far Cry 3 wziął graczy z zaskoczenia – przygoda Jasona na wyspie Rook była naprawdę świetna. Czy czwórka też taka jest?

Historia Far Cry 4 idealnie pasowałaby na film akcji rodem z USA przełomu lat ’80 i ’90, której zajawka brzmiałaby mniej więcej tak:

W małym, pięknym państwie u podnóża Himalajów – zwanym Kyrat – rządzi zły dyktator, samozwańczy król Pagan Min. Rebelianci ze Złotego Szlaku są rozbici, a ludność wyzyskiwana przez okrutny reżim. Tylko Ajay Ghale, syn założycieli Złotego Szlaku, który powrócił do ojczyzny, aby rozsypać prochy swojej matki może obalić tyrana i poprowadzić lud do zwycięstwa… obracając w proch Mina i jego popleczników. Far Cry 4 – już w kinach.

Tak właśnie można streścić fabułę gry, nie najlepszą fabułę. Wszystkie postacie, oprócz ekscentrycznego i szalonego Pagan Mina, są puste i nudne – chodzące archetypy. Sytuacji nie ratuje główny bohater, który umie wszystko, jest klonem Rambo, na którym nie robią wrażenia stosy martwych ludzi i zwierząt, jakie zostawia po sobie. Do tego jest wyłącznie chłopcem na posyłki – pytałem sam siebie, dlaczego Ajay nie walnie ręką w stół, bo skoro nagi może wygrać walkę na arenie pełnej przeciwników to tym bardziej dałby radę dwójce zjaranych gości, którzy zlecają mu proste zadania. W porównaniu do trzeciej części gry, gdzie fabuła miała ręce i nogi i wszystkie jej aspekty były przemyślane, historia w Far Cry 4 jest zbyt prosta i po prostu nijaka.

Na szczęście tytuł nadrabia rozgrywką i Far Cry 4 jest jednym z lepszych sandboksów z gatunku FPS. Kyrat jest pięknym, zróżnicowanym miejscem. Góry, lasy, jeziora, małe wioski, olbrzymie fortece… Nieraz zatrzymywałem się, aby zarówno podziwiać widoki, jak i odkryć wszystkie miejscówki lub wykonać jedno z mnóstwa zadań pobocznych zlecanych przez buntowników. Wszystko to za co uwielbialiśmy Far Cry 3 powraca tutaj, ale jeszcze bardziej podkręcone. Na przykład zwierzaki – atakujące znienacka jastrzębie czy zwierzęta klasy „czołg”, jak szarżujący nosorożec lub niszczący wszystko na swojej drodze słoń. Wsiadając na słonia można zresztą poczuć się jak Hannibal z Kartaginy i zrobić destrukcyjny najazd na posterunek znajdujący się w rękach wojska Mina. Chaos, jaki wtedy powstaje to istna poezja. Oczywiście, cały czas można polować, a ze zdobytych skór wytwarzać przedmioty, które pozwalają przetrwać walki z coraz liczniejszymi siłami wroga.

Czwórka kontynuuje tradycję poprzedników i daje wolność wyboru, jak podejść do zleconego zadania. Misje można zrobić po cichu lub z karabinem w dłoni (a także trzymając inną z kilkudziesięciu broni do  wyboru). Nic nie stoi też na przeszkodzie, aby wspomóc się dzikimi zwierzętami rzucając przynętę lub wezwać najemników do pomocy. Co ciekawe, w najemnika może wcielić się inny gracz i wtedy rozgrywka samotna zmienia się w kooperacyjną, dającą jeszcze więcej frajdy.

Wisienką na torcie jest mały żyrokopter, którym można swobodnie latać – piękne widoki i ułatwienie gry w jednym. Nie trzeba się chociażby wspinać, aby uruchomić radiostacje, które po przejęciu odkrywają kolejne fragmenty dużej mapy. W grze jest zawsze co robić i zwiedzając Kyrat nie sposób się nudzić.

Co mi się nie podobało to rozwój postaci, który został potraktowany po łebkach, masa zdolności została przeniesiona z poprzednika, a niektóre można byłoby po prostu połączyć ze sobą. W poprzedniku bardziej odczuwało się poprawę umiejętności bohatera. Nieco zepsuto także tryb multiplayer, który miał bawić, a tak naprawdę nieco irytuje i nie daje satysfakcji. Gracze dzielą się na dwie grupy: łowców uzbrojonych w łuki i polujących na nich żołnierzy z karabinami, a każda z drużyn ma swoje zadania. Zamysł autorów był fajny, ale nie udało się go zrealizować na tyle, żeby wciągał na dłuższą metę.

O stronie graficznej nie można powiedzieć nic więcej, jak to, że jest śliczna i kolorowa. Widoki, o czym już wspominałem, zapierają dech w piersiach, a produkcja na każdym kroku przekonuje, jak bardzo jest urodziwa. Czasem tylko animacja zaliczy drobną wpadkę, gdzieś tam wystąpi malutki bug, ale biorąc pod uwagę ogrom gry jest to praktycznie nieodczuwalne.

Podsumowanie

Far Cry 4 to prawie idealny przykład kontynuacji, która miała bawić dokładnie tak samo jak poprzednik z drobnymi jedynie różnicami. I choć rzeczywiście, czwórka daje naprawdę sporo frajdy to w moim odczuciu różnice powinny być nieco większe. Jakby jednak nie patrzeć, lepszej oferty na wycieczkę w Himalaje nie znajdziecie.

Zostaw komentarz

Na tapecie
Dragon Ball Z: Kakarot