Recenzja „Far Cry Primal”

Seria Far Cry od swojego początku kojarzona jest z czasami współczesnymi, a w czterech grach Ubisoft pozwolił zwiedzać nam tropikalną wyspę, afrykańskie stepy czy himalajskie szczyty. Wyjątkiem od reguły było samodzielne rozszerzenie do Far Cry 3, czyli Blood Dragon oddający hołd filmom science-fiction z końca ubiegłego wieku. Sukces tego ostatniego najwidoczniej pozwolił francuskiemu wydawcy dojść do wniosku, że formuła serii jest uniwersalna i sprawdzi się niezależnie od wymyślonej historii i okresu, w jakim zostanie ona umiejscowiona. Tak oto mamy okazję poznać Takkara, naszego praprzodka sprzed 12 tysięcy lat.

Takkar należy do plemienia Łindźa, jednego z wielu zamieszkujących terytoria prehistorycznej Europy Środkowej. Jako że jedynym celem ówczesnych ludzi było przetrwanie, bohater wybrał się wraz ze swoimi współplemieńcami na polowanie na mamuty w celu zdobycia pożywienia. Nie wszystko poszło jednak po ich myśli, ponieważ plany popsuł szablozębny tygrys zagryzając większość łowców, a Takkara zmuszając do ucieczki ciemną jaskinią. W ten sposób protagonista trafia do Oros, krainy położonej u podnóża masywnych, ośnieżonych szczytów, gdzie jednak plemię Łindźa nie ma praktycznie żadnego znaczenia, a ziemiami rządzą brutalni członkowie plemienia Udam i panujące nad ogniem plemię Izila. Jak już pewnie się domyślacie, zadaniem gracza będzie odwrócenie tej sytuacji poprzez wywalczenie sobie należnej pozycji, nie raz ryzykując przy tym życiem.

Po linii fabuarnej nie spodziewajcie się jednak fajerwerków. Jest ona nieskomplikowana, jak ludzie, którzy zamieszkiwali Ziemię w tamtym okresie, jednakże piękno czasem tkwi w prostocie – postawa postaci pobocznych lub ich przemyślenia potrafią zarówno rozśmieszyć, jak i urzec, a niekiedy wyczuć można w nich większą głębię. Od wątku fabularnego niejednokrotnie jesteśmy odciągani przez zadania poboczne skupiające się na opowieściach o innych mieszkańcach Oros. Te pozwalają brać udział w emocjonujących polowaniach, pomagać zwariowanemu „odkrywcy” czy uczestniczyć w obrzędach wioskowego szamana. Niektóre z tych misji posiadają ciekawą konstrukcję, a jednak większość polega po prostu na dotarciu z punktu „A” do punktu „B” i zrobieniu swojego. Wszystko starcza na mniej więcej dwadzieścia godzin, jednak pikanterii naszym działaniom dodaje otoczka produkcji, czyli dzikie ostępy, praktycznie nietknięte ręką człowieka.

I to właśnie klimat jakim cechuje się najnowsza produkcja Ubisoftu jest jej największą siłą. Prehistoryczne Oros, które według niektórych przypuszczeń może być zlokalizowane na terenie obecnej Polski (wszak osadzone jest w Europie Środkowej), zachwyca zarówno swoją fauną jak i florą. Krajobraz jest zróżnicowany – można pokąpać się w krystalicznie czystych jeziorach, zaglądać do dziesiątek jam i jaskiń, przedzierać się przez całkowicie ośnieżone tereny, gdzie co chwila trzeba rozpalać ogień, aby nie zamarznąć czy po prostu poprzechadzać się po gęstym lesie. Na wszystkich tych terenach – tak jak w ostatnich grach z serii – roi się od różnego rodzaju zwierzyny, poczynając od bezbronnych kozic czy jeleni, przez drapieżne wilki i jaguary na silnych niedźwiedziach i przebiegłych tygrysach szablozębnych kończąc. Ze zwierzętami wiąże się całkowicie nowa możliwość ich poskramiania i uczynienia z nich swoich pupilów. Poskramianie odbywa się przy pomocy przynęty i jeśli zwierzak łyknie haczyk wystarczy do niego podejść i prostą komendą go oswoić. Każdy z czworonożnych przyjaciół posiada jakąś cechę charakterystyczną – jeden potrafi ostrzec o nadciągających wrogach, a inny wyniucha dla nas przydatne przedmioty, a wszystkie świetnie sprawdzają się w walce i to w tym celu używa się ich najczęściej. Kontrolowanie zwierząt odbywa się za pomocą prostego systemu poleceń, dzięki któremu nakazujemy czy czworonóg ma gdzieś się udać czy zaatakować z zaskoczenia konkretnego przeciwnika. W nagrodę swojego towarzysza można nakarmić (także po to, aby go uleczyć) lub pogłaskać. Raz poskromionego zwierzaka można przyzywać dowolną ilość razy, a kiedy poniesie śmierć – przy pomocy zbieranych po drodze roślin uleczyć. System sprawdza się świetnie, a dodatkowe towarzystwo zawsze może się przydać w najmniej oczekiwanym momencie lub po prostu służyć jako środek transportu, gdyż zwierzaki nie mają nic przeciwko, aby przejechać się na ich grzbiecie.

Pisząc o zwierzakach, nie można zapomnieć jeszcze o dwóch, równie istotnych. Pierwszym z nich są ogromne mamuty, które – po wykupieniu stosownej umiejętności – można dosiadać i tratować wszystko, co znajdzie się na naszej drodze. Drugim jest latająca nad Takkarem sowa, którą wykorzystać można do zinfiltrowania terenu i oznaczenia przeciwników znajdujących się w atakowanym przez nas obozie. Puchacz potrafi także zaatakować konkretnego wroga lotem koszącym czy zrzucić niczym samolot bomby pszczele siejące niemały ferment wśród przeciwników, którzy muszą odganiać się od żądlących owadów.

Badanie terenu przydaje się, jeśli obóz lub stos kontrolowany przez przeciwników – będące jednocześnie miejscami służącymi do szybkiej podróży – chcemy przejąć po cichu. W serii Far Cry sposób rozgrywki jest całkowicie dowolny i może polegać zarówno na skradaniu się, ukrywaniu w chaszczach i strzelaniu w głowę z łuku jak i wtargnięciu bez kompleksów w sam środek akcji i okładanie się z przeciwnikami za pomocą jedno- lub dwuręcznej maczugi. Oprócz tych dwóch broni, Takkar ma do dyspozycji także włócznię do walki wręcz lub rzucania oraz kilka mniejszych narzędzi jak noże lub kilka rodzajów bomb – wspomnianą pszczelą, a także ognistą czy szaloną, dzięki której wrogowie atakują siebie nawzajem. Cały arsenał należy najpierw wytworzyć za zebrane podczas eksploracji świata gry surowce – jak kilka rodzajów drewna, kamieni, gliny czy skór pochodzących z upolowanych przez nas i oskórowanych zwierząt. Oprócz broni, wytwarzać można też kilka innych, przydatnych rzeczy, jak pojemniejsze torby na przedmioty lub grubsze ubranie chroniące przed chłodem, ale dużo surowców przydaje się także z jeszcze jednego powodu.

Aby Łindźa mogli zapanować w Oros, trzeba w tym celu zebrać jak najwięcej ludzi. Miejscem, do którego wysyłamy wszystkim napotkanych podczas przemierzania świata współplemieńców jest położona na zachodnim krańcu mapy wioska. Wspomniana duża ilość surowców potrzebna jest do jej rozbudowy i choć jest to raczej ciekawostka, bo możemy ulepszyć jedynie kilka chat, ulepszenia te odblokowują nowe przedmioty, zadania i dają dużo punktów doświadczenia, niezbędnych do kupowania dla Takkara nowych zdolności z kilkudziesięciu do wyboru. W zdobywaniu doświadczenia pomaga też powiększanie populacji naszej wioski, a nie jest to trudne, gdyż na każdym kroku napotykamy pobratymców w potrzebie, np. pojmanych przez wojowników Udam, lub niszczymy siedziby wrogich plemion, spalając je doszczętnie przy pomocy podpalonej od ogniska maczugi lub strzał i dołączając do swojego plemienia kolejnych ludzi.

Warto pochwalić też twórców za decyzję odnośnie języka w jakim porozumiewają się ludzie zamieszkujący Oros. Deweloperzy zdecydowali się na stworzenie od podstaw pierwotnego języka i wyszło to znakomicie. Nie jest to język rozbudowany, postacie niechętnie odmieniają czy to rzeczowniki czy czasowniki, ale ten zabieg należy pochwalić, gdyż zdecydowanie dodaje klimatu wszelkim oglądanym scenkom przerywnikowym czy słuchanym dialogom. Zdania typu „Ja teraz polować. Trzeba jeść, żeby siła” lub „Znajdzie zielone liście. Ja uleczyć rana od tygrys” są na swój sposób urocze w swojej prostocie.

Podsumowanie

Primal należy nazwać kolejnym Far Cry’em, tyle że w prehistorycznych klimatach za co dodaję mocnego plusa do oceny końcowej. Rewolucji w serii jednak nie ma, gdyż gra powiela wiele rozwiązań z poprzedników w aspekcie schematycznych misji, eksploracji czy taktycznego podejścia do starć. Powiela na tyle, że nawet mapa swoją konstrukcją przypomina kalkę tej znanej z Far Cry 4. Niezależnie jednak od tego, rozgrywka sprawia nadal dużo przyjemności, ale zamiana karabinów na łuki i włócznie, a słoni ma mamuty to zbyt mało, żeby dać Far Cry’owi Primal więcej niż (mocną) czwórkę.

Zostaw komentarz

Na tapecie
Marvel's Avengers